Eragrostis Cilianensis (opowiadanie)

Maciek Kapustka

Krótkie opowiadanie w nietypowym świecie. Z przyczyn tajemnicy muszę ograniczyć zajawkę do minimum.

12 maja 2008

Dwa lata poszukiwań doprowadziły mnie do wzgórza, porośniętego bujną miłką eragrostis cilianensis. U podnóża rozciąga się opuszczony staw, a zza grzbietu rozległa łąka, aż po horyzont. Zatrzymałem się w połowie wysokości z widokiem na piaszczysty brzeg. Ziemia i łodygi traw są nienaruszone, zatem od długiego czasu nikt tu nie pomieszkiwał. Zasnąłem z głową na prostym posłaniu, przez które dochodziło przytłumione tętnienie mrówek albo dżdżownic. W nocy całe wzgórze pachnie słodką miłką. Aż ślinka cieknie.

23 maja 2008

Nasze muszle z zewnątrz noszą ślady miejsc, przez które przeszliśmy, dzięki czemu na widok nieznajomego ślimaka mogę powiedzieć, skąd przybywa. Niestety w środku jest tak ciasno, że nie przyjmujemy gości, przez co przestaliśmy ze sobą całkowicie rozmawiać. Ja z trudem zmieściłem ten dziennik i atrament. Na kolor ścian mogłem wybrać: a) zielony z roślin b) czerwony z gliny lub c) perłowy, którego jakoś dziwnie zawsze mam pod dostatkiem. Zdecydowałem się na ten ostatni, co pewnie czyni mnie jakimś ekscentrykiem.

2 czerwca 2008

Pierwszy raz powędrowałem na południowe zbocze, gdzie miłka okazała się w połowie obgryziona. Przypuszczam, że nie jestem sam.

4 czerwca 2008

Pojawił się na szczycie. Na muszli zeschnięte błoto i ususzony kwiatostan setaria decipiens, którego nie widziałem już od dawna. Mam nadzieję, że nie zatrzyma się na długo, przecież tacy jak on wybierają miejsca mniej skalne. Wieczorem zszedł na południowe zbocze. Może już wybrał się w dalszą podróż?

20 czerwca 2008

Najgłupsze przekonanie ludzi odnośnie ślimaków, to że uwielbiamy biały ser, z którego ponoć wyrabiamy pierogi. Widziałem kiedyś, jak człowiek torturował mojego kumpla, uderzając go po oczach i obiecując twaróg gawroliński, poniekąd bardzo drogi. W naszej religii oczekujemy przyjścia mesjasza z wielkimi rogami, który będzie wyrabiać pierogi, zamieniające ludzi w poa nemoralis. Każdy ślimak stanie wtedy przed decyzją, czy chce pożreć swojego dawnego prześladowcę, czy mu darować. Zmieniając temat: Sateri decipiens ostatnio nie widziałem.

8 lipca 2008

Spragniony zszedłem dziś do stawu, z którego piłem, pochylony. Jednocześnie myślałem o przemalowaniu wnętrz na zielony i nawet nie zauważyłem, jak piaskowe dno usuwa się pod moim naciskiem. Ocknąłem się dopiero, gdy woda unosiła mnie kilka centymetrów od brzegu. Próbowałem się podciągnąć, ale tylko spiętrzałem wodę i jeszcze bardziej odpływałem. Odległość wynosiła już ogromne 30 centymetrów, gdy dostrzegłem saterię decipiens. Pomyślałem, że przyszedł się pożegnać, ale on wszedł do wody i podpłynął. Gdzie się tego nauczyła?

11 lipca 2008

Sateria przychodzi codziennie na szczyt, gdzie gromadzę dla niej świeżą miłkę. Siedzimy przez cały dzień razem, a gdy zachodzi słońce, on wraca do siebie.

18 lipca 2008

Drugie głupie przekonanie ludzi odnośnie ślimaków, to że nie mamy płci, a w rzeczywistości mamy aż dwie.

8 sierpnia 2008

Cały czas spogląda na oddalony kamień, co wydaje się dziwne. Na pewno coś chce mi powiedzieć. Przypomina mi to dziecięce zabawy, te w wieku, gdy jeszcze chcemy mówić, ale nie potrafimy. Podejrzewam, że chodzi o wyścig, w którym wygrywa ostatnia osoba na mecie, pod warunkiem, że nie zapomniała o całej sprawie.

20 sierpnia 2008

Rywalizacja nie daje mi spokoju i dlatego odszedłem ze wzgórza na odległość dnia marszu. Mam nadzieję, że wkrótce skończymy tę głupotę i wrócimy do wspólnych dni. On też zszedł, ale jest daleko w tyle i ledwo go dostrzegam.

7 października 2008

Z każdym dniem robi się coraz chłodniej. Jestem już w połowie drogi do kamienia, ale tutaj muszę się zatrzymać i przygotować na zimę. To szaleństwo, nawet nie wiem, czy faktycznie chodziło o taki zakład, czy może coś zupełnie innego.

25 czerwca 2009

Wróciłem do pustej muszli z uschniętym kwiatem saterii decipiens na skorupie. Porzucona stała w połowie wysokości między szczytem wzgórza a stawem. W środku nie znalazłem pamiętnika, tylko mały zapisany kawałek liścia. „aaaaaa! ty skurczybyku, wygrałeś!”. Ona również wybrała kolor perłowy.


dobry 2 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 20 lutego 2010, 21:05
Maćku, ślimak bez muszelki z wędką jest uroczy ;)

Bardzo ciekawe opowiadanie, dające duże możliwości interpretacyjne :) Szczególny wydźwięk ma ta ciasnota muszelki i tempo, dla mnie trochę utożsamiane z poczuciem bezradności w niektórych sytuacjach, a czasami naszym świadomym działaniem - odwlekaniem różnych spraw.
Spodobały mi się bardzo niektóre fragmenty, a zwłaszcza: "Nasze muszle z zewnątrz noszą ślady miejsc, przez które przeszliśmy, dzięki czemu na widok nieznajomego ślimaka mogę powiedzieć, skąd przybywa. Niestety w środku jest tak ciasno, że nie przyjmujemy gości, przez co przestaliśmy ze sobą całkowicie rozmawiać" oraz "Podejrzewam, że chodzi o wyścig, w którym wygrywa ostatnia osoba na mecie, pod warunkiem, że nie zapomniała o całej sprawie." I te roślinki, a zwłaszcza wizja przyjścia mesjasza. :)

Nazwy miesięcy w dacie zapisujemy w dopełniaczu: 25 czerwca 2009.
"Widziałem kiedyś jak człowiek torturował mojego kumpla" - przecinek po 'kiedyś'
"z którego piłem pochylony" - przecinek po 'piłem'
"i nawet nie zauważyłem jak piaskowe dno usuwa się pod moim naciskiem" - przecinek po 'zauważyłem'
"30cm" - słownie i przecinek po
"na pewno coś chce mi powiedzieć" - jako osobne zdanie
"To szaleństwo, nawet nie wiem, czy faktycznie chodziło o taki zakład, czy może coś zupełnie innego?" - "To szaleństwo" - jako osobne zdanie. 'o coś' i może bez pytajnika.
"1. Archiwum moich tesktów." - ma znaczenie? czy wlepione z innej strony?

I na zakończenie: odnoszę wrażenie - przy czytaniu - chaosu z użytymi czasami. Wspominam, może ktoś się jeszcze wypowie w tej kwestii. Spojrzę na to spokojnie za dnia.
Pozdrawiam.
Maciek Kapustka
Maciek Kapustka 21 lutego 2010, 00:42
Szczepanie, Wielkie dzięki za korektę.

Wprowadziłem tę i pozostałe poprawki. Tylko kropy po "To szaleństwo" nie wstawię, bo bardziej złożone zdania są tutaj częścią ślimaczej stylizacji.

Czasy są przemieszane, jak to w dziennikach. Wydarzenia przytaczane są w czasie przeszłym, a przemyślenia w teraźniejszym. Bacznie zwrócę uwagę na rezultat tego założenia, gdy przeczytam ten tekst po przerwie (teraz jest zbyt świeży). Przypuszczam, że może to być większym kłopotem niż korzyścią.

Świetny rysunek jest dziełem Marka Rutkowskiego (już przekazałem mu Twoją pochwałę). Razem przygotowujemy jedno takie opowiadanie oraz rysunek dziennie. W tym wypadku rysunek był pierwszy.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i do usłyszenia!
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 21 lutego 2010, 21:41
Szczepan to mój męski pierwiastek :) Joanna jestem.

Z tym opowiadaniem i rysunkiem fajny pomysł.

Co do czasów - masz rację. Jest ok. To na pierwszą.
Maciek Kapustka
Maciek Kapustka 21 lutego 2010, 22:36
Szczepan, symbol SZCZ, masa atomowa, czas połowicznego rozpadu ...
Bardzo się cieszę! Z wielu powodów, włącznie ze smacznym sernikiem w tej sekundzie.
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 21 lutego 2010, 23:08
:D o!
724 wyświetlenia
przysłano: 18 lutego 2010 (historia)
Maciek Kapustka

Maciek Kapustka

40 Warszawa
2 artykuły 22 teksty 33 komentarze

Inne teksty autora

Mi - on

Maciek i Gosia Kasprzyk, wiersz

Strajk!

Maciek Kapustka, opowiadanie

Rozdać się

Maciek Kapustka, opowiadanie

Da-mian

Maciek Kapustka, opowiadanie

Dowód

Maciek Kapustka, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło