Granice miłości (opowiadanie)

Marzena

   Wypiłam dzisiaj za dużo wódki, lubisz jak jestem pijana. Nie za mocno. Dobrze, przebiorę się w te nowe fatałaszki, lubisz jak jestem wyuzdana. Nie za mocno. Pończochy mają koło kostki wzorek smoka. Tylko, kto będzie dzisiaj ział ogniem. Pijana jestem bardziej bezwolna, podatna i ulegam kaprysom, twoim, moje też ważne. Pytasz jak i czy pozwolę. Tak, jestem teraz spełnieniem twoich życzeń. Tęsknisz kiedy wyjeżdżasz. Ja też, najbardziej kocham kiedy ciebie nie ma. Zegar z Japonii znowu gra melodię wspomnień. Wyjechałeś na długo. Byłam zrozpaczona. Dzwoniłeś codziennie, jakbym miała zniknąć. Wiedziałeś, że lubię znikać.

 

   Zawsze jestem skołowana jak nadchodzą święta. Wrażliwa i napięta czekam na wigilijną kolację. Teraz siedzę przy stole, chyba jest dwanaście potraw. Zostawiłam wspomnienia zamrożone w lodówce. Czekają na odgrzanie i okraszenie ciepłym masłem. To chyba ryba po grecku. Nie powinnam jej tak przechowywać, na pewno będzie zepsuta. Rodzina czeka na podzielenie się opłatkiem. Ta dzielność i moc życzeń jest obłudna, nigdy się nie spełniają. Ale wiara, że mogą zaistnieć jest taka słodka. Zaczynam wierzyć, że istniejesz, że duchy przychodzą w tę noc na spotkanie. Każdy czeka, aż zwierzęta odzyskają mowę. Pies albo kot zacznie mówić ludzkim głosem, może zaśpiewa kolędę. Dlatego ta noc jest taka niezwykła.

 

   Narożnik poczuł ciężar naszych ciał. Rozsuwa swoje części na drobne. Ja jestem na tobie, a ty trzymasz mocno moje biodra, potem piersi. Boisz się, że spadnę i nie wrócę. Lubię uciekać. Łapiesz mnie za włosy, głaszczesz. Jestem, bo kocham ale to tylko chwila. Jutro zapomnę. Dlatego pragniesz i nie odpuszczasz. Przyciągasz mocniej, wbijasz we mnie siebie. Żebym poczuła do kogo należę, kto jest moim panem. Pozwalam ci udowodnić sens naszej miłości. Teraz bardziej i mocniej naprężasz dłonie, które we mnie wytwarzają falę, mokrą, delikatnie spływającą z ud. To uwielbiasz, bo jest świadectwem, że rozkosz jak chleb zamienia się w wino. Spijasz ten sok, słodko. Ja też chcę poczuć jak smakuje twoje ciało. Pot piecze w otarciach naskórka. Za ostro mnie bierzesz, moja skóra jest delikatna. Dochodzisz, widzę jak zaciskasz zęby, a twarz purpurowa pęka. Chciałabym jeszcze, ale nie proszę o więcej, bo teraz cię kocham. Jutro, będę twoja tylko rano. Bo znowu zaczniesz mnie pieścić. Żebym nie uciekła.

 

   Nawet w autobusie czuje twój pot na sobie. W pracy zmęczona tobą nie mam ochoty na kawę. Znajomy prosi o współczucie i wysłuchanie. Może też pragnie, jak ty, abym bezwolna oddała siebie na tylnym siedzeniu w samochodzie. Wszyscy zakochani, zapatrzeni, jakby miłość była do sprzedania. Jakby ktoś rozdawał owoce na straganie.

 

  Przykra ta wigilia, brak prezentów. Nikt się nie uśmiecha, nie śpiewa. Siedzimy razem przy stole wspominając zmarłych. Choinka przechyliła się i krzywo patrzy. Powinnam bardziej ją ozdobić, powiesić więcej bombek. Może wtedy byłaby zadowolona. Gwiazdka na niebie jest taka piękna. Przypomina o chwilach, które zostaną w nas na zawsze. Przytulamy się wzajemnie, to daje nam moc i siłę istnienia. Rodzina, to największa radość. Nie potrzebujemy więcej. Wystarczy, że mamy siebie. Wiem, że ciebie nie ma.

 

   Latem zabrałeś mnie nad jezioro. To nagroda i kara dla mnie. Znów chciałam uciec, od ciebie. Dlaczego nie możemy się rozstać? Może we mnie jest magnes, który tak przyciąga. W namiocie spędzamy cały dzień, deszcz nie pozwala na spacer. Chyba znowu będziemy się kochać. Znów chcesz mi udowodnić do kogo należy moje ciało. Tylko zapomniałeś, że jest jeszcze dusza. Moja dusza jest wolna i nigdy jej nie dostaniesz. Ale rozbieram się i chcę twoich pieszczot. Krople deszczu miarowo uderzają w tropik namiotu. Zaczynasz delikatnie całować i rozsuwasz moje uda. W tym zagłębieniu jest cały wszechświat. Wiesz jak poukładać gwiazdy, abym mogła oszaleć i prosić o więcej. Niewiele mamy miejsca, zapadam się w materac, tak mocno napierasz na mnie. Nie mogę oddychać, jest mało powietrza. Twój zapach wypełnia niewielką przestrzeń. Uległam, bo kocham. Jutro zapomnę. Rano pójdziemy na spacer, jezioro będzie ciepłe. Zanurzę swoje ciało i będziesz mnie kochał. Nawet nie mogę spokojnie popływać.

 

   Pamiętam jak straciłeś przytomność. Upadłeś z impetem na regał w sklepie. Potem szpital i mnóstwo pytań. W takich chwilach obawy zostają spakowane do worka. Przestajesz się martwić, czy jutro będzie pogoda i podwyżka prądu. Siedziałam obok ciebie i nie mogłam uciec. Dlaczego nie chciałam odejść? -  Może powinnam. Nareszcie byłabym wolna. Jednak jestem blisko i trzymam twoją rękę. Chcesz pożegnać i pocałować. Może to koniec, a może początek. Żadne z nas tego nie wie. Medycyna potrafi czynić cuda. Mamy farta. Rano dzwonisz, że żyjesz i tęsknisz. Przyjeżdżam do szpitala i uśmiecham się do ciebie, a ty, do mnie. Idziemy razem do łazienki, myję twoje umęczone ciało. Jednak szybko odzyskałeś siły, znowu chcesz się kochać. Tylko jak? -  Tu nie ma miejsca. Nie będę rozbierała się w szpitalnej toalecie. Nie odpuszczasz. Biorę w usta twojego członka, szybko bo zaraz będzie obchód. Lekarz zauważy, że ciebie nie ma. To napięcie jest podniecające, czuję jak rośnie i wypełnia moje wnętrze. Znów łapiesz mnie za włosy i głaszczesz. Jestem, bo kocham. Ale, to tylko chwila. Ale, jej nie zapomnę. Nie uciekam. Doceniam każdą sekundę. 

 

   Jak dobrze, że skończyła się wigilia, pojedziemy razem na cmentarz. Pamięć jest przestrzenią jak kosmos.Wyrzuciłam z niej wszystkie spadające gwiazdy. Żadna nie spełniła moich życzeń. Uśmiechasz się z tej zakopanej w ziemi urny. Pamiętam ten uśmiech, szyderczy i zarazem miły. Doskonale wiedziałeś jaka jestem. Dlaczego wierzę w bajki, które sam mi opowiadałeś każdej nocy. Mówiłeś do mnie rankiem, będzie dobrze, a ja głupia wierzyłam. Wracałam wieczorem smutna, a ty znów snułeś opowieści. To chyba była miłość. Bezgraniczna, niezniszczalna, bo została w mojej duszy. Nie uciekam, wciąż jesteś ze mną.

 

P.S. Powiem wam, albo napiszę ;) że to milczenie to tragedia. Wolałabym, aby ktokolwiek napisał, że ten tekst jest beznadziejny, nie umrę od tej opinii. ;) A tak, nie mam pojęcia, czy pisać dalej, czy się powiesić!  pozdrawiam ;)


wyśmienity– 3 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Krzysztof Kowalski.
Krzysztof Kowalski. 2 stycznia 2020, 11:57
Mi się podoba styl twojego pisania tylko musisz pamiętać również żeby za bardzo się nie rozbujać i nie przekroczyć gdzieś granic przyzwoitości bo niektórych czytelników może to później zniesmaczyć. Ale tekst fajny ja bym na twoim miejscu dalej pisał coś tam w twoim pisaniu jest co przyciąga uwagę czytelnika.
Marzena 3 stycznia 2020, 07:54
Dziękuję za miłe słowa i motywację.
180 wyświetleń
przysłano: 30 grudnia 2019 (historia)

Marzena

52 Wrocław
39 tekstów 83 komentarze

Inne teksty autora

Granice miłości (fragment)

Marzena, opowiadanie

outing to the city

Marzena, wiersz

dinner

Marzena, wiersz

bez snu...

Marzena, wiersz

żegnam

Marzena, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło