Odnowa moralna (inny tekst)

Doris

Odnowa moralna przystoi każdemu niczym wiosenne porządki. Chwila zastanowienia się nad własną osobą i życiem, które tworzymy daje spokój i harmonię wewnętrzną. Środki budowane każdego dnia umacnianymi winny być. Przyjaźnie nie zawierane pochopnie, co dzień, lecz w zaufaniu utwierdzane.

Miłość utrwalana: czasu trzeba i oddania.

Umieć podawać rękę drugiemu.

Umieć uśmiechać się szczerze.

Zdejmować maski ukazując rzeczywiste oblicze, jakimkolwiek by było. Spowiadać się przed sobą z niepowodzeń, z własnomyślnie i niezależnie ustanowionych grzechów, według moralności własnej. Oraz praw i przykazań. Bożych, jeśli wierzycie.

Ze sobą być szczerym, w siebie wierzyć, siebie nie zawodzić, siebie nie czynić złym. Umieć oddać w spontanicznym uczuciu i wzruszeniu ciężko zdobyte, zapracowane, zbudowane skarby. Nie litować się jednak, litość, pożałowanie i łaska są nikomu nie potrzebne. Dobry gest za to, jeśli szczery, cenniejszy staje się, niż całe majątki świata.

Używek używać. Z umiarem. Zważać na to, czy swoim zachowaniem nie rani się bliskich osób. To, co raz dane, jest po to, by wykorzystanym miało być. Bawmy się.

Nie obiecywać, cacywać, w pierś uderzać – jeśli nie jest się pewnym, czy słowo będzie spełnione. Nie dopuszczać do tego, by coś czego sami się obawiamy spotkało z naszej winy drugiego.

Kochać i to szalenie. Z tej miłości oszaleć. To jedyne czemu można się oddać całemu, dusze, serce skruszyć. Zauważać miernotę i szarość świata bez miłości i osoby, której oddani jesteśmy. Przekonać się, że osoby znane nam z pracy, szkoły, podwórka, ulicy – są czystym przypadkiem na naszej drodze, potykamy się o nich co dzień. Lecz oni nie mają wartości tak bardzo cennej, jak druga połówka. Zamknąwszy oczy widzimy jej twarz, obserwujemy z uwielbieniem. Powietrze wypełnione jest zapachem polnych kwiatów, może też konwaliami, czy różami – to nasz tlen. Otwieramy oczy i dostajemy nagle po twarzy dymem, smogiem, zepsuciem i drwinami. Nie obawiajmy się. Wyidealizowany świat miłości istnieje w naszych wnętrzach, wystarczy przelać go na rzeczywistość. Zacząć tam budować. Trudno, ale wierzcie mi, będziecie szczęśliwi, bo można osiągnąć to szczęście.

Szanujmy rodziców, sami nimi kiedyś będziemy drżąc o swą pociechę i jej przyszłość w biurokratycznym, bezlitosnym wieku. Obyśmy byli z dzieci swych dumni i wychowali je należycie. W tym nie gubmy swych ideałów. Bądźmy sobą. JESTEŚMY LUDŹMI.


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
661 wyświetleń
przysłano: 8 marca 2000

doris

36
47 tekstów
Czasem jestem sama dla siebie obcym czlowiekiem...wtedy budze sie ten zawsze jedyny raz o wschodzie i odkrywam, ze istnieje we mnie moje wlasne "ja", ktore pomimo wszystko pozostaje niezmienne, tzn. moje zasady i moralnosc pozostaja - a to juz wygrana.…

Inne teksty autora

Żyć bez duszy.

doris, opowiadanie

Jednostronna przyjaźń

doris, wiersz

***

doris, wiersz

***

doris, wiersz

[W popiole myśli...]

Doris, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło