Joe: Część zasadnicza. (opowiadanie)

tirith

            Sara siedziała przy kominku w salonie. Wielki zegar, wiszący na ścianie, wskazywał północ. Bob powinien już wrócić. Wiedział, że nie lubiła, kiedy się spóźnia. „Mógł chociaż zadzwonić” – pomyślała. Otuliła się kocem i kontynuowała przyglądanie się płomieniom, szalejącym na palenisku. Od dziecka uważała, że to przypomina walkę. Każdy płomyczek istnieje tylko po to, by stać się większym, potężniejszym. Dlatego pochłaniają się wzajemnie, ale w rezultacie wszystkie giną, gdy tylko skończy się drewno. Nieustanna rywalizacja. Jak w życiu.

Wstała. Miała dosyć oczekiwania. Postanowiła pójść spać, a rano przedyskutuje z nim tę sprawę. Weszła do łazienki. Odsunęła świece, które przygotowała na ten wieczór. Nie tak to zaplanowała. Wanna napełniła się wodą i Sara zanurzyła w niej całe ciało. Nie pierwszy raz ją zawiódł. Gdy tylko zamykała oczy, pojawiał się z inną kobietą. Obrazy, wyświetlane w jej umyśle jak slajdy, były wyraźne i natarczywe. Wszelkie próby zagłuszenia ich były nieskuteczne. Zastanawiała się, ile razy jeszcze wybaczy, ile wymówek przyjmie. Jak długo będzie udawać? Od ponad roku coś ukrywał, a od kilku miesięcy wiedziała co, a raczej kogo.

Tamtego wieczoru była z przyjaciółmi w kinie. Bob pracował. Niestety w pobliskiej restauracji. Niestety "jego praca" miała długie ciemne włosy, oczy koloru nieba i była najlepszą przyjaciółką Sary. To, że wspólnie jedli kolację, wydawało się tak naturalnym, że w pierwszej chwili, kobieta pomyślała, żeby dołączyć. Szybko jednak zdała sobie sprawę z tego, co tak naprawdę zobaczyła.

Teraz znowu ich widziała. Roześmiani, beztroscy.

Z zamyślenia wyrwał ją dzwoniący w pokoju telefon. Poderwała się i wybiegła z łazienki, okrywając mokre ciało ręcznikiem.

-                     Słucham – odebrała, ale w słuchawce panowała cisza. – Halo? Jak już dzwonisz, to się odezwij! Nie ma go.

-                     Jak to? – spytał zaskoczony, kobiecy głos po drugiej stronie.

-                     Jak to? Też chciałabym wiedzieć, Mario.

-                     Ale u mnie też go nie ma.

-                     Widać, jest jeszcze jedna kobieta w życiu mojego męża – powiedziała ironicznie.

-                     Jak to?

-                     Czy to jedyne pytanie, jakie umiesz zadać? Powinnaś się przyzwyczaić, że to nie jest najwierniejszy partner na świecie.

-                     Czyli nie jesteś zaskoczona?

-                     Ani trochę – skłamała gładko. Była wręcz zdruzgotana. Czy aż tak słabo go znała? Wydawał jej się zupełnie obcy.

-                     A może coś mu się stało? Nie sądzisz, że to bardziej prawdopodobne?

-                     Hm... – zamyśliła się. Jeżeli Maria ma rację, to należałoby zawiadomić policję. Jednak jeśli się myli, powstanie niepotrzebne zamieszanie. – Wróci rano. Jestem pewna. Dobranoc.

-                     Dobranoc.

Nie była pewna. Niczego. Położyła się do łóżka, nie potrafiła jednak zasnąć.

 

***

 

W tym samym czasie w Grand Hotelu, w pokoju nr 205, Bob wstał i zaczął ubierać  spodnie. Młody brunet, leżący na łóżku, przyglądał mu się z zainteresowaniem.

-                     Dlaczego nie zostaniesz na śniadanie?

-                     Zawsze te same pytania. Domyśliłaby się, że coś ukrywam.

-                     Nie. Jest na to za głupia. Karmisz ją bajeczkami, a ona wszystko przyjmuje jak prawdę objawioną.

-                     Obrażasz moją żonę.

-                     Jakby to miało jakieś znaczenie – zakpił młodzieniec, wstając i podchodząc do siedzącego na krześle blondyna. – Powinieneś ją opuścić. To wbrew naturze, dusić się w takim związku.

-                     Przestań! – chwycił dłoń, która gładziła jego włosy. – To nie jest takie proste. Poza tym, Maria też coś podejrzewa. Kiedy to się wyda, one nie dadzą mi żyć. Ciągnący się w nieskończoność proces rozwodowy. Alimenty.

-                     Alimenty? Kurt nawet nie jest twoim synem.

-                     W świetle prawa jest. Aspekt biologiczny nie ma znaczenia – powiedział, podnosząc koszulę z podłogi. – Już zawsze będę za niego odpowiedzialny.

-                     Odpowiedzialny? Ty?

-                     Wyobraź sobie, że tak. Myślałem już wcześniej i chyba teraz jest dobry moment, żeby ci powiedzieć.

-                     Co?

-                     Wracam do żony. Definitywnie.

-                     Hm... – parsknął Mark. – Akurat. Zadzwoń, jak ci się znudzi.

-                     Żegnaj.

Kiedy drzwi zamknęły się za Bobem, Mark zrezygnowany opadł na łóżko.

 

***

 

Bob przekroczył próg domu najciszej, jak potrafił, jednak Sara nie spała. Czekała na niego w salonie. Obok kanapy, na której siedziała, stały dwie spakowane walizki. Jego walizki.

-                     Pomyślałam, że pomogę ci wybrać – zaczęła przemowę, którą układała od kilku godzin. – Papiery rozwodowe dostaniesz za jakieś dwa tygodnie. Pojadę do rodziców, zabiorę Kurta i udamy się na wybrzeże. Myślę, że to najlepsze wyjście.

-                     Najlepsze? Kochanie, posłuchaj...

-                     Nie. To ty posłuchaj. Zabierz swoje rzeczy i wyjdź, albo ja wyjdę.

-                     Ale... – widząc, jak Sara podnosi się z kanapy, zrezygnował z kontynuowania rozmowy. Podniósł obie walizki i wyszedł. Wsiadając do samochodu, spojrzał ostatni raz na ich wspólny dom i ruszył przed siebie.

Po trzech godzinach bezcelowej jazdy, postanowił zatrzymać się, aby coś zjeść. Przydrożny bar nie wyglądał zachęcająco, jednak głód zaczął dawać mu się we znaki, więc nie szukał alternatywy. Wnętrze było przesiąknięte zapachem dymu tytoniowego i alkoholu. Kilka stolików było okupowanych przez, jak przypuszczał, stałych bywalców. Podszedł do lady, przy której stała starsza barmanka. Lata świetności zarówno lokalu, jak i właścicielki dawno minęły.

-                     Słucham – powiedziała obojętnie.

-                     Hamburgera, poproszę.

-                     Siedem pięćdziesiąt.

Zapłacił i zwrócił wzrok w stronę telewizora wiszącego nad ladą. Kanał informacyjny, nadawał właśnie wywiad z jakimś politykiem. Uwagę Boba przykuło, jednak coś innego. Podawane na dole ekranu informacje, powtarzały się cyklicznie. Jedna z nich wstrząsnęła mężczyzną: „W Grand Hotelu znaleziono ciało 25-letniego Marka M. Prawdopodobnie popełnił samobójstwo.” Bob zamarł.

-                     Potrzeba ci rozmowy, chopie! – zagadał z dziwnym akcentem, siedzący obok mężczyzna.

-                     Raczej nie. Dziękuję – odpowiedział i zabrał się za jedzenie, przyniesionego mu właśnie posiłku.

Kiedy zjadł, podniósł się z krzesła i ruszył w stronę wyjścia. Mężczyzna, który zagadnął go wcześniej, ruszył za nim. Bob odwrócił się:

-                     Naprawdę, niepotrzebna mi rozmowa z tobą.

-                     Ze mną? Chopie, ja to nawet nie chcę gadać. Ale wiem, kto chce.

-                     Kto?

-                     Ty. Dlatego jedź na wzgórze. Pustelnik w drewnianym kościele cię wysłucha.

-                     Pustelnik?

-                     No. Raz w miesiącu, przed zachodem słońca, wysłuchuje wszystkich. Ciebie też wysłucha.

-                     Ale kiedy?

-                     Dzisiaj? Za miesiąc? Za dwa? – powiedział i wrócił na swoje miejsce przy barze.

Zaskoczony taką radą Bob, wrócił do samochodu i ruszył przed siebie...  


dobry 1 głos
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 3 lutego 2010, 00:43
"Postanowiła położyć się do łóżka, a rano przedyskutuje z nim tę sprawę. Weszła do łazienki. Odsunęła świece, które przygotowała na ten wieczór. Nie tak to zaplanowała. Wanna napełniła się wodą i Sara zanurzyła się rozluźniając całe ciało. Nie pierwszy raz ją zawiódł. Starała się odgonić obrazy, pojawiające się w jej głowie. Bezskutecznie. Gdy tylko zamykała oczy, pojawiał się z inną kobietą. Zastanawiała się, ile razy jeszcze wybaczy, ile wymówek przyjmie. Jak długo będzie udawać, że nic się nie dzieje?" - się się się się się się się się i jeszcze się
pod rząd pojawianie się zaistniało


:)
tirith
tirith 4 lutego 2010, 11:11
Przeredagowałam i mam nadzieję, że jest lepiej, ale ciężko mi spojrzeć na tekst obiektywnie. :)
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 6 lutego 2010, 13:36
"Wiedział, że nie lubi, kiedy się spóźnia" - nie wiadomo, kto nie lubi i czasy; może: "Wiedział, że nie lubiła, kiedy się spóźniał"
"walkę", "walczy", "walka" - nie za wiele w jednym akapicie? Sugeruję przemyśleć.
"Wanna napełniła się wodą i Sara zanurzyła się rozluźniając całe ciało." - się i się; może: "Napełniła wannę wodą i zanurzyła w niej całe ciało." - bez rozluźnienia, bo z dalszej części wypowiedzi wcale to nie wynika.
"Obrazy wyświetlane, jak slajdy w jej umyśle, były wyraźne i natarczywe." - szyk: "Obrazy wyświetlane w jej umyśle jak slajdy były wyraźne i natarczywe." - i bez przecinków, bo to porównanie.
"Wszelkie próby zagłuszenia ich, były nieskuteczne." - bez przecinka.
"Od ponad roku, coś ukrywał" - bez przecinka.
"Tamtego wieczoru, była z przyjaciółmi w kinie" - bez przecinka.
"Bob pracował. Niestety jego praca odbywała się w restauracji w pobliżu kina." - nie podoba mi się określenie 'praca odbywała się' i powtarzasz 'kino'; może: "Bob pracował tuż obok, w restauracji."; 'pracował' możesz dać w cudzysłów.
"że w pierwszej chwili, kobieta pomyślała" - bez przecinka.
"żeby do nich dołączyć" - bez 'do nich'
"Szybko jednak zdała sobie sprawę, z tego..." - bez przecinka.
"Ruszyła w stronę kina, próbując wymazać z pamięci ten obraz." - darowałabym sobie to zdanie. Zupełnie nie pasuje mi do sytuacji.
"Jak już dzwonisz to się odezwij" - przecinek po 'dzwonisz'
"spytał zaskoczony kobiecy głos" - przecinek po 'zaskoczony'
"Czy to jedyne pytanie jakie umiesz zadać?" - przecinek po 'pytanie'

Wrócę...
tirith
tirith 7 lutego 2010, 00:47
Wdzięczna za korektę, poprawiłam. :)
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 10 lutego 2010, 10:28
Ok, to jeszcze kilka spostrzeżeń:

"W tym samym czasie. W pokoju nr 205 Grand Hotelu, Bob wstał i zaczął ubierać spodnie." - "W tym samym czasie w Grand Hotelu, w pokoju nr 205, Bob właśnie wstał i zaczął ubierać spodnie."
"a ona wszystko przyjmuje, jak prawdę objawioną" - bez przecinka
"powiedział podnosząc koszulę" - przecinek po 'powiedział'
"Obok kanapy, na której siedziała stały dwie spakowane walizki" - przecinek po 'siedziała'
"Papiery rozwodowe dostaniesz za jakieś dwa tygodnie" - to tak szybko? Myślałam, że to ciągnie się miesiącami. Ale ok, nie mam doświadczenia. ;)
"Kochanie posłuchaj" - przecinek po 'kochanie'
"nie potrzebna" - czy nie razem? Chyba, że 'nie potrzeba mi rozmowy z tobą"
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 13 lutego 2010, 17:02
Dokończ korektę, Tirith, niech nie wisi w poczekalni.

Historia się nieźle skomplikowała. Jestem ciekawa dalszej części. :)
tirith
tirith 18 lutego 2010, 21:46
Przepraszam za zwłokę(zwłoki?), ale udałam się na mały odwyk internetowy. C.d. postaram się wrzucić jutro. :)
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 19 lutego 2010, 10:48
Przerwa potrzebna, słusznie :)
646 wyświetleń
przysłano: 2 lutego 2010 (historia)
tirith

tirith

31 Polska
7 tekstów 58 komentarzy

Inne teksty autora

Musical: Wstęp

tirith, opowiadanie

Czas

tirith, opowiadanie

Racjonalnie

tirith, opowiadanie

Tuż za rogiem

tirith, opowiadanie

Joe: Epilog

tirith, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło