Gwałt (opowiadanie)

Jacek Kacprzak

Szła wolno aleją parkową chłonąc ta specyficzną atmosferę resztek lata. Nie była sama. Max obserwował ją bardzo uważnie od dłuższego czasu. Patrzył jak wolno sunie pośród drzew , delikatnie kołysząc biodrami. Mlasnął z zachwytu.
Była już wczesna jesień. Dni są wtedy znacznie krótsze, ale w ciągu dnia jest wciąż ciepło i przyjemnie. Taki okres w roku, kiedy najprzyjemniej jest spacerować, oczywiście jeżeli właśnie nie pada deszcz. Dzisiaj było sucho, bezwietrznie i wyjątkowo przyjemnie. Słońce świeciło radośnie. Była wprost wymarzona pogoda na spacer.

Szła wolno aleją parkową chłonąc ta specyficzną atmosferę resztek lata. Nie była sama. Max obserwował ją bardzo uważnie od dłuższego czasu. Patrzył jak wolno sunie pośród drzew , delikatnie kołysząc biodrami. Mlasną z zachwytu. Dawno już nie widział w tym miejscu tak pięknego zjawiska. Był nawet skłonny stwierdzić, że w ogóle nigdy nie widział nic równie pięknego. A widział i doświadczył już naprawdę dużo.

Wolniutko podążał za nieznajomą nie spuszczając z niej oczu. Jego pożądanie rosło z minuty na minutę. Gdy patrzył na jej piękne ciało, ogarniał go ogień. Miała niesamowite nogi. Najpiękniejsze jakie można sobie tylko wyobrazić. Przełknął ślinę. Złapał się na tym, że jego mózg przestaje działać racjonalnie. Do głosu zaczynała dochodzić natura. Nie lubił tego, ale taki już był. Nieznajoma była jedyną rzeczą, którą w tej chwili dostrzegał, a chęć jej posiadania jedynym celem. Już dawno temu pogodził się z faktem, że taka chwila przyjemności potrafi później gorzko smakować. Cóż, nieraz za to zapłacił, jednak nigdy nie żałował.

Nieznajoma skręciła w małą, rzadko uczęszczaną, boczną alejkę. Stąpała delikatnie pośród pożółkłych liści i w promieniach jesiennego, popołudniowego słońca wyglądała olśniewająco. Dla Maxa była ona nie tylko piękna, ale również wprost przepełniona seksem. Max nie zwracał uwagi wyłącznie uwagi na jednostki piękne. Interesowały go tylko te, które oprócz zniewalającej urody posiadały również sexapeal. Dzisiaj spotkana nieznajoma pod tym względem była absolutnym ideałem. Max wyraźnie zaobserwował, że zdawała sobie z tego sprawę, wykorzystując wszystkie swoje wdzięki do imponowania otoczeniu i doprowadzając Maxa do wrzenia. Z każdym krokiem jej kroki stawały się coraz bardziej miękkie a kołysanie biodrami wyraźniejsze. Od czasu do czasu rzucała delikatne spojrzenia na boki , jakby nie zauważając obecności Maxa, ale on wiedział, że stara się go dostrzec.

Jego umysł był nastawiony tylko i wyłącznie na jedną rzecz, a wszystkie sygnały, które od niej otrzymywał zostały zinterpretowane w sposób jednoznaczny. Jako sygnał do natychmiastowego podjęcia akcji. Był wystarczająco doświadczony, by wiedzieć, co należy teraz zrobić. Należy najzwyczajniej odepchnąć od siebie wszystkie myśli, naprężyć się i gwałtownie zerwać do przodu i biec przed siebie tak szybko jak jest to tylko możliwe, aż do utraty tchu. Ona w tym samym momencie, w którym on zerwie się do przodu, albo rzuci się do bezsensownej ucieczki, albo co częściej zdąża się w takich sytuacjach, sparaliżuje ją strach i nie będzie mogła wykonać nawet najmniejszego ruchu przyglądając się przerażonymi oczami całej sytuacji. Gdy ją dopadnie, bezlitośnie przewróci na trawnik tak, żeby poczuła jaki jest silny, że nie ma najmniejszych szans na ucieczkę, a jedyne co może zrobić, to poddać się bezwolnie. Być może pozwoli jej wyrwać się na chwilę, tylko po to, aby w jej głowie zaświtała nadzieja, że uda jej się uciec, ale za chwilę znowu ją dopadnie i po raz kolejny przewróci na ziemie. Gdy już będzie ją miał pod sobą, ciężko dyszącą ze zmęczenia i na wpół omdlałą ze strachu, być może nawet broniącą się nieporadnie, chwilę poczeka upajając się jej przerażeniem, a potem ją posiądzie. Tak, dokładnie tak zrobi!

Przystanął na chwilę, aby przygotować się do ataku. Naprężył wszystkie mięśnie i przygotował do skoku. Niemal w tej samej chwili poczuł silne szarpnięcie w okolicach szyi.

- Wiem, co sobie myślisz piesku – usłyszał głos swojego pana biegnący gdzieś z góry – Ale wiesz dobrze, że tak nie wolno robić. Musisz zostać przy nodze.

Max miał ochotę zawyć z bólu i wyrwać smycz z ręki pana, jednak parę zdecydowanych szarpnięć przywołało go do porządku. Mógł jedynie obolałym wzrokiem patrzeć jak piękna wyżlica znika w głębi parku.


niczego sobie 58 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Deperdussin
Deperdussin 4 sierpnia 2004, 15:28
Tekst jest genialny! Trochę niedociągnięć stylistycznych pod względem konstruktywnego budowania zdań, ale sama fabuła, a w szczególnoście jej zakończenie, wyśmienita!
lolek
lolek 21 września 2006, 12:28
To znaczy że to tylko zwyczjny pies . ? Kundel . ?
PAulina :)
PAulina :) 4 kwietnia 2007, 20:49
to dobrze zrozumilam to byl pies :P NOOom Moze byc :)
āļā;-)
āļā;-) 23 lipca 2017, 19:18
Jest ok ale morze więcej powinno być jakiegoś lizanka itp. No wiecie o co mi chodzi pozdrowienia dla autora i czytających
...
... 18 listopada 2018, 21:20
Okej...zryło mi czachę
Prank
Prank 21 grudnia 2018, 14:23
To pies?
20 151 wyświetleń
przysłano: 11 pazdziernika 2001

Jacek Kacprzak

47
2 teksty
Czy warto?

Inne teksty autora

Nocą

Jacek Kacprzak, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło