i Szklanka (opowiadanie)

A Zet

      Nie miałem zielonego pojęcia, w jaki sposób wytłumaczyć sobie tę dziwną sytuację. Co to ma znaczyć!? Gadający wiatrak? Kurde, przecież to nie jest jakieś pieprzone Hollywood! Ciągle zastanawiałem się, czy słowa wypowiadane przez, jak się dowiedziałem, wcale nie taką martwą rzecz, trafiają tylko do moich uszu, czy jeszcze innych. Rozmawiać z nim, czy nie? A co będzie, jeśli go zdenerwuję? Co jest wtedy w stanie zrobić?
      I stałem tak między sklepowymi półkami, wpatrzony w wentylator, który gapił się na mnie niczym pies, błagający o kęs grillowanej kiełbasy. Ewidentnie prosił mnie, żebym go kupił, co zresztą potwierdzały jego wcześniejsze słowa. Ale dlaczego był agresywny? Dlaczego tak bardzo mu na tym zależało? Nie rozumiałem jego zachowania tak samo, jak mojej byłej żony. Ale to nie było żadne wytłumaczenie, chcąc – nie chcąc, musiałem coś zrobić. Widomym było, że kolejny ruch należał do mnie. Wytarłem więc ręce o spodnie, chcąc pozbyć się z nich potu, jednak ta czynność okazała się być nietrafiona.
      Mój tyłek był jeszcze bardziej wilgotny, niż wcześniej.
      Nic to, musiałem w końcu zapytać o najważniejsze:
      – Jakim cudem potrafisz mówić ludzkim głosem? – Podszedłem bliżej.
      – A jakim cudem słyszysz mój głos?
      Dobre pytanie, pomyślałem.
      – Ale gdybyś nie mówił, to zapewne nie słyszałbym twoich słów – stwierdziłem pewnie. Jego mina wyraźnie posępniała.
      – Wy, ludzie, zawsze byliście ograniczeni – przewrócił aktorsko oczami. – No to kupujesz mnie, czy nie? – rzucił niespodziewanie.
      – Nie wiem...
      – Wszyscy znajomi poszli już pod kasę, zostałem tylko ja.
      – No bierz go! Ja pierdzielę, ale się ociąga! – usłyszałem jakiś piskliwy głos, dochodzący zza moich pleców. Odwróciłem się od razu, jakby zapominając o istnieniu dziwnego wentylatora. Rozejrzałem się po regałach, instynktownie szukając źródła głosu w innych rzeczach na nich zalegających. Czyżby cienki głos był własnością szklanek, znajdujących się idealnie na wprost?
      – No, ciężko mu to idzie – odpowiedział wentylator.
      – A powiedziałeś mu, co potrafisz robić? – W czasie tych słów zobaczyłem poruszające się usta jednej ze szklanek. Dlaczego nie byłem zaskoczony takim obrotem sprawy? Zaczynało mnie to męczyć. Nie mogłem pozwolić, żeby jakieś plastiki i szkło dyktowały warunki. Fakt był faktem, przyjechałem do sklepu w konkretnym celu, więc nie zastanawiałem się dłużej i wziąłem do rąk karton z wentylatorem, leżący pod gadającym modelem.
      – Dobry wybór, człowieku – mrugnął do mnie śmigłowy kolega.
      – Ale ten nie gada, co?
      – Nie wiem, nie znam go. Jest podobny do mnie tylko z zewnątrz.
      – To świetnie się składa – powiedziałem szybko i odszedłem. Kiedy wracałem drugą stroną regału, słyszałem słowa szklanki:
      – A widziałeś jego dupę? Cała zalana potem!
      W tym momencie przyspieszyłem, biegnąc prosto do kasy. Jedyne, czego wtedy pragnąłem, było wydostanie się z tego sklepu i przebranie wilgotnych spodni. Kiedy dotarłem na miejsce, położyłem karton na taśmie. Przekazałem należność kasjerce, a kiedy ta wydała mi resztę, szybkim krokiem oddaliłem się od kasy. Nie mam nawet pewności, czy "do widzenia" wypowiedziane było przez sympatyczną panią na kasie, czy przez sprzęt, na którym pracowała.
      Kiedy przyjechałem do domu, od razu zabrałem się za montowanie sprzętu. Pamiętam, jak bardzo spociłem się ze strachu, że i ten wentylator okaże się nader utalentowany. Jednak w milczeniu dokręciłem ostatnią śrubkę, po czym od razu podłączyłem sprzęt do prądu. Ustawiłem regulator na najszybsze obroty i z zamkniętymi oczami zacząłem rozkoszować się strumieniem powietrza, tworząc samopoczucie nowej generacji.
      – Jak staniesz do mnie tyłem, to wysuszę ci tę plamę na dupie.
      Otworzyłem szeroko oczy, nie wierząc własnym uszom. Zobaczyłem chytry uśmiech, połączony z nutą intrygi.
      Miałem przesrane. 


wyśmienity 2 głosy
1 osoba ma ten tekst w ulubionych
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Radosław Kolago
Radosław Kolago 5 września 2011, 15:10
Sympatyczne takie. Błędów nie uświadczyłem, może tylko to "ale" w zdaniu:
"– Ale gdybyś nie mówił, to zapewne nie słyszałbym twoich słów – stwierdziłem pewnie. Jego mina wyraźnie posępniała."

Poza tym jakoś dużo tutaj czasowników, albo tylko mnie się tak wydaje. Długie myślniki są, Domka będzie ucieszona :)
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 6 września 2011, 11:55
To prawda, że mnie myślniki cieszą :)

To jest całkiem dobrze napisane, momentami dowcipne i może wciągnąć.
A Zet
A Zet 6 września 2011, 14:56
Dzięki :)
Patryk L. 17 listopada 2011, 19:14
A już myślałem, że nie ma dla mnie ratunku przed tą jesienną chandrą, która mnie dzisiaj dopadła, a tu proszę! Wchodzę na Wywrotę, klikam Twoje opowiadanie i mało nie spadłem z krzesła! Świetne! Uwielbiam to Twoje poczucie humoru! Od razu przyznaję, że trochę utożsamiam się z bohaterem. Tyle że w moim przypadku ręce i du*a pocą się, kiedy patrzę na ceny niektórych sprzętów haha. Bynajmniej nic do mnie nie gada, żeby nie było haha xD
A Zet
A Zet 17 listopada 2011, 22:40
Hehe, dzięki wielkie za odwiedziny i miłe słowa :)
856 wyświetleń
przysłano: 5 września 2011 (historia)
A Zet

A Zet

29 Ptakowice
1 artykuł 20 tekstów 5 prac 155 komentarzy
Uczę się, a w wolnych chwilach tworzę. Dla jednych coś wartościowego, dla innych zwykły chłam.

Inne teksty autora

Kiełbasy rozżalone

A Zet, opowiadanie

Wentylator

A Zet, opowiadanie

Dom zły

A Zet, opowiadanie

Płaczka

A Zet, opowiadanie

Waldziu

A Zet, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło