Czerwony Kapturek (opowiadanie)

misiajabuszko

Sobota. Wstałam wcześnie, jak co tydzień, w dzień odwiedzin u babci. Włożyłam ulubioną, czerwoną sukienkę, w której jest mi tak do twarzy i którą tak bardzo lubi Leśniczy.

Wzięłam koszyk, ubrałam czerwony płaszczyk, gdyż ranki są chłodne, i wyszłam nie budząc matki.

Aby dostać się do babci musiałam przejść przez las. Nie bałam się. Od prawie dziesięciu lat pokonywałam tę trasę co tydzień.  Mogłam przez pół godziny marszu cieszyć się samotnością i zapominać o codziennych troskach.

Lubiłam wizyty u babci. Była ona surową kobietą o ostrych rysach twarzy, ale zawsze dodawała  mi otuchy swoją stanowczością. Była zupełnym przeciwieństwem Matki- kruchej i słabej, ledwo dającej sobie radę z życiem.

Miałam nadzieję, że jestem podobna do babci. Krucze włosy i ciemną karnację  odziedziczyłam po ojcu, wojowniku z południa, którego nie było mi dane poznać. Moja sylwetka, była zupełnie różna od sylwetki Matki. Szerokie, pełne biodra i krągłe piersi wzbudzały błyski w oczach mężczyzn. Matka szyła dla mnie skromne, luźne sukienki, jednak babcia kazała mi je związywać w tali szarfą.

Słuchałam babci, ku zgorszeniu statecznych matron z miasteczka, wierząc, że dzięki jej radom, w końcu zobaczę znany błysk w oczach Leśniczego.

Szłam szybko, więc po niedługim czasie zobaczyłam domek babci. Chatynka ukryta wśród zarośli, idealnie pasowała do krajobrazu.

Energicznie zapukałam do drzwi.

-Proszę!- odpowiedział głos wewnątrz. Jednak nie był to głos babci.

Zaniepokojona weszłam do środka.

-Dzień dobry- powiedział Wilk.

Był ostatnim człowiekiem, którego się spodziewałam.

-Co tu robisz?- spytałam natarczywie. –Gdzie babcia?

Uśmiechną się.

-Kazała mi tu czekać na Ciebie. Rano dostała wiadomość od ciotki Ruth, że natychmiast ma przybyć. Marina zaczęła rodzić….- uśmiechnął się znowu.

Był piękny, gdy tak stał wyprostowany patrząc mi bezczelnie w oczy. Oboje wiedzieliśmy, że ciąża Mariny to jego sprawka.

-W takim razie, pójdę już.-powiedziałam najbardziej oziębłym tonem, na jaki mnie było stać.

Jednym susem był przy drzwiach.

-Nie ma mowy-powiedział. Wzdrygnęłam się. Stał przy zamkniętych drzwiach, lekko pochylony do przodu. Napięte mięśnie rysowały się pod obcisła koszulą. Wyszczerzył groźnie zęby. Wilk.

Poczułam lekki strach. Słyszałam historie dziewcząt, które spodobały się Wilkowi. A mnie już dawno dał do zrozumienia, że mu się podobam. Czerwona sukienka, którą miałam na sobie, również nie dodawała mi szpetności. Mimowolnie zasłoniłam dłonią dekolt, widząc jego wygłodniałe spojrzenie.

Powoli zaczął się do mnie zbliżać. Gdy zrobiłam krok w tył, jednym skokiem znalazł się tuż przy mnie, chwytając za nadgarstki.

-Puść!- krzyknęłam.

                Ale on zacisnął ręce jeszcze mocnej i pocałował zaborczo. Przestałam odczuwać strach. Dreszcz przebiegł po całym moim ciele. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam oddawać pocałunki. Uścisk na nadgarstkach wyraźnie się zmniejszył, jednak nie miałam siły uciekać.

                Pocałunki stały się delikatniejsze mimo swej zaborczości.

                Mruknęłam mimowolnie, gdy językiem ponaglił mnie do rozchylenia warg.

Jego dłonie błądziły po moim ciele. Aż w końcu zatrzymały się prowokacyjnie na piersiach. Zaczął je masować, co wywołało we mnie kolejne dreszcze.

                I nagle przestał.

Otworzyłam oczy. Patrzył na mnie z wyraźnym zaciekawieniem.

-Co z Leśniczym?- spytał.

Miałam zupełny chaos w głowie.

-Co z  Mariną?- spytałam pragnąc zyskać na czasie.

Przytulił mnie i cicho zamruczał do ucha:

-Przecież wiesz, że nie mam z tym nic wspólnego…

                Chciałam w to wierzyć. Po raz pierwszy pomyślałam ze wstrętem o delikatnej twarzy Leśniczego. Zbyt kobiecej dla prawdziwego mężczyzny.

-Nie ma Leśniczego- powiedziałam.

Zamruczał cicho.

Poczułam delikatne, gorące pocałunki na szyi. Nie pamiętam, kiedy znaleźliśmy się w pokoju gościnnym. Sprawnie rozpiął sukienkę, która gładko spadła na ziemię…

 

***

 

Leżeliśmy przytuleni. Nadal byłam lekko oszołomiona ostatnimi wydarzeniami.

-Kocham Cię- szepnął…

Popatrzyłam na niego.

-To dlaczego przed chwilą zszargałeś mi reputację? – spytałam.

-Nie protestowałaś zbytnio- mruknął mi do ucha wywołując kolejny dreszcz.

-Wiem jaką mam opinię- szepnął, jakby od niechcenia całując mnie delikatnie.- Jednak, Maleńka, nie musisz wierzyć we wszystko, co plotą ludzie…

-Maleńka?- powtórzyłam zaskoczona, chcąc przypomnieć mu o moim znacznym wzroście. Umilkłam jednak zawstydzona widząc jego spojrzenie.

-Maleńka…- mruknął, delikatnie muskając dłońmi moje ciało…

 

***

 

                Obudziło mnie natarczywe pukanie do drzwi. Nie chciało mi się otwierać oczu. Przepełniało mnie nieznane dotąd uczucie spełnienia i zupełnego bezpieczeństwa.

                Usłyszałam nad uchem siarczyste przekleństwo. Wilk równie zaspany jak ja gramolił się z łóżka.

-Kogo diabli niosą?!- krzyknął w stronę drzwi.

-Gdzie ona jest?!- odpowiedział mu wściekły głos Leśniczego. Otworzyłam oczy.

                Wilk z bezczelnym uśmiechem podszedł do okna i otworzył je.

-Tutaj!- krzyknął.

                Szczelniej otuliłam się kołdrą ciekawa rozwoju wypadków.

Leśniczy podbiegł do okna i stanął jak wryty, widząc nagiego Wilka.

-Ty gnojku!- krzyknął. –Jak śmiesz?! Jeszcze ci mało?! Po tym co zrobiłeś Marinie?!

Wilk stał niewzruszony. Popatrzył Leśniczemu w oczy i powiedział:

-Obaj dobrze znamy Marinę. I obaj dobrze wiemy, że to nie moje dziecko.

                Leśniczy rzucił spojrzenie w moją stronę. Przecież przy pannie nie należało prowadzić tego typu rozmów… Ale wszystko wskazywało na to, że panieństwo już straciłam.

-Jak śmiesz…- zaczął, zwracając się do Wilka.

-Wygrałem- przerwał mu Wilk. – musisz się z tym pogodzić. Ona jest moja, bo według Tradycji właśnie się pobraliśmy. A ty… A ty wracaj do swojej żony… i dziecka, które właśnie urodziła.

                Zamknął okiennice przed nosem Leśniczego.

Byłam wstrząśnięta, tym co przed chwilą usłyszałam. Ja, żoną?

-Jak to się pobraliśmy?- zdołałam wyjąkać.

Zobaczyłam, jak opada z niego napięcie, gdy zaczął się śmiać. Położył się obok.

-W sumie, nic dziwnego, że o tym nie słyszałaś. Rzadko się to praktykuje, każąc czekać narzeczonym do nocy poślubnej. Ale według tradycji, pierwszy mężczyzna, zostaje twoim mężem.

-Ups…- zdołałam wyszeptać.

 

***

 

                Poznałam Wilka, kiedy miał cztery lata. Zamieszkał ze mną, nie mając gdzie się podziać, po śmierci rodziców. Był z niego urwis jakich mało, jednak miał dobre, czyste serce. Gdy miał szesnaście lat, postanowił wyruszyć do miasta, usamodzielnić się. Nie protestowałam. Nie potrafiłam walczyć z jego wilczą naturą domagającą się przygód.

                Moja wnuczka miała wówczas lat trzynaście. Chowana pod czujnym okiem matki, zdradzała jednak, żywiołową, nieposkromioną duszę. Moja synowa, nie potrafiła stłumić w niej charakteru odziedziczonego po ojcu, a więc i poniekąd po mnie.

                Marzyłam o dobrej partii dla niej. Nie zdziwiłam się, kiedy, zaczęła okazywać uczucie Leśniczemu. Jednak tylko ja wiedziałam, że ten delikatny i wrażliwy na pozór chłopiec, ma na sumieniu złamane serce niejednej panny.

                Wezwałam czym prędzej Wilka.

Zdobył on sobie w mieście opinię flirciarza i łajdaka. Winy Leśniczego spadały na niego jedna po drugiej, a on im nie zaprzeczał, uznając to za przednią zabawę.

                Przyjechał. I tak jak myślałam, na zabój zakochał się w mojej wnuczce.

Jednak ona, odrzucała jego zaloty, wciąż wierząc w dziecięcą miłość do Leśniczego.

                Na szczęście jednak wdała się we mnie, więc wiedziałam jak temu zaradzić. Opowiedziałam Wilkowi o Tradycji i wyjawiłam swój plan.

                Okazja do zrealizowania go przyszła bardzo szybko. Marina wkrótce miała urodzić dziecko Leśniczego.

                Tak jak myślałam, w mojej wnuczce wzięły górę geny jej ojca, a więc i moje, i przy żywiołowym i jakże przystojnym Wilku, wnet zapomniała o Leśniczym… A że przy okazji została jego żoną… No cóż, bajki zwykle tak się kończą. Nawet te niekonwencjonalne…


fatalny 1 głos
1 osoba ma ten tekst w ulubionych
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Ir
Ir 28 lipca 2010, 02:25
Poczułam lekki strach................strach to strach !
Dzień dobry- powiedział Wilk.
Był ostatnim człowiekiem, którego się spodziewałam....kim w końcu był...?
Po raz pierwszy pomyślałam ze wstrętem o delikatnej twarzy Leśniczego. Zbyt kobiecej dla prawdziwego mężczyzny.?....o jejku, cóż za wzruszająca scena....................................................... ..... bajki się końc zą i te najbardziej bzdurne też !!!!
800 wyświetleń
przysłano: 27 lipca 2010 (historia)
misiajabuszko

misiajabuszko

27 Wrocław
1 artykuł 8 tekstów 8 komentarzy
Każda ma lekka myśl gdzie indziej lata I cała jestem bez dna i bez końca. Tyle jest we mnie bajecznej pogody I tak szaleństwem mam głowę nabrzmiałą, I taka jestem rozlewna i młoda, Że mi już miejsca jest wszędzie za mało.

Inne teksty autora

Maria

misiajabuszko, wiersz

rozmyślanie przed śniadaniem

misiajabuszko, opowiadanie

Walc na trzy

misiajabuszko, opowiadanie

rozmyślania po kolacji 3

misiajabuszko, opowiadanie

rozmyślań po kolacji c.d.

misiajabuszko, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło