Samobójczyni i Bóg (opowiadanie)

Casis

”Samobójczyni i Bóg’’
Ten niekończący się mrok i ta pustka w moim sercu. Czemu czuję się, taka samotna wśród mnóstwa ludzi? Powinna skreślić tamten wyraz. Naprawdę, już nic nie odczuwam. Mój rozdział za prędko zamknięto... Zanim zdążył się zacząć... Dobrze, zgodzę się z Tobą czytelniku... Sama go skończyła i teraz wszystko przeze mnie przenika.  Nie ma moich łez i bólu. Skończyłam tą beznadziejną drogę przez nic nie warte i marne me życie. Zabrałam pierwszy lepszy nóż ze stołu i zabiłam się. Zrobiłam to. Tak po prostu, bez większych rozważań i skrupułów. Cios skierowałam w swe serce by nie czuć, tego jak inni mnie nienawidzą. By nie myśleć, jak nie cierpię swojej twarzy i charakteru. Lecz nadal pytam, choć wiem... Nigdy już mi nie odpowiesz. Zresztą, jak zawsze gdy Cię wzywałam. Dlaczego wszyscy mną gardzili? Czym im zawiniła, że tak mnie tępili? Odpowiedz na moje pytanie... Czemu  i czym ja im byłam winna? Przecież każdego z nich niegdyś lubiłam...

Parę dni wcześniej...
- Boże gdziekolwiek jesteś... Choć wątpię byś był, bo milczysz na moje słowa!
Chcę tylko jednego by ten koszmar się wreszcie skończył. By nikt nie podkładał mi nogi, jak idę przez korytarz. Aby oni mnie nie wykorzystywali i nie kazali pić alkoholu. Pragnę być tylko sobą.! Czemu nikt tego nie może zrozumieć? Nie chcę być taka jak oni chcą, bym była. Proszę Boże, nie bądź głuchy na moje wołanie! Jeśli naprawdę istniejesz i masz wpływ na nas i świat. Błagam, pomóż mi!
Lecz on nie słyszał i czuła, że w jej życiu jest coraz gorzej. Postanowiła nigdy już nie odzywać się do Boga i o nic go nie prosić.

Nadszedł ten dzień, który był jej końcem. Myślała, że będzie początkiem i nicość Pascala okaże się wspaniała. Jak cudownie nie czuć bólu i ociekających krwią ran! Tak poczuła się na początku. Potem trafiła do jakiegoś dziwnego i trudnego do opisania miejsca. Wszędzie pachniało słodkim miodem, a wkoło roztaczał się całkiem innym świat. Świat, który nie miał bramy wejściowej i żadnych granic. Domyśliła się, że jest w Niebie. Wszędzie widziała radosne twarze i nie wiadomo czym spowodowane ich szczęście. Sama też poczuła jakieś wewnętrzne ciepło i radość. Tylko, że umarła i to tak naprawdę nie był to już żywot w świecie. Bardziej przejście do miejsca nieznanego. Wiedziałam, ta euforia nie potrwa długo. Albowiem zło było wszechobecne w jej życiu i nie wierzyła w dobro. Nagle jednak ktoś zaczął ją obserwować. I wtedy spotkała samego Boga... Tego, którym mógł wszystko zniszczyć i naprawić równie wiele. Do niego, tak bardzo się modliła o ratunek i przetrwanie pośrodku zła. Stojąc z nim twarzą w twarz, nawet nie umiała określić, jak wygląda. Nie potrafiła przypomnieć sobie nic o nim z Pisma Świętego. Wiedziała tylko to, że patrzył na nią. Lecz nie był to zwykły wzrok. Po raz pierwszy ktoś nią nie gardził. Według niej, to właśnie odróżniało Boga od podłych i niegodziwych ludzi. Sama zaczęła rozmowę, choć bardzo się bała...
- Dlaczego mnie nie wysłuchałeś? Oh, Boże... Po czym uklęknęła przed jego obliczem i gorzko zapłakała.
- Moja droga, cały czas Cię słuchałem. Pomagałem, byś przestała cierpieć. Lecz ty tego nie widziałaś.
Po tych słowach dziewczyna wstała i krzyknęła.
- Ty nie jesteś moim Bogiem! Nigdy mnie nie kochałeś i nie pomagałeś mi w życiu!
- Uspokój się! Błogosławiona jesteś, gdy Ci złorzeczono, prześladowano Cię i kłamliwie mówiono w Twoje imię wszelkie zło.
- Nie obchodzi mnie to. Już umarłam. Otrzymałam od szatana to, co chciałam. Moje słodkie ukojenie w śmierci łez bliskich mych obmyte.
- Nie wolno Ci się cieszyć, z tego co zrobiłaś swojej rodzinie. Oni ból cierpią teraz po stracie ukochanej osoby. Tak tedy śmierć wykonuje dzieło swoje w nas... Nie powinnaś się uśmiechać, dziecko kochane!
Nawet Bóg ma uczucia, nawet jego kłuje mocno serce. Choć nie wiadomo i nie zbadano, czy je posiada. Lecz widząc tą biedną i zagubioną dziewczynkę poczuł, że jego lud coraz bardziej odwraca się od niego. Nie widział w tej samobójczyni: obrazu szatana i opętania jego grzechem. Bardziej widział ludzką słabość i potrzebę drugiego człowieka. I samotność, w której przyszło się męczyć tej dziewczynie.
 Tymczasem ona znowu zaczęła płakać i w swojej rozpaczy rzekła...
- Panie Boże, czy możesz mnie chociaż teraz wysłuchać?
- Ja zawsze Cię słucham, więc mów... Choć wiele wiem, to pragnę byś mi powiedziała wszystko od początku. Opowiedz, o tym co Cię boli i leży na twej biednej duszyczce.
- Nic tak bardzo mnie nie męczyło, jak moje podłe życie. Wszystko zaczęło się we wrześniu. Wtedy piekło na ziemi się dla mnie rozpętało. Nowa szkoła i miało być tak pięknie. Nikt mnie nie lubił, bo nie piłam alkoholu. Nienawidzono mojego charakteru, choć tak bardzo się starałam zjednywać sobie ludzi. Niebawem zaczęłam nie radzić sobie z nauką i ćpać marihuanę. Parę miesięcy później poznałam też jego. Pokochałam go, tak szczerze i widziałam w nim kogoś wspaniałego! On mi podrzucał amfetaminę i do wagarów namawiał. Nie myśl, że od razu się godziłam... I tak dziwnym sposobem przeszła do rozmowy z Bogiem bez formułki: per ’’Pan’’. Kontynuowała swoją rozmowę dalej mówiąc o przeszłości...                                                                                                  - Płakałam godzinami i nie mogłam tego wytrzymać. Pogarda dla mej osoby wzrastała każdego dnia. Nie mogłam przejść bez ’’zawadzenia’’ o czyjąś nogę korytarzem... Nagle przerwała swoje wywody.
Bóg wzruszył w bezradność ramionami. Jak mógł zrobić, tak ten który niby wszystko może? Następnie powiedział znów do niej:
- Nie lękaj się i mów do mnie dalej. Nie skrzywdzę Cię, a ich już tu nie ma.
- Zaczęłam się zmieniać, by być taka jak ona. Nawet dla nich się zachlałam do nieprzytomności. Miałam świadomość, że dla tych nędzników nie warto było. Lecz za jego pocałunek zrobiłabym wszystko... A tym czasem on widział we mnie tylko naiwną kretynkę. Zaciągnął mnie do łóżka i zgwałcił.
Bóg ślinę w ustach przełknął i znów do niej przemówił...
- Nie potępiaj winowajców swoich. Tak jak ja Ciebie potępiać i nienawidzić nie potrafię. Mimo twoich grzechów  i zhańbionej cnoty.
- No i co z tego, że mnie nie potępiasz? Co mi dziś z tej rozmowy, skoro jest za późno by przeszłość odmienić?
- Nigdy nie jest za późno na czynienie dobra i lepsze życie.
- Lecz jak widzisz, ja już nie mam ciała i jestem niczym istota jakaś bezwładna!
- Możesz mi opowiedzieć o tej historii dalej...
Poprosił ją sam Bóg, taki potężny, a zarazem bardzo człowieczy.
- Potem popadałam w coraz większej i czarniejszej otchłani. I chciałam swe dziecko, jak najszybciej zabić...
-  Błagam moja droga! Chyba tego nie zrobiłaś?
- Czego? Przecież to zwykły ’’zarodek’’, żaden mały człowiek. Czy Bóg może oszaleć? Nie mogłam, tego zrobić, nawet ja... Nie taka naiwna i młoda dziewczyna. Choć on nalegał bym to zrobiła. Wyjechałam do przyjaciółki i tam w tajemnicy przed rodzicami przez jakiś okres byłam. Urodziłam małego i bezbronnego chłopczyka. Oddałam go do jakiegoś sierocińca. Potem do domu wróciłam. Lecz świadomość mojego grzechu i poczucie winny z każdym dniem wzrastało. Bałam się popatrzeć we własną przyszłość i rozważyć przeszłość.
- Nie dziwię się, moja droga! Ale dlaczego nikomu o tym nie powiedziałaś? Gdzie była Twoja wiara?
- Hańby i wstydu mojej rodziny, tak bardzo się obawiałam. Czym jest wiara? Niczym pośrodku wszystkiego!
-  Rodzina Cię kocha i na pewno by nie była w stanie zostawić Cię samej. A wiara, nie wątp w nią bo jest ważna i istotna. Przez wiarę zabrany został Henoch, aby nie oglądał śmierci i nie znaleziono go, gdyż zabrałem go. Lecz. zanim jednak został zabrany, otrzymał świadectwo, że mi się podoba.
- Cóż mi z jego przykładu?
Głośno krzyknęła do Boga, a on jej dalej mówił...
- Przez wiarę zbudował Noe, ostrzeżony cudownie o tym, czego jeszcze nie można było widzieć, pełen  bojaźni, arkę dla ocalenia rodziny swojej; przez nią wydał wyrok na świat i odziedziczył  usprawiedliwienie, które jest z wiary.
- I znowu kolejny przykład z biblijnego przekładu! Lecz Bóg nadal się nie poddawał i  o Abrahamie zaczął mówić...
- Przez wiarę usłuchałem Abrahama, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w  dziedzictwo, i wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem moim, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk. Wiara może czynić cuda i wszystko odmienić.
- Nic mi ona nie pomogła, tylko bardziej mnie pokonała- odpowiedziała dziewczyna.
- Mylisz się. Ona trzymała Cię przy życiu, póki ostatecznie we mnie nie zwątpiłaś.
- Gdyż mi nie pomagałeś i byłeś głuchy na kolejne modlitwy.
- Nie bredź i nie mów o czymś czego nie było. To ja postawiłem na Twojej drodze tą przyjaciółkę, by Ci chociaż ona pomogła. Lecz po urodzeniu dziecka życia nie zmieniłaś. Mów dalej, choć dobrze wiem co robiłaś...
- Zapijałam ból i żyletką się bawiłam. Masz rację, ale to już był choroba. Nie mogłam dojść do siebie i o dziecku ciągle myślałam. Nie dawało mi spokoju, to że maleństwo gdzieś daleko ode mnie było. Cały czas pytałam... Co się z nim stało? Czy ma ciepły dom i niczego mu nie brakuje? Zgadzam się z Tobą i ta sytuacja do całkowitej klęski mnie doprowadzała.
- Nikt tego nie widział? Pogłaskał ją na te słowa Bóg po główce i przytulił niczym dziecko.
- Wszyscy widzieli, ale nikogo to nie obchodziło. A rodzice byli wiecznie zajęci i ślepi na mój los. Miałam tego wszystkiego serdecznie dość. Szkoła mnie dobijała i z każdym dniem odczuwałam coraz większe wyrzuty sumienia.
- A krewni i dalsza rodzina, telefony zaufania...? Nie mogłaś się do nich z tym wszystkim zwrócić?
- Przepraszam, ale ja nie umiałam. I tego było, tak wiele. Moje małe dziecko! Krzyczała znowu głośno i w histerię wpadła. Bóg zobaczył, że dziewczyna była kompletnie wyczerpana. Powiedział więc do niej, jak najłagodniej umiał:
- Połóż się tak na chmurce wśród innych samobójców. Odpocznij sobie i niczego się nie lękaj. Jestem przy Tobie i nie pozwolę krzywdy Ci zrobić. Nie w moim Niebie, dla dzieci stworzonym.
Nie wiedziała, czy ma go posłuchać. Była zmęczona i ducha swojego nie czuła. Poszła na chmurkę i położyła się na niej. Po raz pierwszy od miesięcy spokojnie zasnęła. Było tam również wiele, takich jak ona dziewczyn. Każda zetknęła się z czymś innych, choć ich historie były dość podobne. A zarazem, tak inne i dla Boga istotne. Jeden chłopak znowu żyletką się próbował bawić i ciąć sobie rękę. Inny miał na szyi ślad po sznurku. Najwidoczniej długo wisiał zawieszony na lampie w swoim pokoju. Dziewczyna jedna nóż w ręce trzymała. Widać było dziurę na wylot w jej sercu zrobioną. Znowu ktoś inny proszki nasenne przedawkował. Tacy to dziwni Ci samobójcy. Z pozoru niczym nie różnią się od zwykłych ludzi. Nie zgodzę się z Tobą, a ich rany? Ostro protestujesz, mój drogi czytelniku! Tak u niektórych były widoczne! Człowiek chory zawsze ma rany. Wymień mi choć jednego, kto nigdy się nie skaleczył? Nie musi to być coś z czego krew od razu się leje. Rana to także słowo złe na sercu od Twojego nieprzyjaciela. Nie dyskutuj ze mną! Wcale nie masz racji, gdy mówisz, samobójca nie jest człowiekiem. Rozumiem, że potępiasz to co oni zrobili ze sobą. Lecz pamiętaj, Twoja wina też tu jest! Ty, jak setki milionów innych podobnych do Ciebie i cierpisz na znieczulicę społeczną. Lubisz znęcać się nad innymi...Wiesz, że czasem wystarczy tylko jedno słowo by kogoś zniszczyć albo mu pomóc! Bóg jest inny od Ciebie! On wszystkim wybacza nawet najgorsze zbrodnie. Nie płaczcie i nie trwajcie w złym, lepiej...       
Ukorzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego. Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie. On was kocha, nawet gdy myślicie o nim w złości i przeklinacie jego imię.

Następnego dnia samobójczyni obudziła się wśród pięknego wschodu Słońca. Wszędzie rosły piękne czerwone róże. Lecz różniły się od tych naszych ze świata. Otóż żadna z nich nie miała kolców. Co symbolizowało jeszcze bardziej bezpieczeństwo w miejscu, w którym się znajdowała. Bóg pierwszy się do niej odezwał...
- Gdzie jesteś, dziewczyno? Muszę z Tobą porozmawiać.
Wstała ze swojej miękkiej chmurki i poszła w kierunku głosu Boga. Nie musiała go długo szukać, bo zaraz go ujrzała. Nie był już smutny i przygnębiony, jak dnia poprzedniego. Przemówił do niej...
- Wiem, że wiele w swoim życiu nagrzeszyłaś. Jestem świadomy bólu, jaki sprawiała Ci egzystencja. Lecz nie mam serca by posyłać Twą duszę do diabła i jego czeluści piekielnych. Chciałbym byś wróciła do świata i naprawiła wszystko, co zniszczyłaś.
Na te słowa dziewczyna uklękła przed Bogiem, lecz nie mogła wyszeptać żadnego słowa.
- Czemu milczysz? Przecież wiesz, że mam moc wskrzeszania nawet umarłych. Pragnę byś wróciła i swoją postawą niosła dobro wśród zła.
- Boże, dlaczego wybrałeś mnie? Czemu najbardziej niegodną? Dziękuję za to, co teraz dla mnie robisz.
- Wierzę w Ciebie i to, że dasz radę nawracać świat w imię mojego syna- Jezusa Chrystusa.
Tak bowiem umiłowałem świat, że Syna swego Jednorodzonego dałem, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem nie posłałem swego Syna na świat po to, aby świat go potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Lecz jak widzisz coraz mnie ludzie kochają mnie i mego syna. Potrzebuję Cię.
- Czyli ma zejść na ziemię i głosić Słowo Boże?- spytała zdziwiona dziewczyna.
- Tak, oto proszę. I nawracaj wszystkie narody, bo nikt nie jest potępiony na wieki.
Mówiąc te słowa Bóg wskazał na miejsce, gdzie niegdyś byli samobójcy. Dziewczyna dopiero teraz zorientowała się, że ich nie ma.
- Gdzie oni są?- spytała patrząc w oczy Boga.
- Przeszli dalej i zostali ze mną, bo nie potrafię... Tak jak Ciebie, tak i ich. Wtrącić do Piekieł i oddać szatanowi. Idź już jak najprędzej i napraw, to co zniszczyłaś.
- Boże, ty wiesz jak bardzo się kocham. Lecz boję się, że znowu się stoczę i znowu spróbuję smaku śmierci.
- Nie lękaj się, tylko wierz we mnie. Zawsze Ci będę pomagać w chwilach zwątpienia. Proszę przejdź przez Bramę Niebieską i wróć do mnie za parę lat.

Obudziła się w swoim łóżku. Poczuła w swoim brzuchu kopnięcie malucha. Teraz wiedziała, że urodzi dziecko i nikomu go nie odda. Nie mogła przypomnieć sobie tylko, co jej się śniło. Czuła napełniająca ją wiarę w nowe i lepsze jutro. Postanowiła wstać i ponieść z podłogi Pismo Święte. Wzięła je do rąk i otworzyła na pierwszej lepszej stronie. Przeczytała na głos...
’’Pan Bóg Mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam’’. Wiedziała, że teraz będzie inaczej choć nie pamiętała, kto ją nakłonił do walki o życie.

 Proszę o opinię. I nie chcę publikować tekstu. Pozdrawiam


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Jacek
Jacek 9 lipca 2009, 19:46
Niestety tekst i tak nie przeszedłby publikacji. Na ten moment nie jest dobrze, ale jest to sytuacja absolutnie do odratowania. Mieliśmy tu, na wywrocie, takich autorów, którzy w pierwszych tekstach dławili się własną grafomanią, żeby potem zaskoczyć doskonałym utworem. Tu problem stanowi często zbyt trywialne słownictwo. Musisz wyczuć różnicę między słowem pisanym, a mową potoczną. Druga sprawa. Bardzo ważny jest dobór tematu. Pamiętaj, że to co dla Ciebie może wydać się niesamowite, dla kogoś z zewnątrz wcale nie musi takie być. Pisanie o własnych odczuciach w sposób nie do końca oryginalny, jest po prostu zbyt banalne i już nudne.Kiedy czyta się setki podobnych tekstów,w końcu zwyczajnie się człowiekowi odechciewa. Poza tym musisz budować napięcie w sposób bardziej kreatywny...Postaraj się stworzyć bohatera, który byłby w swojej kreacji niezwykły. Są na to sposoby. Np. romantycy często posługiwali się przemilczeniem statusu ontologicznego postaci, współcześni bawią się sprawnie narracją auktorialną etc etc...Postaraj się także unikać patosu, bo jest w tym tekście męczący. No i oczywiście trzeba zapanować nad interpunkcją...

Uwierz mi, to wszystko są sprawy, które, przy odrobinie chęci i pracy, da się nadrobić :)
.
. 13 lipca 2009, 10:40
za jacą
pierwsze koty za płoty ;)
Casis
Casis 13 lipca 2009, 20:23
tylko, że ja już piszę od dawna... i chyba nic jednak z tego nie będzie;/
605 wyświetleń
przysłano: 9 lipca 2009 (historia)
Casis

Casis

29 Kielce
1 tekst 3 prace 7 komentarzy


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło