Męska przygoda (konkurs wakacyjny) (opowiadanie)

Jop87

 

„Męska przygoda”

 

- Uwielbiam trawkę o poranku – Max miał rację słońce dopiero niedawno wstało. Świeciło jeszcze nikłym blaskiem jakby ktoś miał za chwilę dokręcić żarówkę. Leżał na plecach głowę oparł o szary koc znaleziony na tylnim siedzeniu i gapił się wprost w tą pomarańczową kulę. Nie musiał mrużyć oczu

- A czym się różni jaranie jointa rano od zjarania go wieczorem? Są jakieś diametralne różnice? – Jacob już nałożył swoje okulary przeciwsłoneczne choć wcale nie były mu potrzebne i choć kupił je na stacji benzynowej za 2 dolary. Max lubił Jacoba mimo, że ten nie grzeszył inteligencją, zawsze zadawał pytania, dopytywał w kwestiach oczywistych. Odwrócił głowę tak aby spojrzeć na podbróbek przyjaciela z którego zwisała idiotyczna kępka włosów

- Pamiętasz Johna Turnera? Świetnie grał na skrzydle. Mój boże jak on grał – zaciągnął się po raz kolejny. Nie chciał śrubować rekordów, wypuścił kłąb dokładnie wtedy kiedy było trzeba

- Pamiętam, ścigałem się z nim w myślach i nawet tam skurczybyk zawsze wygrywał

- No właśnie i ten oto John Turner palił zioło tylko i wyłącznie wieczorem. Brał swoją odziedziczoną po ojcu zapalniczkę i podpalał tłustego gibraltara tylko wtedy gdy cholerna, niebiańska piłka zachodziła za horyzontem jak za bramką. I co mu przyszło? Umarł biedaczek – Odpuścił przyjacielowi, przestał taksować go wzrokiem, ale udzielił mu kolejnej lekcji. Lekcji z którą nie można polemizować. Jacob pstryknął wypalonym kiepem w powietrze i sięgnął po leżącą obok butelkę 40 OZ

- Myślałem, że on zginął w wypadku samochodowym – Żaden nie kontynuował rozmowy i nie dlatego, że nie mieli nic do powiedzenia, po prostu nie mieli ochoty. Woleli leżeć i wciągać w nozdrza wszechobecną duchotę. Oprócz czoła Jacoba nie parowało nic w promieniu setek mil. Piasek zdawał się ich wchłaniać cal po calu. Musieli co chwila wyciągać łokcie i je prostować. Niby Sandman straszył tylko w kreskówkach, ale lepiej być ostrożnym zwłaszcza po trawce od Nudyego Beggsa, najlepszego dilera w ich okolicy. Max zerknął w tył, jego stary Opel wciąż tam stał. Tylko przez krótką chwilę do jego mózgu dotarł impuls, że ktoś chce go zabrać. Właśnie otwiera drzwi i za chwilę odpali silnik, ale nic. Prezent od ojca stał jak posąg. Jego ojciec wygrał ten samochód w zakładzie. Założył się z Percym Maccormaciem, kumplem z wojska, że z wielgachnego brzucha który dzwiga jego żona wyjdzie dziewczynka. Zawsze chciał mieć dziewczynkę i tyle, potem mógł przestać ruchać. Ale jak widać nie przestał, bo dwa lata po przesłodkiej Anne – Sophie, urodził się Max i w nagrodę, jak już mógł prowadzić, dostał ten samochód. Dowód ojcowskiej miłości. Max zerknął ponad horyzont. Szeroka linia drogi zmieniała się tam w wąski strumyczek kamieni i asfaltu, a pózniej przypominała już tylko kłąb dymu. Maleńką wstążkę, którą jego idealna siostra Anne – Sophie mogłaby sobie zawiązać na szyi. Powietrze miało smak spalonej gumy, to chyba przez to, że na poboczach leżało ich całe mnóstwo. Musiał podnieść głowę, koło ucha uwierał go jakiś nieznośny kamień. Wziął go w rękę i zaczął oglądać, przypominał mu kształtem ślimaka, może gdyby go położył na szosie, ten zacząłby pełzać? W końcu doszedł by do celu swojej wędrówki i umarł szczęśliwy, nie szukając w nikim potwierdzenia. Bo ważne aby cel był celem dla ciebie, innych gówno to obchodzi. Wstał, zerknął w dół, jego dżinsy ułożyły się idealnie na butach, tak jak w reklamie. Nie szurały po ziemi i nie tworzyły fałd.

- Jedziemy – zakomunikował i przyglądał się jak Jacob w swoich spodniach–rurkach gramoli się z ziemi. Mężczyzni nie powinni w takich chodzić bo za parę pokoleń nie odróżnimy ich od kobiet.

- Wiesz, że za parę pokoleń moje spodnie znowu będą modne a twoje dalej będą nie na czasie? Słyszałeś o tym? Moda zatacza koło. Takie duże. To prawdziwa teoria potwierdzona w telewizji przez mężczyzn którzy ruchają innych mężczyzn a ich żony płaczą po katach pławiąc się w luksusach. Bardzo ciekawa teoria! – Jacob wywijał palcem w powietrzu, musiał się już nagrzać. Poza tym żłopał tego 40 OZ a, Max nie pił w końcu prowadził. Usadowił się za kierownicą, siedzenie cisnęło go w tyłek i przez to nie czuł się komfortowo. Dałby głowę, że coś dziś się wydarzy, ale w końcu po to pojechali. Spojrzał na Jacoba, głupawo uśmiechał się do przedniej szyby i wyciągał prawą rękę, potem lewą, aż wreszcie przyssał się do butelki. Trzeba jechać, droga woła! A gdy woła Cię droga czujesz tylko zapach benzyny i brzęk drobnych w kieszeni. Powoli wciągasz powietrze i ocierasz pot z ręki aby wykonać ten mistrzowski manewr. Max uczył się go z filmu „Mistrz kierownicy ucieka” Wywinął zgrabnie samochodem i po chwili znalezli się na szosie. Teraz wystarczyło docisnąć pedał i zanurzyć się w krajobraz, stopić się z nim w bezkształtną masę popędzaną wiatrem i ludzkimi marzeniami o bezkresnych drogach i silnych mężczyznach w kowbojskich kapeluszach. Max pamiętał jak oglądał film z „Bandziorem” w roli głównej, niedawno oglądali go razem z Jacobem, na strychu u jego wuja, tam była najlepsza akustyka i tam też Jacob zapewne mógł bezpiecznie walić konia przy pornosach. Teraz choć ruszyli w drogę świat wydawał się jakiś inny. Jakby reżyserzy nakręcili już wszystko i jedyne co im zostało to poruszać się po utartych ścieżkach, niczym po zdaniach wyrwanych z akapitów nieudolnego scenarzysty. I choć Jacob zabrał ze sobą parę swoich punkowych płyt to Max ustawił radio, jego towarzyszowi i tak już było wszystko jedno. Chciał poczuć wiatr we włosach, powiew historii w klimatyzacji i to, że jest daleko od domu. Poczuł to wszystko gdy ze starego kaseciaka poniosło się „Sweet home Alabama” Nie było widać nic, to znaczy ciągle przed oczami rozpościerała się ta sama sceneria która po godzinie wtapiała ci się w przednią szybę, jakbyś grał na symulatorze i nagle zacięłaby się plansza. To miała być przygoda? Ludzie powiadali, że można tu zasnąć za kierownicą i spać ile ci się tylko wymarzy a i tak ockniesz się i będziesz widział te same kaktusy i jałową ziemię, inni określali to piekłem na ziemi. Nie mylili się chyba tak bardzo. Max nie tak wyobrażał sobie podniecające męskie wyprawy gdy czytał Karola Maya lub starego Hema. Potem tak jak każdy dzieciak był Kevinem Arnoldem z „The wonder years” i odkrywał swój własny podmiejski świat, teraz sam dla siebie miał być narratorem, tym głosem który w serialu wygłaszał najważniejsze kwestie. Postanowił obudzić śpiącego Paula to znaczy Jacoba.

- Hej stary powiedz czemu wyjechaliśmy? – Wiedział, że Jacob w swojej prostocie i tak powinien zrozumieć go bez słów, szukał tylko drobnego potwierdzenia, którego zawsze szukało się w szkole na klasówce. Wiedział, że Jacob tak samo mocna przeżywał Las vegas parano i choć nie mieli ze sobą walizki pełnej narkotyków, tylko kilka gramów zioła i tuzin butelek 40 oz, to przecież wcale nie byli gorsi. To też oglądali u wuja na strychu na kilka dni przed wyjazdem, tego samego wieczoru co „Mistrza kierownicy” potem już tylko bezmyślnie przelatywali po kanałach. Niech Jacob to z siebie wydusi, popuści wodze fantazji podregulowane trawką

- Bo chciałeś Max – przyjaciel nawet nie przewrócił oczami, ale Maxa to nie zadowalało. Umysłowe łamigłówki nie były domeną Jacoba.

- W takim razie czemu ze mną pojechałeś? - Bo miałem trochę czasu Max

- A teraz? Dobrze się czujesz w tej naszej wędrówce?

- To my wędrujemy Max? Myślałem, że po prostu pojechaliśmy wypalić trochę zioła w ustronne miejsce

- A nie zdziwiło Cię, że jedziemy już prawie dwa dni? – Max coraz bardziej wątpił w przyjaciela

- Myślałem, że to bardzo, bardzo ustronne miejsce, z gatunku tych ustroni co to pokazujesz je tylko kumplom bo np. tam chciałbyś zakopać swojego psa, a nie z tych do których zaprowadzasz dziewczynę aby ją bzyknąć. – Jacob zapatrzył się w latajacą muchę i nie mówił już nic. Musi się wydarzyć coś co sprawi, że Jacob przejrzy na oczy i zorientuje się, że właśnie przeżywają największą przygodę swojego życia. Po chwili tuż obok prawego boku starego Opla przemknął drugi samochód, sportowy kabriolet. Siedziały w nim dwie dziewczyny, nie zdążyli nawet zobaczyć jak wyglądały, dlatego Max docisnął pedał gazu, niech ten grat wyciśnie z siebie coś więcej, tak żeby dwóch mężczyzn mogło wreszcie obejrzeć kawałek kobiecego ciała! Ale samochody zaczęły ze sobą flirtować na drodze, a to kabriolet wysuwał się na czoło a to Opel go doganiał i za nic w świecie nie mogli dostrzec wyraznie tych dwóch dziewczyn, które były jedyną odmianą w krajobrazie. Pobudziły nawet Jacoba.

- Patrz laseczki jadą. Chcą się zabawić, weź przyciśnij trochę! Tee, jedna pokazała nam cycki!! – Max podniósł powiekę, jego przyjacielowi zdarzały się takie odloty, ale nigdy po trawce od najlepszego dilera w ich okolicy i prawdopodobnie najlepszego na świecie, nie znali wielu dilerów. Jacob musiał popaść w jakiś rodzaj obłędu wywołany jednostajnym klimatem i wtedy Max zerknął w prawą stronę i zdębiał. Faktycznie! Widział dokładnie jak jedna z dziewczyn, trochę tęższa i z krótkimi włosami pokazała im biust. Kołysała buforami jakby nimi żonglowała, sprawiało jej to radość. Piersi wydawały się niesymetryczne, w tym szalonym tańcu nie potrafiły za sobą nadążyć. A może to wina brodawek, które były monstrualne. Przypominały korki od wina. Potem złapała je w ręce i zaczęła pocierać kiwając przy tym głową w takt muzyki wydobywającej się z ich odtwarzacza.

- Mega cycory! – Jacob stracił zainteresowanie czymkolwiek innym i chyba nawet zioło przestało działać. Max nie widział nigdy takich cycków. Dziewczyny w ich miejscowości miały raczej malutkie piersi skrywane pod sukienkami odziedziczonymi po mamach. Jedna tylko Felicia Boyle miała pokazne melony, ale wyjechała z tego miasta i o niej i jej melonach słuch zaginął. Może podświadomie bał się tego widoku, dlatego zwrócił uwagę na drugą dziewczynę, kierującą pojazdem.

- Ale cycki – wciąż dyszał Jacob – Daj poooomacać! – krzyknął i wystawił rękę pokazując jakby je pocierał ale bardziej przypominało to gniecenie bibuły. Natomiast druga dziewczyna tylko się uśmiechała i zerkała na drogę. Była ładna, to nie ulegało wątpliwości i miała mniejsze piersi skrywane pod dopasowanym t shirtem. Sposób w jaki prowadziła samochód był wyborny. Prowadziła lepiej od Maxa i ten wiedział, że gdyby nie chciał dać się dogonić to nawet „Bandzior” by tej sztuki nie dokonał. Raz tylko jeden obróciła się do niego jakby wzywając go do ostrzejszej jazdy. Max nie bał się ryzyka, bał się ośmieszenia.

- Już go wyjmuję, włożę ci go pomiędzy! Już wyjmuję czekaj – dosłyszał z drugiego siedzenia Max i usłyszał dzwięk rozpinanego rozporka. Sprawy nie wyglądały różowo i gdyby nie twarz tej dziewczyny, blond piękności z filmów puszczanych w południe dla gospodyń wiejskich, to zwolniłby gwałtownie, ale ta twarz go hipnotyzowała. Nie pozwoliłby jej odjechać, mógłby przykleić jej twarz na cholernej szybie zamiast widoku tych pustkowi i wjechałby w nią z całą mocą! Jacob chyba zsuwał spodnie i wtedy blondyna dała tej obcietej na pazia sygnał i tamta schowała swoje skarby i rzuciła, wspaniałym lobem wprost do ich samochodu platikowy worek. Śmierdzącą gównem torbę na drobne zakupy. Wpadła wprost na skrzynię biegów i roztaplała się na karoserii.

- To dla mnie! To dla mnie od niej, pewnie w środku jest numer telefonu – i Jacob włożył rękę do środka. Mogli by tam znalezc to co dziewczyny jadły po drodze, ale numeru telefonu nie było na pewno. Zakpiły z nich. Pokazały im piersi a potem zostawiły odchody. Męska przygoda zmieniała się w katastrofę.

- Przestań tam grzebać! Przecież to są ich kupy! To obleśne!

- Ale tam może być numer telefonu nie? – Jacob w końcu zrezygnował

- Wyciągnij rękę za okno, zrób to dla mnie. Wyrzuć tą torbę i włóż spodnie. Włóż te pieprzone spodnie! – Max już nie był mistrzem kierownicy, upokorzyły go dwie dziewczyny z cadillaca, nie pozostało mu nic innego jak jechać dalej, tylko tak mógł zmazać plamę, nie, nie tą z tapicerki! Dwa dni pózniej czuli się jak spłukane, ostatnie, upokorzone kutasy. Po drodze musieli zmienić koło tak więc teraz przy każdym większym podskoku Max drżał. Stracić jeszcze jedno koło to było samobójstwo, równie dobrze mogliby wtedy położyć się, rozciąć sobie bebechy i poczekać aż sępy się nimi zainteresują. Przygoda ich życia zmieniła się w monotonię umilaną punkowymi kawałkami, bo radio nie chciało złapać żadnej stacji. Wydawało im się, że już nawet nie pocą się tak samo i każdy z nich zdawał sobie sprawę, że najwyszy czas zawracać, ale nikt nie chciał tego powiedzieć. Za to Jacob miał wiele do powiedzenia na zupełnie inny temat.

- O takich cyckach powinni pisać w podręcznikach, powinni je uwieczniać, te skurwysyny, szalejący reporterzy. Dlaczego oni nie zapędzają się w te okolice?

- Może dlatego żeby nie dostać w twarz gównem. Ciebie to nie obeszło? – Maxa irytował spokój przyjaciela

- Nie, bo gdy gówno łączy się z cyckami i tak przewagę mają cycki – Teraz chyba dokuczał mu brak trawki i alkoholu, zapasy skończyły się parę godzin temu. Musieli coś zrobić aby odzyskać spokój ducha, swoje ego i znalezć dobry pretekst do zawrócenia. Max wiedział, że musi to wziąć na swoje barki. Wytężył umysł w porzukiwaniu odpowiedniej frazy, myśli, która pchnęła by ich z powrotem do domu. Tego nie można było powiedzieć tak zwyczajnie, tak... Jak to ujął Jacob

- Wiesz, chyba pora wracać – Tak, ale... Maxowi wpadł do głowy pewien pomysł

- Możemy wracać, ale pamiętasz ten film który oglądaliśmy w przeddzień wyjazdu?

- Ten horror klasy B, który włączyliśmy bo oprócz niego szła tylko „Szkoła uczuć”?

- Tak, a przecież nie będziemy oglądać tego barachła, to dobre dla pedałów

- Dziwne zawsze lubiłem „Szkołę uczuć” – Jacob nie widział w tym nic złego

- Dobra, ale zróbmy coś. Zróbmy tak jak w tym horrorze. Znajdzmy pierwszych lepszych frajerów których będziemy mijać...

- ... I zabijmy ich? – Tak właśnie działał ten morderca z irokezem na głowie, filmowany chyba telefonem komórkowym

- Nie no co ty... Okradniemy ich. Po prostu. Ale wtedy poczujesz tą adrenalinę, ta przygodę którą chciałeś przeżyć. Tego na pewno nie da się z niczym porównać. – Max zapalił się, chciał dojrzeć w oczach przyjaciela te same ogniki, dojrzał tylko ślinę wiszącą u ust.

- Może jedynie z cyckami tej laseczki – Dobre i to, przynajmniej na coś się napalił. Max zapadł się głębiej w fotelu, pierwszy raz od dwóch dni miał cel. Zawrócił, niebezpiecznie, tak jak wymagała tego od niego sytuacja. Kierowali się do domu, do swoich rodzin, ale zanim to zrobią przeżyją jeszcze coś przy czym kłopoty Kevina Arnolda są jedynie kłopotami dobrych dzieciaków z dobrych domów. Oni będą panami czyjegoś losu. Zobaczyli ich jakieś 2 godziny pózniej, dwóch studencików sweterkach miniętych od prawej. Max natychmiast zawrócił i zrównał się z nimi.

- Hej panowie, możecie stanąć? Mamy pewien kłopot a tu niema żywej duszy. – Jeśli to nie poskutkuje to zajedzie im drogę. Ale te dwa gogusie posłusznie spełniły polecenie.

- W czym możemy pomóc – głos jednego z nich był tak piskliwy jakby w miejscu w którym powinien być członek był pusty jak Ken narzeczony ulubienicy Ameryki.

- Haha, jaki głosik, super stary – Jacob wysiadając z samochodu zasłonił oczy ręką. Dwaj młodzi chłopcy siedzieli w samochodzie.

- Bo to pedały Jacob, to cholerne geje, których właśnie okradniemy, wysiadać stąd palanty – I wtedy to zobaczył, na przednim siedzeniu leżał worek z odchodami. Jacob też to dojrzał.

- Widzieliście te cycki? Ja wiem, że na was pedziów to nie działa, ale były masakryczne, monstrualne... – Ale Max poczuł satysfakcję, że dokopią tym frajerom i zabiorą im wszystkie oszczędności. Dzięki temu może trochę się oczyszczą w drodze do domu

- Wyskakiwać z forsy – ale chłopaczki nie zareagowały, tak jakby chcieli. Złapali się za ręce, to było ochydne. Ale po chwili obaj wyciągnęli spod swoich siedzeń rewolwery i jak jeden mąż strzelili Maxowi i Jacobowi między oczy. Ciała opadły na szosę i czoło Jacoba już nie parowało, tylko zostawiało czerwoną smuge. Nawet nie wysiedli z samochodu. Po prostu ruszyli, powoli, bez popisów.

- Trzeba wyrzucić tą torbę, te dziewczyny były świernięte

- Tak, to prawda, jak można robić ludziom takie świństwo? – Dodał ten co nie prowadził i wyjął ze skrytki jakąś listę. Wyjmując ją popłakał się – To takie piękne, że wyruszyliśmy w kraj spełniać swoją listę rzeczy które chcielibyśmy zrobić przed śmiercią. Dokładnie jak w „Szkole uczuć” – złapał kierowcę za kolano

- Ale zabójstwa tam nie było

- Tak, ale trzeba sobie trochę umilać życia – uśmiechnął się

- To co jest w następnym punkcie? – Kierowca odwzajemnił dotyk

- „Zrobić sobie tatuaż” – wykrzywił się – Niema szans, rodzice mnie zabiją jak wrócę do domu. Może w zamian za to po prostu zrobię Ci dobrze tak jak lubisz? Tak jak robimy wtedy gdy pomijamy pewne punkty z naszego ulubionego filmu...

I jechali tak tego lata przemierzając kraj i co jakiś czas rytmicznie kiwając głowami, a wszystko to w rytm lecącego z radia szlagieru „Sweet home Alabama”. Mieli dobre radio, odbierało stację bez problemów, jechali w stronę zachodzącego słońca. Czego więcej potrzeba do odbycia męskiej przygody?


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Radosław Kolago
Radosław Kolago 30 sierpnia 2012, 11:24
Ten tekst mógłby być naprawdę dobry, gdyby nie całkowity właściwie brak interpunkcji, co też go w sumie dyskwalifikuje z realnej konkurencji w konkursie.
802 wyświetlenia
przysłano: 20 sierpnia 2012 (historia)

Jop87

32 Kraków
1 tekst 1 komentarz


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło