Pewien Grek dawnymi czasy
Był szewcem
Sandały które szył podobały się wszystkim
Jego żona była dumna z męża
Robiła mu potrawy z oliwkami oczywiście
Na wszystkie sposoby jakie mógł sobie tylko wyobrazić
Mieli dzieci
Posiadali dom nad którym czuwała Hera
Po skończonej pracy ów Grek siadał na ganku i podziwiał
Płomienny zachód słońca
Jego życie toczyło się w ustalonym porządku
Lecz kiedy miał już trochę oboli
Kupił uczone dzieło
A potem następne
I następne
Nie mógł doczekać się kiedy skończy pracę
By czytać
Kiedy skończyły się monety w domowym skarbczyku
Kupował kolejne zwoje zamiast chleba
Zaczął gorzej pracować
Naprawiał już tylko stare obuwie
I czytał nowe dzieła
Jego żona płakała
Kiedy siedział pewnego razu na ganku swojego domu
Wydało mu się że jest nikim
Że przeminie
Poczuł ogromny smutek i żal
Stał przy posągu boga w świątyni
Żagiew rozświetlała święte miejsce
Dyszał i drżał
Patrzył w oczy bóstwa
Zauważył w nich pogardę
Chciał krzyknąć lecz strach dławił jego gardło
Cisnął ogień
Świątynia ożyła blaskiem wielobarwnych płomieni
Wtedy uciekł z niej
Ale dał się pojmać
Proces był jego dniem chwały
Mógł powiedzieć swoje imię głośno
I wszyscy słuchali
Mógł powiedzieć co zrobił
I wszystkich to przerażało
Mądrzy Grecy skazali go na wieczne zapomnienie
I co z tego
Znam jego imię
"Na wszystkie sposoby jakie mógł sobie tylko wyobrazić
Mieli dzieci" - to ciekawe bardzo :)