Każdy z nas (opowiadanie)

luney

Szósta dwadzieścia jeden...

To był zwykły grudniowy poranek. Słońce jeszcze nie wyłaniało się zza horyzontu, a wszędzie panowała ciemność. Na niektórych wystawach sklepowych można było już zauważyć elementy związane ze zbliżającym się świętem Bożego Narodzenia.

Szósta dwadzieścia trzy...

Jak zawsze spora grupka ludzi stała na przystanku autobusowym. Niektórzy ogrzewali swoje ręce ciepłym oddechem, inni chodzili wzdłuż krawężnika, a tylko kilka osób siedziało na zniszczonej ławce.

Szósta dwadzieścia sześć...

Wreszcie przyjechał. Autobus zatrzymał się na przystanku blokując przy okazji cały ruch. Kilka osób podeszło do kierowcy, aby ten sprzedał im bilety, których i tak nikt nie sprawdzi, ponieważ na tej linii żadnego kontrolera nigdy nie było i prawdopodobnie nie będzie.

Szósta dwadzieścia dziewięć...

Buchnął wielki smog spalin. Stary "Ikarus" ruszył w swoją kolejną, taką samą jak zawsze, podróż.

Szósta trzydzieści dwa...

Na kolejnym przystanku wsiadło tyle ludzi, że każdy stojący pasażer patrzył z zazdrością na "tych co siedzą".

Zniszczony autobus znowu ruszył...

Szósta trzydzieści trzy...

Na samym końcu autobusu stała młoda dziewczyna. Jak zawsze z tym samym wyrazem twarzy.

Smutek. Rozpacz. Żal.

Jej chłopak znowu ją uderzył. Miała już tyle sińców na plecach, że nie była w stanie założyć plecaka. Trzymała go mocno w lewej ręce w obawie przed kieszonkowcami.

Ona go kocha. Kocha, ale również boi. Ciągle ma przed oczyma jego rękę, która zmierza w jej kierunku...

Z bladego policzka dziewczyny spłynęła łza...

Szósta trzydzieści cztery...

Na miejscu dla inwalidów znów siedział mały smarkacz, który jeszcze nigdy nie ustąpił miejsca starszej pani, która zawsze stawała obok niego w nadziei, że to właśnie dziś będzie ten dzień. Tym razem siedemdziesięcioletniej kobiety już nie było. Umarła wczoraj we własnym mieszkaniu. Sama. Jej dzieci nie przejmowały się losem swojej matki i nie zapraszały jej na Wigilię. Tegoroczną, kolejny raz z rzędu, miała spędzić tylko w obecności swojego psa...

Ale czy ktoś zauważył, że starsza pani już nigdy nie pojedzie tym autobusem?

Szósta trzydzieści pięć...

Po prawej stronie, koło okna, siedział młodzieniec w okularach, który szukał czegoś w plecaku. Musiał się trochę pouczyć, ponieważ miał dziś klasówkę. Znowu.

Za każdym razem jak wyciągał swoje notatki przypominał mu się "kolega", który nazwał go kilka dni temu kujonem. Na tym się niestety nie skończyło, ponieważ klasa również obróciła się przeciwko niemu, jakby wskaźnikiem przyjaźni były oceny w dzienniku...

Jeśli ktoś dobrze się uczy i przy okazji nosi okulary jest skazany na samotność? Młodzieniec znał odpowiedź na to pytanie i cicho je wypowiedział...

Szósta trzydzieści osiem...

Na następnym przystanku do autobusu weszła młoda kobieta w ciąży. Tłok nigdy nie poprawiał jej humoru. Tym bardziej, że ojciec dziecka, które nosiła w swoim łonie, zginął dwa miesiące temu w tragicznym karambolu na autostradzie. Był to dobry człowiek, wieczny optymista i kochający mąż... Czemu tacy piękni ludzie umierają tak szybko?

Kolejna łza została uroniona...

Jej mąż... To on przynosił do domu pieniądze na utrzymanie małego mieszkania i opłacenie kredytu. Ledwo starczało na ubrania... A teraz? Teraz ona i jej nienarodzone dziecko nie mają nic.

Kolejna podróż do urzędu pracy znowu zakończy się odesłaniem do domu z kwitkiem...

Szósta czterdzieści jeden...

Kierowca autobusu skręcił na skrzyżowaniu w prawą stronę. Zza horyzontu wyłoniło się już stare miasto. Z każdą chwilą coraz dokładniej dało się zauważyć te piękne kamienice, które przetrwały niejedną wojnę. Teraz jednak nikt nie zwracał na nie uwagi. Przecież każdy człowiek, który znajdował się w autobusie, jeździł tą trasą codziennie. Nikt nie miał ochoty podziwiać piękności tego miasta...

Każdy z nas jest tego typu kamienicą...

Każdy z nas jest jednym z tych ludzi...

Każdy z nas jest kierowcą swojego autobusu...

Każdy z nas...


niczego sobie+ 16 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Rimmous 27 maja 2006, 00:05
... nie spogląda na nikogo poza sobą.
Kremówka 27 maja 2006, 21:42
... może otrzec kolejne łzy.
Andrew Wiggin 28 maja 2006, 00:55
Ładne, warsztatowo. Lekkie pióro. Obraz wyraźny, ale mocno przejaskrawiony -- zachaczając o tandetę :-/. Gdyby pojedyńcze obrazki nie były tak przejaskrawione, to opowiadanie byłoby lepsze. Oczekiwałem jakiegoś celnego zakończenia -- nieco się zawiodłem.
694 wyświetlenia
przysłano: 4 sierpnia 2004

luney

32
1 tekst


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło