Po apokalipsie nie będzie niczego. (opowiadanie)

Offler

„trzeba umieć skomplikować
rzeczy łatwe
to co proste zagmatwać”
Wiktor Smol


„[...] Neller ma rację. Cud zdarza się tylko wtedy, kiedy nie ma znaczenia.”
Wristcutter. The love story.


Ten poniedziałek to dzień pierwszy „zebrania się do kupy". „Zebranie się do kupy" jest hasłem wiodącym tygodnia. To ma być moment przełomowy, podniesienie się z padłych na twarz, punkt zwrotny egzystencji, która ostatnio, puszczona samopas, zrobiła się niewiarygodnie obca i jesli kiedyś tam, jeszcze uzurpowałem sobie prawo do kierowania czymkolwiek w swoim życiu, takie złudzenie miałem, tak ostatnie tygodnie rozwiały iluzje. Może prościej – rozlazło mi się wszystko w rękach jak stare gacie, albo coś innego, co jest stare i rozłazi się w rękach. Nie, nie powiem tego, jak co mi się to wszystko rozlazło, niech ta chwila śmiechu będzie dla mnie i tylko dla mnie. 

Poniedziałek i prawie opanowałem spanie – nie spałem już przez cały dzień, wstałem o dziesiątej, rano o dziesiątej, ubrałem się, zapaliłem, ale tylko jednego, wypiłem kawę i zacząłem się zbierać, scalać, integrować. I tak cały dzień przeleciał. Jak na początek, to już coś?

Wtorek. Przed momentem zaledwie. Była taka chwila, że prawie oszukałem czas, bo zegar w laptopie był przestawiony i wyglądało, jakby prawie o dwunastej w nocy była druga po południu, ale wiadomo przecież, że czasu nie da się oszukać. To ja myślałem, że oszukałem czas, naprawdę sam siebie nabrałem. Jeden z serwerów ntp rozwiał ostatnie złudzenia... nawet nie wiem który... Czas pokładowy zsynchronizował się z czasem rzeczywistym. Więc jednak wtorek, a wtorek to drugi dzień mojej wielkiej integracji, mojego podparcia chwiejnej równowagi. „Szukasz męża lub żony o katolickich wartościach?". O kurwa, blada nędza... To tylko tekst z reklamy, na jakiejś stronie internetowej. Jak ja mam odzyskać spokój wewnętrzny, jak mnie takimi hasłami, no... no takimi... walić wtorek.
Środa, dzień trzeci. „Zebranie się do kupy" nie oznacza przecież rezygnacji ze wszystkich złych nawyków? Można zintegrować swoje istnienie, siebie poskładać w jedną spójną egzystencję, a jednocześnie schlebić kilku tym, tak ulubionym skazom charakteru?
Czwartek. Skoro rozpocząłem dzień od oglądania nowych komiksów, to może chwila przerwy w działaniach integrujących? Szkoda, że tablet jest w warsztacie, na notebooku to już nie to samo...
Piątek. Skleja się z sobotą. Niby dwa dni, a jeden. Może trochę dłuższy. Może nie. Poświęcam czas na remanenty wszystkiego co mi przychodzi do głowy, kasuję dane z dysków, zapełniam je nowymi, potem te nowe znowu kasuję. Jest też czas na czytanie. Z trzystu nieprzeczytanych odkładam na bok trzy. To jedna setna, a co z resztą?
Niedziela. Ostatni dzień w cyklu a pierwszy tygodnia. Coś chciałem zrobić w zeszły poniedziałek, tylko co to było? To nic, że zapomniałem, świat wokół nie zmienił się, nie muszę się na siłę dopasowywać. Ewolucja, jak najbardziej, ale z umiarem. Ale co tam, nowy tydzień, nowe wyzwania. Teraz w końcu pozbieram się do kupy. Który to był tydzień roku?


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 11 sierpnia 2011, 23:40
No i co? I znowu masz te same błędy edycyjne. Cudzysłów ma być polski, jak się nie da, to skopiuj z Worda. Myślniki mają byc dlugie, jak się nie da, to też skopiuj z Worda. Albo skopiuj z czegokolwiek innego, to nie powinien byćduży problem.

Ja u Ciebie wyczuwam spory potencjał i niezłe pióro. Ale mam wrażenie, że trwonisz to na takie trochę... gadanie o niczym. Ja doskonale znam ten stan, kiedy człowiek nie może się za nic zabrać i zbiera się do kupy całymi tygodniami, ale czy to jest wystarczający temat na opowiadanie?
Offler
Offler 12 sierpnia 2011, 01:51
Tak, zdecydowanie „Mea culpa", te cudzysłowy i myślniki (długie myślniki), no dobra, powstrzymam wątpliwe poczucie humoru i NIE powiem nic śmiesznego...
Skopiowałem, będę zwracał zdecydowanie większą (jeszcze większą) uwagę na te typograficzne detale.
Twój drugi akapit komentarza: próbuję go zripostować i nie mogę, ale nie z powodu niedoborów wypowiedzi, tylko nadmiarowości pewnej... Bo generalnie, ja nie wiem, co jest, a co nie „wystarczającym tematem" opowiedania i może właśnie dlatego, staram się pisać o wszystkim, ale nie dlatego, że muszę słowotok rozładować, tylko mam założenie numer jeden - wszystko może być tematem. I nie widzę specjalnej różnicy, czy to jest tekst o nudzie czy o jeździe na rowerze wokół kopuły wieży Eiffle'a, nie wiem czy to jasno wyraziłem? (jak siebie znam, to NIE :)
755 wyświetleń
przysłano: 9 sierpnia 2011 (historia)
Offler

Offler

50 znad morza
20 tekstów 10 prac 1 nagranie 95 komentarzy
Nie wiem...

Inne teksty autora

A pocałujcie mnie...

Offler, opowiadanie

Prorok. (apokryf)

Offler, opowiadanie

Niezdecydowanie.

Offler, opowiadanie

Spożywanie świata.

Offler, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło