Gramatyka uczuć (opowiadanie)

strzała

Ktoś przewróci wazon z kwiatami, który rozpadnie się na setki małych, niesymetrycznych kawałków, a ktoś zaśnie w łazience oparty czołem o porcelanową krawędź sedesu. A ty pijąc kolejną wódkę sokiem malinowym i tobasco zobaczysz kątem oka dziewczynę w niebieskich dżinsach i białej koszuli, która siedząc na parapecie będzie patrzyła przez okno na podświetlony, neogotycki kościół.

A kiedy czegoś tak bardzo pragniesz, tak każdą częścią swego ciała, każdym porem twojej białej skóry, to wiesz, że musi chodzić o nią. O kobietę. Tylko o którą ? Bo jest ich przecież wiele, setki, tysiące, miliony kobiecych istnień czekających na przecięcie się w szarej przestrzeni tych dwóch, wcześniej nie zależnych od siebie chwil. Chwil, które muszą się zderzyć i przeniknąć przez siebie nawzajem. Bo może to właśnie chodzi o ciebie i o twoje urwane z całości spojrzenie.

Może opierając się plecami o czerwoną ścianę z cegieł, gdzieś w knajpie na strychu jakiejś starej kamienicy znad pełnego kufla piwa kątem oka przez wąskie okno mansardy zobaczysz przejeżdżający powoli samochód. Może to właśnie w tym samochodzie siedzi dziewczyna, która zawiera w sobie pasującą do twojej chwilę. I wiem, że nie zwrócisz uwagi na to zdarzenie, bo będziesz zajęty rozmową z jakimś człowiekiem, którego znasz już od dziewięciu lat i który uważa się za twojego najlepszego przyjaciela i to właśnie dlatego przepijasz z nim pieniądze w knajpach gdzie piwo podaje się z cytryną. I chociaż przejeżdżający samochód rozpłynie się w setkach bodźców docierających do twoich zielonych oczu, to przez chwilę poczujesz się dziwnie i nieswojo i delikatny dreszcz przemaszeruje po regularnych kręgach twego kręgosłupa.

Dokładnie to samo poczuje dziewczyna, która jadąc do kina przejedzie obok starej kamienicy z wąskim oknem.

I wiem, że kilka tygodni później będziesz sam szedł przez park, który będzie cały przykryty białym puchem. A gałęzie drzew rosnących wzdłuż alejki będą trzeszczały pod ciężarem iskrzącego się śniegu. Będziesz miał ręce w kieszeniach, buty całe w białym śniegu, a głowę całą w poplątanych myślach kołujących wokół pogrzebu twego dziadka. A jedna z tych myśli, ta najjaśniejsza , najbardziej wyraźna, wbije się w twoją głowę niemal rozszczepiając ją na pół. A będzie to wspomnienie o małym chłopcu, który myśląc, że go nikt nie widzi wsadził palec w ucho martwej głowy twego za starego dziadka.

I nagle z tych rozmyślań wyrwie cię mały pies, który zawinie ci się gdzieś między nogami. Spróbujesz go pogłaskać i wtedy usłyszysz nawoływanie – Chmura, Chmurrrra – i pies ucieknie zostawiając za sobą mikroskopijne ślady na białym jak obrus śniegu. Rozejrzysz się jeszcze za źródłem głosu, ale nie zobaczysz nikogo za przybranymi w biel sosnami. Poczujesz jedynie te dziwne dreszcze biegnące z dołu gdzieś wzdłuż kręgosłupa.

A jeszcze później gdzieś na początku wiosny, kiedy pierwsze, zielone plamy pokryją podłogę twego miasta, a drzewa powoli będą ubierać swoje kolorowe płaszcze znajdziesz się razem z jakąś dziewczyną, której potem imienia nawet nie będziesz pamiętać, na imprezie w jednym z tych staruch bloków, które niczym bruzdy na twarzy starca szpecą twoje miasto. I będzie tam dużo ludzi, którzy zdążyli już poprzecinać twoje życie w różnych miejscach. Będzie mnóstwo czerwonego wina, zimnego piwa i czystej jak łza wódki, która wybierze ciebie. A w pokoju, tym wychodzącym na ulicę będzie stała stara, trzydrzwiowa szafa z pękniętym lustrem przy którym pierwszy raz pocałujesz w szyję dziewczynę z którą tu przyszedłeś.

Ktoś przewróci wazon z kwiatami, który rozpadnie się na setki małych, niesymetrycznych kawałków, a ktoś zaśnie w łazience oparty czołem o porcelanową krawędź sedesu. A ty pijąc kolejną wódkę sokiem malinowym i tobasco zobaczysz kątem oka dziewczynę w niebieskich dżinsach i białej koszuli, która siedząc na parapecie będzie patrzyła przez okno na podświetlony, neogotycki kościół.

I podejdziesz do niej powoli jak kot przedzierając się przez gęsty, papierosowy dym, który wsiąknie na długo w twoją zieloną koszulę. A patrząc na nią zaczną ci się pocić ręce i lekka armia dreszczy przemaszeruje po twoich plecach. A kiedy będziesz już blisko i wejdziesz w jej zapach zobaczysz jaka jest piękna i spodobają ci się jej długie, czarne włosy, biała skóra i duże, mądre oczy. A ona czując twój wzrok spojrzy na ciebie niosąc w swoim spojrzeniu coś tak bardzo ci znanego, coś co rozleje się po twoim wnętrzu jak ciepły dotyk słońca. I wyszepcze do ciebie rozchylając ciemno czerwone wargi - Witaj – po czym wstanie, a przechodząc obok przeleje na ciebie swój zapach który od tej chwili będzie ci się kojarzył tylko z nią i usiądzie na kolanach łysiejącego blondyna w za dużych okularach, który pogłaszcze jej włosy przekładając puszkę z piwem do drugiej ręki. I wtedy rozpłyniesz się na tysiące małych istnień gubiąc gdzieś całą magię bycia, które straciło właśnie sens. Wrócisz do dziewczyny z którą tu przyszedłeś a w drodze powrotnej obrzygasz jej kurtkę w taksówce nadwyżką wódki z sokiem malinowym i tobasco i zapamiętasz to do końca życia.

A chwila którą nosisz w sobie na zawsze pozostanie sama, chociaż będziesz próbował zaspokoić jej wycie subtelnym szeptem innych chwil, które zaczną po sobie następować nie łącząc się w całość z tym co całością nie będzie, choć jeszcze wiele razy przetoczy się gdzieś blisko przywołując to znane ci uczucie.

KONIEC.


niczego sobie 15 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
502 wyświetlenia
przysłano: 29 stycznia 2002

strzała

42
2 teksty
dużo chodzę po lesie

Inne teksty autora

Dobra dziewczyna

strzała, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło