Darmozjad (opowiadanie)

Ara

„Jesteś darmozjadem” - jak często to słyszę od swoich drogich rodziców. Tak długo to powtarzali, aż uwierzyłam i nie mam już imienia, którym mnie obdarzyli na chrzcie. Brzmiało ładnie, przypominało mi moją płeć, a teraz jestem tym, co nijakie, obciążeniem dla skromnego budżetu domowego. Zacznij myśleć o tym, co zrobić ,aby twoje ładne imię powróciło na usta „bogów”, którzy cię powołali na ten świat. Zarabiać! – Tak, dorzucić srebrniki do wspólnej kasy - to takie proste i warte zachodu. Gdzie można w ciągu roku  posprzątać, u kogo i za ile? Próbowałam, dałam ogłoszenie – „Uczennica - pracowita, podejmie się każdej pracy w godzinach popołudniowych lub przez całą sobotę”. Cisza. Chociaż nie, odezwało się kilku panów. I tak zaczęła się moja droga, poznawanie tajników  pierwszej pracy. Czemu tak łatwo się zgodziłam? Bo praca lekka i w dobrych warunkach. A najważniejsze to, że dowiedziałam się, iż jestem kobietą - mam płeć, a tym samym odzyskałam swoje imię - Kinga, Kinia… Słysząc te słowa,rozpływałam się, czułam miłość, prawie do całego świata. W szkolnych zeszytach nieustannie, jak jakaś maniaczka, pisałam Kinga, Kinia. Stosowałam różnej wielkości litery, różne kolory, nawet kupiłam sobie całą gamę mazaków. W domu, na drzwiach swego pokoju, przykleiłam wielką kartkę, na której pięknym pismem napisałam KINGA. To był powrót do świata, ale nie trwał długo. Kartka ta zaczęła denerwować, nie wiadomo czemu, mojego ojca, a może tatusia. Chyba po tygodniu zerwał ją i przez zaciśnięte ząbki wyartykułował – „Nie zaśmiecaj mojego domu”. Był bardzo dobry, nigdy nie bił ani dłonią, ani paskiem, ale tak po prostu warczał przez zęby, a to przecież nie boli, to tylko zmusza nas do skulenia się w sobie, komóreczka do komóreczki. Tak powstała ze mnie zbitka masy, w której z ogromnym wysiłkiem stuka serce, bo naczynia krwionośne zostały ściśnięte do granic możliwości. Oddech robi się płytki, brak tlenu i stąd ten ból w klatce piersiowej. Naprawdę się zmniejszyłam. W trzeciej klasie gimnazjum mój wzrost to sto sześćdziesiąt osiem  centymetrów, a w drugiej klasie liceum to tylko sto sześćdziesiąt sześć centymetrów. Ale heca! Uczono mnie, że ludzie starzy wraz z wiekiem tracą o dwa cm swojej wysokości, a tu proszę - 18-latka też potrafi! Ona potrafi także obsłużyć kilku panów w ciągu tygodnia. Są czyści, zadbani, bo z innymi się nie zadaje. Płacą tak sobie, bo i obsługa nie jest najwyższych lotów. Bo ja uczę się dopiero jęczeć, krzyczeć, wzdychać i mówić "Byłeś wspaniały", "On jest piękny i potężny" i takie tam inne głupoty. Mam jednak poważny problem. Widząc swojego "tatusia" zaczynam myśleć, jak wygląda jego członek i ta myśl bardzo mnie przeraża. „Tatuś jest nie dla ciebie” - powtarzam sobie w kółko. Ale myśli nie zabijesz, bo wraca z siłą wodospadu. Tatuś, kiedyś dawno, dawno temu, jak to bywa w bajkach, brał swoją słodką córeczkę na kolana i czule głaskał po miękkich, puszystych włosach pięciolatki. Gdyby drań nigdy tego nie robił, to może nie tęskniłabym do tamtych chwil. Jak ja bardzo pragnę jego czułości. Skąd to się do cholery bierze! Może dlatego, że ojciec to nasz pierwszy mężczyzna, w którym chcemy czy nie chcemy, ale się zakochujemy. Tato, ojcze, tatusiu, jak ja bardzo cię nienawidzę, a jeszcze bardziej pragnę choć na chwilę, tak krótką, byś ty sam jej nie zauważył, przytulić się do Ciebie i zapomnieć o „darmozjadzie”. Człowiek powinien marzyć, aby nadać cel swojemu życiu. Tak, ja mam marzenia, ale przecież są one nierealne, może dlatego nieustannie zadaję pytanie - co do cholery mam zrobić? . Wiem,zabiję Kingę by wskrzesić carycę Katarzynę. 

 

 


niczego sobie 2 głosy
1 osoba ma ten tekst w ulubionych
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 19 lutego 2010, 22:54
Witam. Interesujący tekst, momentami bardzo dobry. Świetny fragment: "to przecież nie boli, to tylko zmusza nas do skulenia się w sobie, komóreczka do komóreczki. Tak powstała ze mnie zbitka masy, w której z ogromnym wysiłkiem stuka serce, bo naczynia krwionośne zostały ściśnięte do granic możliwości..." Miejscami jednak niepotrzebnie dopowiedziany - np. o prostytutce. Tu można było zostawić to w domyśle, bo dobre zdanie: "Bo ja uczę się dopiero jęczeć, krzyczeć, wzdychać i mówić...". No i fragment z ojcem - myśl o jego członku, a jednocześnie zwykła potrzeba miłości (tej czystej - rodzicielskiej)... hm, ciekawe. Ale końcówka zdecydowanie mi się nie podoba - znów o sekcie niepotrzebnie powiedziane. Myślę, że ciekawiej byłoby pozostawić Czytelnika w zamyśleniu.

Z innych uwag: odczuwam nadmiar zaimków. W opowiadaniach liczebniki w większości zapisujemy słownie. I kilka drobiazgów poniżej:
"Zacznij myśleć o tym, co zrobić aby twoje ładne" - przecinek po 'zrobić'
"I tak zaczęło się moja droga" - 'zaczęła'
"Słysząc te słowa rozpływałam się" - przecinek po "słowa"
"mojego ojca a może tatusia" - przecinek po 'ojca'; można też frazę 'a może tatusia' wrzucić w nawias
"Ona potrafi także, obsłużyć kilku panów w ciągu tygodnia" - bez przecinka
"Podobno w sektach otrzymujemy to czego nam najbardziej brakuje" - przecinek po 'to'
"Może wtedy tatuś i poddańcza mamusia czyli starzy „darmozjada” - przecinek po 'mamusia'

Pozdrawiam.
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 22 lutego 2010, 23:24
Czy Autorka będzie coś poprawiać?
Ara 23 lutego 2010, 18:42
Witam serdecznie i dziękuje za wszystkie słowa.Teraz czuję się jak pusty balon.Moja mama miała zawał serca i siedzę w szpitalu.Chciałabym nanieść poprawki,ale potrzebuję trochę czasu.

Serce drapieżcy
zachodzi nieproszony
buciory oblepione łajnem
na wąskich wargach
uśmiech szydercy
co pożera światło
drapieżnym dziobem
rozrywa piersi

smakuje
i pluje żywą tkanką

czasami zostawia resztki

Pozdrawiam Opiekuna
Ara 23 lutego 2010, 23:06
Witam


Naniosłam przecinki i ciut skróciłam tekst.
Jedynie co mogę robić,to jedynie czytać .

Pozdrawiam
oli 24 lutego 2010, 07:15
Poruszające.
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 25 lutego 2010, 10:14
Mam nadzieję, że Mama wróci do zdrowia.
Agata
Agata "tylkozabawka" Nowak 25 lutego 2010, 18:08
podoba mi się pomysł z imieniem. Każdy chce być zapamiętany. Był taki odcinek serialu In Treatment, gdzie pacjentka opowiada terapeucie o dziewczynie umierającej na białaczke, która całymi dniami wypisywała na kartce swoje imię... żeby poczuć się kimś o kim warto pamiętać. Lubię ten motyw :)
Ara 26 lutego 2010, 09:58
Dziękuje za dobre słowa,mama już w domu.Cieszę się z życzliwego przyjęcia -Darmozjada.
676 wyświetleń
przysłano: 16 lutego 2010 (historia)

Ara

61 Szczawnica
1 tekst 11 komentarzy


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło