Popelina#3 (opowiadanie)

Pawel Wisniewski

Bez opisu. Rowniez Popelina broni sie sama.
Dwadzieścia minut później Kuba siedział na lekcji matematyki, zastanawiając się, do jakiego stopnia nastrój gromady ludzkiej może odbijać się na poszczególnych jednostkach. W sennej, bujającej myślami daleko w obłokach grupie nawet nauczycielka wyglądała na skacowaną. Kto to zresztą wie, może i ona spędziła Sylwestra w wyjątkowo męczący sposób? Kuba uśmiechnął się kretyńsko do siebie, kiedy wyobraził sobie ów męczący sposób spędzania Sylwestra przez nauczycielkę - przygniecioną przez ogarniętego szałem kopulacji męża.

Spojrzał na szare, wymiętoszone twarze kolegów, błyskające od czasu do czasu załzawionymi oczami. Kuba widział kiedyś, jako mały chłopiec, gromadę żab nad jeziorem w upalny, lipcowy poranek. Wyglądały identycznie. 'Co on myśli, ten facet, ten blady krętek...?' - przypomniały mu się słowa wiersza jakiegoś poety, którego często cytował Konrad, krzywiąc przy tym twarz w grymasie politowania dla świata.

Tylko Barbara sprawiała wrażenie, jakby dopiero przed chwilą skończyły się wakacje. Jej brzydka twarz była czysta jak zawsze, włosy miała związane w przepisowy koński ogon, ręce zadbane, a paznokcie równo przycięte. Słowem - całą swoją osobą starała się zwrócić uwagę, że jest przygotowana, gotowa do odpowiedzi na każde pytanie i że jedynym napojem spożywanym przez nią w okresie ostatnich siedmiu dni jest mleko.

Kuba poczuł, jak wzbiera w nim pogarda. Usiłował przywołać się do porządku, tłumacząc, że przecież każdy ma prawo do własnej drogi przez życie, ale Barbara rosła przed nim coraz bardziej, jej ręce pachnące schludnością wyciągały się drapieżnie... Nie! Najgorsze było to, że ona nic nie robiła! Po prostu siedziała jak posąg pilności, łowiąc uważnie każde słowo nauczycielki, wodząc za nią wzrokiem i starając się za wszelką cenę zbudować niewidzialny most porozumienia, oparty na fundamencie pokornej uległości.

Jakub otrząsnął się. Czym prędzej odwrócił głowę, ale wciąż czuł jakiś niesmak. Zaczepił szybko sąsiada z ławki, pytając go o pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy.

- Piotrek, jak tam było u Magdy, co?

- Eeeech... - westchnął ten - nic szczególnego właściwie. Impreza jak każda, myślałem, że będzie klimat, skoro to klasowa... Szkoda gadać. Siedzieliśmy w pokojach grupkami po pięć osób, zero kontaktu z resztą. Tylko najbardziej pijani zgodnie wymiotowali nad wanną - uśmiechnął się przez chwilę, ale zaraz znowu zamarł w bezruchu.

Kuba przed dzwonkiem zdążył jeszcze ironicznie pomyśleć, że alkohol ma jednak niezwykłą siłę jednoczenia ludzi.

Na przerwie Kuba pognał do kibla, nie rozglądając się nawet na boki. Za wszelką cenę chciał uniknąć spotkania Rybki, przynajmniej do czasu zdobycia poprzez osoby trzecie dokładnego rozeznania w całej sytuacji.

Na miejscu była już cała ekipa, z wyjątkiem Patryka - Misiek, Konrad, Seba, Piotrek i jeszcze kilku stałych bywalców z pierwszych klas. Mimo otwartego okna, w środku panował niemal półmrok, światło z trudem przebijało się przez powietrze gęste od dymu.

Wszyscy jak zwykle stali oparci o ściany, rozmowa dzisiaj jednak się nie kleiła. Tak zwykle bywa, kiedy każdy mógłby opowiedzieć tysiące interesujących szczegółów po imprezie - pech w tym, że nie ma nikogo, kto uważałby swoją opowieść za mniej ciekawą od innych i nie usiłowałby bezustannie przekrzyczeć wszystkich pozostałych. Po pewnym czasie powstaje niepisane prawo, zakazujące omawiania spotkań towarzyskich w większym gronie. Po to, żeby nie nudzić i po to, żeby osoby niepowołane nie dowiedziały się zbyt dużo.

Drzwi otworzyły się i do środka wpadł jak bomba Patryk. Przywitał się szybko, po czym kiwnął głową na Kubę, sygnalizując, że ma mu coś ważnego do przekazania. Obaj cofnęli się trochę, stając bliżej drzwi. W środku rozpoczęła się akurat dyskusja na dyżurny temat - co oglądać w telewizji w tym tygodniu, więc Pat i Kuba mogli porozmawiać bez problemów.

- Rozmawiałem z Rybą... - zaczął Patryk.

- Wypytywałeś ją o coś?! - zaniepokoił się gwałtownie Kuba.

- Nie, a poza tym - nie przerywaj! Rozmawiałem z Rybką, mówię, i wydaje mi się, że mam dla ciebie niezłą wiadomość. Otóż w pierwszej kolejności oświadczyła zdecydowanie, że ona absolutnie niczego nie pamięta. Głośno, wyraźnie i z naciskiem to powiedziała, czyli chciała żebym przekazał komu trzeba. No i właśnie przekazuję.

- Jesteś pewien?

- Absolutnie. Masz problem z głowy.

- Ufff... - odetchnął Jakub - Wprawdzie to dopiero połowa problemu, ale zawsze kamień z serca.

- Połowa? - podchwycił Pat - A druga połowa gdzie?

- E, tak tylko powiedziałem - wykręcił się szybko Kuba. Nie chciał mówić Patrykowi o Ani, wolał żeby zostało to wyłącznie jego własną sprawą. Patowi mogło się przecież coś wyrwać, a kiedy tylko o wszystkim dowiedziałoby się zbyt wiele osób, rozpoczęłoby się kibicowanie, zakłady o przyszłość związku i tym podobne obrzędy należące do szkolnego folkloru romansowego. W końcu Kuba stanąłby przed alternatywą - albo natychmiast porozmawia z Anią i wszystko jej wytłumaczy, przepraszając przy okazji za wszystkie plotki, albo zagwarantuje sobie status dyżurnego idioty na dłuższy czas. Tak czy inaczej - niewielka przyjemność.

- Słuchaj, Kuba, mówili coś u was w klasie o wycieczce? - przeskoczył na inny temat Patryk - Bo podobno mamy jechać z wami na taki biwak-zimowisko. Trzy dni.

- Kiedy? Gdzie? Skąd wiesz?! - rzucił się na niego Jakub.

- Kowalska mówiła na lekcji. Teraz, całkiem niedługo, gdzieś w góry.

- O, kurwa... - zaklął z zachwytem Jakub - Jeżeli to jest prawda... Jeżeli to się okaże być prawdą...

- ...to się upijemy jak jasna cholera - dokończył Konrad, wychodząc z ubikacji - Andrzej Bursa, kapelusze z głów, panowie.

- Piotrek, słyszałeś? - obrócił się Kuba - Patryk mówi, że podobno jedziemy z IIa na biwak...

- Ty się wczoraj obudziłeś? - Piotrek rzucił spojrzenie znad okularów - Przecież już nam o tym mówiła Pietrucha... Szykuj kasę, bo do końca tygodnia trzeba wpłacić pieniądze. Wyjazd dwudziestego siódmego, wracamy pierwszego czy drugiego...

- No, panowie - powiedział Kuba proroczo - Ja wam powiem, że to będzie niezwykła wycieczka...

Kilka kolejnych dni wypełniła Jakubowi nauka matematyki. Nigdy nie był specjalnie uzdolniony w kierunku przedmiotów ścisłych, co w połączeniu z poważnym ich zaniedbaniem ostatnimi czasy owocowało właśnie nieciekawą, jak na zakończenie półrocza, sytuacją ocenową.

Moment wyjazdu na wycieczkę zbliżał się wielkimi krokami, pieniądze zostały wpłacone (oczywiście, Kuba nie omieszkał podać ojcu kwoty nieco zawyżonej, w końcu wypadało mieć na wycieczce dodatkowe, nie objęte ewidencją fundusze), zostały już tylko ostatnie przygotowania.

Kuba umówił się z Patrykiem, że zakupy na podróż robią wspólnie. Od Michała kupili rosyjski spirytus (absolutnie czysty, jak zapewniał Misiek), a przez Piotrka załatwili dwa gramy trawy i pięć setek amfy. Kosztowało, ale ostatecznie żadna przyjemność w życiu nie jest za darmo, jak podsumował to Pat.

Właściwie życie toczyło się normalnym rytmem - szkoła, chwila nauki, telewizja... Codziennie wieczorem Kuba zasypiał z nieprzyjemnym uczuciem, że miniony dzień nie zapisze się w żaden sposób w pamięci. Ot, kilkanaście nudnych godzin... Jakub od pewnego czasu zdawał sobie sprawę z tego, że jedyną wartością ważną w życiu jest doświadczenie. Im większe mamy doświadczenie, w każdej dziedzinie, tym łatwiej nam żyć. Dlatego właśnie Kuba wyznawał zasadę, że dzień bez czegoś niezwykłego to dzień stracony.

Ostatniego dnia w szkole wydarzyło się jednak coś, co zapadło Kubie mocno w pamięć.

Siedział spokojnie na fizyce, kiedy Magda kiwnęła głową w jego stronę i przyłożyła do ust dwa palce, dając sygnał do wyjścia na papierosa. Nauczycielka jak zwykle siedziała na zapleczu, więc Kuba nie namyślając się wziął ze sobą plecak. Nie miał najmniejszego zamiaru wracać z powrotem na lekcję.

- Uff, myślałam, że tam zdechnę - westchnęła Magda, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi gabinetu fizycznego - jeszcze dzisiaj nie zdążyłam zapalić i aż mnie kłuje w płucach...

- Ja zdążyłem już dzisiaj wypalić pół paczki - przymrużył żartobliwie oko Jakub - I wyobraź sobie, że też mnie kłuje w płucach. Chyba nawet bardziej niż ciebie...

- Cześć, Kasia! - zawołała nagle Magda.

Kuba spojrzał i zobaczył przed sobą Kasię z IIc. Kasia była malutka, miała twarz aniołka, nosiła potwornie wyciągnięte swetry, szerokie spodnie, chlała tanie wino i ponoć była lesbijką. Takie przynajmniej krążyły po szkole plotki.

Kasia dosyć mocno interesowała Kubę. Nie jako dziewczyna, tylko jako ciekawy człowiek. Bo kim może być osoba o tak bezkompromisowo luzackim sposobie ubierania się i stylu życia? Tak jak w każdym, w nim też tkwiło pragnienie zrozumienia innych, pojęcia zasad, jakimi się kierują.

Okazało się, że Kasia też szła zapalić. Poszli więc w trójkę do damskiej ubikacji. Usiedli na podłodze, przy czym Kuba specjalnie zajął takie miejsce, żeby móc obserwować Kasię.

Przyglądał się jej twarzy i zaczynał czuć coś takiego, jak na widok małego dziecka. To nie była twarz właściwie, to była twarzyczka z maciupkim noskiem i usteczkami, okolona blond włosami. Żywcem wycięta ze stron poświęconych dzieciom w niemieckich żurnalach firm wysyłkowych.

Rozmawiali o imprezach, Kuba wspomniał ze śmiechem (teraz mógł sobie już na to pozwolić) o swoich przeżyciach posylwestrowych. Kasia ożywiła się:

- A to ja też tak miałam, trochę podobnie, co nie? Zachciało nam się na sylwestra faceta, razem z kumpelą, no to wzięłyśmy sobie pana domu, co nie, poszłyśmy z nim do kibla, a tam w ogóle szyby nie było w drzwiach, Baśka na samym początku imprezy wybiła... No i w tym kiblu żeśmy go we dwie, wiecie, nie? To znaczy - nie kochaliśmy się, ale wiecie... A tam stał taki łepek i patrzał się przez tą wybitą szybę, bekę miał nieziemską...

Kuba spojrzał na nią jak trafiony piorunem. Kontrast między tym co usłyszał, a wyglądem rozmówczyni zwalał z nóg. Przyszło mu do głowy, że Kasia może koloryzować, wyczuł w jej głosie coś nie do końca szczerego.

Postanowił to sprawdzić.

- A trzeźwe byłyście? Czy może jakieś dragi? - zapytał gasząc papierosa.

- Nie, dragi nie... Wtedy tylko się najebałam, co nie? Ale tak w ogóle to cały tydzień ostatni jechałam na amfie... Widzicie, jakie mam strupy na dole nosa? Pod koniec już nie mogłam wciągać, to brałam na język, mam teraz tak popalony, że jeść prawie nie mogę.

- Ale po co to wszystko, miałaś tyle do nauki, czy tak sobie brałaś? - zapytała Magda. Kubę uderzył brak zdziwienia w jej głosie, pytała się zupełnie jak o pogodę w zeszły czwartek. A przecież, do cholery, tygodniowe dopalanie nie jest, mimo wszystko, normalne.

- Nie, nie, miałam tyle do nauki. Właściwie to w tym tygodniu też powinnam brać, ale już dałam spokój, bo w sobotę się obudziłam i aż mnie trzęsło... Wiedziałam, że albo szybko skoczę załatwić jeszcze trochę amfy, albo przyjaram, albo się chociaż najebię, bo na czysto całego dnia nie przeżyję.

- Fiuuu, ładne buty - mimowolnie gwizdnął Kuba.

Przez chwilę panowała cisza, Kasia zapaliła kolejnego papierosa, po czym ni z tego ni z owego, bez większego ładu i składu, zaczęła mówić dalej:

- A moja kuzynka jest teraz w ciąży. Umówiła się z facetem, przyjarali oboje, poszli do łóżka, bez zabezpieczenia, 'no bo po co nam zabezpieczenie', nie? I teraz jest w ciąży. Siedzimy ostatnio, ona, ja i moje dwie kumpele i ona tak - 'nie będę paliła, muszę dbać o dziecko'.

Nie wnikam w to, że wypaliła pół paczki, to jeszcze mówi: 'Jak tylko urodzę, muszę iść na jakąś kwachową imprezę. Trzeba nadrobić zaległości.' No to maks, co nie?

- Maks - zaśmiał się nieszczerze Kuba - W sumie nie ma jak kwachowe imprezy - rzucił. Nigdy w życiu nie był na kwachowej imprezie, ale cholernie zależało mu na sprowokowaniu Kaśki do dalszego gadania. Udało się podejrzanie łatwo:

- No, jak byłam jakiś czas temu na takiej trochę acidowej właśnie, to zarzygałam dosłownie cały domek. W kuchni na podłogę, do kibla, do umywalki w łazience... Tam film w ogóle kręcili kamerą, a ja latałam najpierw w bieliźnie, a potem całkiem goła. Potem starzy pana domu obejrzeli sobie kasetę i wolę się tam już więcej nie pokazywać...

- Ty, to ty niezła przekręciara jesteś! - nie wytrzymał Kuba - A przypalasz często czy tylko na większych imprezach? - zapytał. Był przekonany, że ta panienka jednak nie blaguje. Zbyt łatwo mówiła o takich sprawach i trochę za naturalnie wyglądała. Takich odbić raczej nie można symulować.

- Tak dosyć często, co nie? Wiesz, jak przyjdą kumpele do mnie... Ostatnio siedziałam z kumplem, takim Detlefem, i Baśką, i przyjaraliśmy, nie? i w ogóle takie filmy nam się nakręciły, że przepraszam. Baśka latała po podłodze i warczała, Detlefa pogryzła, bo jej się wydawało, że się z niej śmiał. Potem wsadziła mnie i Detlefa na jeden fotel i powiedziała, że jest Babą Jagą i będzie nas gotować, no to maks, nie? Ja zapaliłam i ona zaczęła wrzeszczeć, że z kotła się dymi... A potem poszła do kuchni i pokroiła w kostkę z kilogram marchewek, żeby było z czym nas jeść... Normalnie jak w bajce. W sumie, to jak byłam mała, nikt mi nie opowiadał bajek, więc chociaż tyle mojego, nie?

- Tak, tak - przytaknął Kuba z roztargnieniem. Znowu miał w głowie mętlik, a gdzieś głęboko paliło się czerwone ostrzegawcze światło. Czytał kiedyś 'Dzieci z dworca Zoo'. Pamiętał wyraźnie, chłopak bohaterki miał na imię Detlef! Czyżby ten tutaj przypadkiem nosił tak mało popularne przezwisko? Czy też może ta dziwna panienka dysponuje troszkę zbyt bujną wyobraźnią i lubi fantazjować na temat dopiero co przeczytanych lektur?...

Tego dnia zasypiając pomyślał, trochę bezsensownie, że właściwie to było diabelnie cenne doświadczenie. Mimo, że nie ma pojęcia, kim właściwie jest Kasia i ile jest prawdy w jej słowach.

Koła pociągu miarowo stukały. Kuba próbował przez chwilę liczyć te takty, ale wszystkie zlały się w jeden nieustanny hurgot. Odwrócił głowę i spojrzał na kolegów. Patryk gapił się przed siebie szklanym wzrokiem, a Piotrek spał.

- Niedługo powinniśmy być na miejscu - powiedział z trudem. Język mu trochę sztywniał, nie był w stanie wyartykułować niektórych głosek. Po wejściu do pociągu okazało się, że pani wychowawczyni w trosce o życie swoich uczniów postanowiła zmusić konduktora do zamknięcia przedziałów od zewnątrz. Posunęła się do tego, aby pozakładać na drzwi krótkie łańcuchy z kłódeczkami. Następnie wykrzyczała w przestrzeń krótką mowę, z której wynikało, że rozumie doskonale, że będą pić, bo zawsze piją, ale ona jest odpowiedzialna za ich bezpieczeństwo i z torów ich zbierać nie ma ochoty. Jeżeli ktoś będzie musiał siusiu - niech krzyczy, ona może się poświęcić i nie spać.

Odgłosy dobiegające z innych przedziałów i komunikacja zewnętrzna - przez okna - nie zostawiały cienia wątpliwości, że klasa zastosowała się do poleceń pani i wykorzystała w pełni możliwość upicia się w sposób prawie legalny.

Od samego początku coś jednak ciążyło w powietrzu. Nikt nie powiedział tego głośno, ale wszyscy czuli, że coś jest zupełnie inaczej niż powinno. Jakub sam dziwił się, dlaczego taki niewielki przecież szczegół, jak kłódki zamykające drzwi, urasta nagle do rozmiarów pogwałcenia jakichś elementarnych zasad współżycia społecznego, staje się równie bolesny jak policzek wymierzony w publicznym miejscu przez kogoś o wiele silniejszego, komu nie można oddać.

Kuba nie wiedział nawet, czy czuje się tak podle dlatego, że potraktowano ich jak gówniarzy, czy wręcz jak bydło upchane w wagonach, czy też tak bardzo boli go, że Ania jest w tej chwili w innym przedziale i bezpowrotnie ucieka czas, jaki mogliby razem spędzić. Drobna nieścisłość, polegająca na tym, że jak dotąd nie zamienili jeszcze ze sobą ani słowa i zupełnie nie wiadomo, dlaczego właściwie Ania miałaby spędzać czas właśnie z nim, całkowicie uchodziła jego uwadze.

Jakkolwiek bądź - czuł się paskudnie. 'Nauczyciel zgwałcił nasze dusze' - powtarzał sobie przy każdym kolejnym kieliszku. Zdawał sobie sprawę z pretensjonalności i kiczowatej estetyki swojego motta, ale nie mógł się oprzeć jego sile, tkwiącej właśnie w tej kiczowatej niezgodzie na "system" - czyli na szkołę, rodziców, policję i w ogóle wszystko, co posiadało jakąkolwiek władzę.

Dopiero kiedy stali już w dużym, jasnym holu pensjonatu, Kuba poczuł, że wraca do niego energia. Spojrzał przez okno na ośnieżony chodnik i zakręciło mu się w głowie. Ogarnęła go niezrozumiała euforia, połączona z tą pewnością, że wkrótce wydarzy się coś niezwykłego - a jeśli nawet nie, to przynajmniej będzie się można zalać.

- Idziemy! - krzyknął mu w ucho Patryk - Obudź się wreszcie. Pokój numer szesnaście.

Kuba spojrzał na niego nieprzytomnie i rozejrzał się. Ludzie już się porozchodzili, w holu zostały tylko pojedyncze osoby. Drgnął, widząc Ankę i Gosię próbujące podnieść jakiś potwornie wypchany plecak.

- Patryk, bez żadnych pytań - syknął, wskazując na dziewczyny - Idziemy pomóc tym panienkom w odniesieniu bagaży, rozumiesz?

Pat rzucił tylko okiem i bez zbędnych dyskusji kiwnął głową.

- Cześć dziewczyny! - rzucił Jakub beztrosko, czując równocześnie, że w ustach nie ma ani kropli śliny, a serce wali mu głośno i zupełnie głupio - widzę, że nie możecie sobie poradzić z plecaczkiem?

Anka odwróciła się i spojrzała na niego.

- Chyba rzeczywiście trochę za dużo zapakowałam... - powiedziała powoli - Czy mógłbyś być tak uprzejmy i nam pomóc?

Pod Jakubem ugięły się nogi. Stała przed nim nie głupia gąska z drugiej klasy liceum, która do pamiętnika wkleja zdjęcia Jean Claude Van Damma i kolekcjonuje piosenki o nieszczęśliwej miłości - tylko kobieta z klasą. 'Czy byłbyś tak uprzejmy... Jezu!' - pomyślał - 'To istnieją dziewczyny które potrafią tak mówić?'.

Właściwie wcześniej nawet nie przyglądał się Ance dokładniej, jak każdy facet zwracał uwagę tylko na ogóły. Teraz stał przed nią jak ślepiec, który odzyskał wzrok, zauważając wciąż nowe detale, tworzące obraz idealny.

Niebieski kolor oczu podkreślony był zapewne jakimś makijażem, jednak tak dyskretnym, że jego obecność można było odgadnąć tylko intuicyjnie. Z oczami kontrastowała czerwień pełnych, choć niewielkich warg. I chyba w tych ustach ukryta była tajemnica mocy, z jaką wygląd Anki działał na Kubę - dolna warga wysunięta była nieco do przodu - i chociaż Kuba nigdy nie potrafił tego zamknąć w słowach - ale przecież zawsze kojarzyła mu się z delikatnym obrzękiem, jaki pozostaje po zbyt namiętnych pocałunkach.

- Do którego pokoju? - zapytał wreszcie.

- Pięćdziesiąt siedem, na pierwszym piętrze.

- Piękny pokój - powiedział Kuba kładąc plecak na podłodzie pokoju numer pięćdziesiąt siedem. Wyprostował się i przysunął do drzwi, w których stał Patryk. Przez chwilę patrzeli na siebie, po czym Jakub odwrócił się i, patrząc na Ankę, zapytał:

- A co robicie dzisiaj wieczorem, dziewczyny? Bo mamy zamiar zrobić małą imprezę u nas, w szesnastce.

- Właśnie - potaknął głupio Patryk, patrząc na Gosię.

- Prawdę mówiąc - nie wiem... - mruknęła Anka - A kto ma być?

- Wy dwie i nas dwóch - rąbnął Pat - I sporo narkotyków.

Pod Kubą ugięły się nogi. Był pewien, że tym razem Patrykowi udało się spłoszyć panienki na dobre.

- Ach, to w porządku - uśmiechnęła się Ania - Przyjdziemy, prawda Gosia?

- Prawda - niepewnie zgodziła się Gosia.

Kuba mrugnął na Patryka i obaj wyszli. Kiedy tylko zamknęli za sobą drzwi, Jakub warknął przez zaciśnięte zęby:

- Kurwa mać, nie mogłeś delikatniej jakoś? Mało brakowało, a takiego chuja byś miał, a nie imprezę!

- Oszalałeś? - spojrzał na niego Patryk - Przecież ja znam Ankę! Ty myślisz, że ona się przejumje takimi drobiazgami?

Kuba poczuł niemiłe piknięcie na myśl o drobiazgach, którymi nie przejmuje się Anka.

- Możesz się nie martwić, będzie twoja - dorzucił Pat.

- Nie twoja sprawa - zdenerwował się Jakub.

- Jasne... Ślepy by zauważył. Rób tam co chcesz, ja jestem zdecydowany pozbawić dzisiaj w nocy twoją koleżankę z klasy zbędnego ciężaru dziewictwa. Tak mi dopomóż Bóg. - dodał Patryk cynicznie.

- Gosię? - zdziwił się Kuba - Ona jest raczej spokojna... Nie bądź taki Casanova, stary. Nie pomoczysz sobie dzisiaj.

- To się jeszcze okaże - mruknął Pat i skręcił do wyjścia - Idę kupić lufę, bo wydaje mi się, że nie mamy... A, i piwo. Kupić ci też?

- Kup - zgodził się Kuba bez przekonania i wyciągnął z kieszeni klucz.

Po godzinie piła już cała wycieczka, w związku z czym nikt nie przebywał we własnym pokoju. Naturalne rotacje połączone z wielkimi migracjami do tych pokojów, w których mogły się jeszcze znajdować jakieś zapasy trunków spowodowały absolutnie losowe rozmieszczenie wycieczkowiczów na terenie pensjonatu. Dopiero około dziewiątej wieczorem to wstępne picie zaczynało przygasać, dawały o sobie znać trudy podróży. Ludzie powoli, poziewując, zaczynali schodzić się w miejscach przeznaczonych im do spania; nie znaczy to czywiście, że przestali chlać - wręcz przeciwnie, teraz dopiero wyciągali chowane dotąd z pijacką pazernością zapasy i rezerwy. Powoli wszystkich ogarniało to fatalne oszołomienie, pojawiające się zawsze, ilekroć alkohol spożywany jest po jakimś dużym wysiłku czy nieprzespanej nocy. Siedzą pod ścianami, opierając głowy na rękach i nie patrząc na innych, szesnastoletni, wkurwieni, zmęczeni, niedopici. Są wielcy, są odważni, biją sportowe rekordy w rwaniu dup na czas, na głupi bajer, na ilość i na jakość. Jedyne dziewczyny, do których boją się podejść, to te, które tak naprawdę im się podobają i które kochają tą swoją kretyńską, niedojrzałą, szaloną i jedyną miłością i które posiadają codziennie tuż przed zaśnięciem.

Siedzą szesnastoletnie, łamiące pierwsze bariery, smakujące po raz pierwszy w życiu alkohol, już wkrótce palące papierosy. Za kilka miesięcy jedna z nich straci cnotę na jachcie, kochając się ze swoim chłopakiem, przerażonym o wiele bardziej od niej; inna w cztery dni po swoim pierwszym razie napisze w pamiętniku z emfazą: "tęsknię do dzieciństwa, które bezpowrotnie utraciłam", a za chwilę pobiegnie łasić się do tatusia i prosić, żeby w niedzielę zabrał ją do MacDonalda. Któraś z nich pozna dwudziestokilkuletniego chłopaka, która ją bardzo pokocha i będzie codziennie przyjeżdżał w odwiedziny - oczywiście tylko dopóki jej nie zerżnie. Jeszcze inna będzie odwiedzać wszystkie imprezy, upijać się i prowokować, nie oddając się jednak nikomu. Dopiero kiedy wszyscy będą pewni, że po pijaku jest nie do wyjęcia, odda się zupełnie bezsensownie przygodnemu znajomemu.

Siedzą pod ścianami, oparte o kaloryfery, przyszłe panie doktor, sędziny, pracownice naukowe, nauczycielki, agentki ubezpieczeniowe, tłumaczki przysięgłe, matki dzieciom, matki Polki, żony mężom, kochanki mężczyznom. A wszystkie już teraz w myślach kurwią się z tym jedynym, wymarzonym, na całe życie; z tym jedynym, który teraz siedzi w pokoju obok i hałaśliwie opowiada o swoich erotycznych dokonaniach, starając się równocześnie ukryć wzwód wywołany własnymi opowieściami.


słaby+ 9 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
:P:)
:P:) 18 grudnia 2006, 17:08
lool:Pbeka..
Lola
Lola 8 maja 2007, 14:48
nuda.....................
540 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2001

Pawel Wisniewski

36
3 teksty

Inne teksty autora

Popelina#2

Pawel Wisniewski, opowiadanie

Popelina#1

Pawel Wisniewski, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło