pierwszy wiosenny wieczór (opowiadanie)

JRG

Kończyło się popołudnie, zbliżał się wieczór. Wiosenne wieczory mają to do siebie, że nawet jeśli nie wiem, który jest miesiąc, poznam, że zaczyna się wiosna.
„Nieważne co kto kiedy przeżył.

Ważne co zapamiętał”

[Gabriel Garcia Marquez]

*******

- Cześć, dokąd was podrzucić?

- Dzień dobry...jedzie pan może nad jezioro?

- Co prawda mieszkam trochę dalej, przy zaporze, ale mogę się przejechać - wsiadajcie!

Takim dialogiem rozpoczął się ostatni etap naszej podróży z Wetliny do Polańczyka. Słońce było jeszcze wysoko na niebie, ale można było odczuć, że ma już dość całodziennej pracy i niedługo schowa się za horyzontem. Gorące powietrze dawało się we znaki, dlatego tym radośniej usadowiliśmy się w klimatyzowanym samochodzie.

- Nie wiem jak wy, ale ja ostatnio odkryłem przyjemność płynąca z powolnej jazdy.

Gdy człowiek się nie spieszy, może w spokoju oglądać otaczający go świat.

*******

Kończyło się popołudnie, zbliżał się wieczór. Wiosenne wieczory mają to do siebie, że nawet jeśli nie wiem, który jest miesiąc, poznam, że zaczyna się wiosna. Świeże powietrze, dające się odczuć nawet w mieście, wypełnia ulice, wdziera się najdrobniejszymi szparami do domów, sklepów i biur.

Byłaś obok mnie. W miękkim fotelu, oświetlona delikatnym światłem mijanych latarni. Co pewien czas po twoich długich, prostych włosach ześlizgiwała się jasna smuga reflektorowego światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Nie mówiłaś nic, ale ja wiedziałem co czułaś. Cisza oznacza akceptację.

Bez pośpiechu mijaliśmy domy, drzewa i ludzi. Te pierwsze - jak zwykle ponure, szare, ale dzięki ogólnemu mrokowi nie tak przygnębiające jak za dnia. Te drugie - jak zwykle nieduże, można by rzec: miejskie. Jednak ta ich miejska karłowatość i coraz to mniejsza przestrzeń życiowa nie przeszkadzały im dumnie prezentować świeżych, zielonych liści. Ci trzeci - jak zwykle przygarbieni, anonimowi, zmierzający nie wiedzieć skąd, nie wiedzieć dokąd i w jakim celu.

Wieczorem dostrzegam więcej niż za dnia. Nie pytaj, z czego to wynika: nie znam odpowiedzi. Jesteś teraz ze mną, cały wieczór przed nami - może tobie się uda znaleźć odpowiedź?

Zauważyłem nieopodal znajomą twarz. Poznajesz tego starego Cygana? Siedzi tam, na barierce przy skrzyżowaniu. Jego długi brudnozielony, pamiętający zapewne niejedną przygodę płaszcz, zwisa swobodnie aż do ziemi, lekko kołysząc się na wietrze. Dookoła nie ma żywej duszy, nie licząc małego kota leżącego na balustradzie balkonu niecałe cztery metry nad głową pogrążonego w rozmyślaniach człowieka.

Za każdym razem gdy go widzę, myślę o tobie. Dziwisz się?

Ten człowiek grą na swoim akordeonie uprzyjemniał mi podróże do ciebie. Gdy wsiadałem do tramwaju, on zawsze w nim był. Myślę sobie teraz, że doskonale wiedział, dokąd jadę i po co. Korzystając z jakiegoś nieznanego mi sposobu zawsze mnie odnajdywał, gdy tego chciałem. Gdy mnie zauważał - ignorował resztę pasażerów, uśmiechał się delikatnie i grał już tylko dla mnie. A może dla nas?

Siedzi teraz tam, na biało-czerwonej, metalowej barierce, pudło z akordeonem położył naprzeciwko siebie, pod ścianą kamienicy. Siedzi i paląc papierosa obserwuje przejeżdżające samochody. Jak sądzisz, o czym teraz myśli? Może zastanawia się, czy w pobliskim sklepie za monety z sakiewki kupić bochenek chleba, czy lepiej oszukać głód kubkiem herbaty? A może tym papierosem żegna się z miastem, które dobrze poznał, i w którym jest mu już za ciasno? Same pytania. Dobrze wiesz co to znaczy, gdy się stawia pytania i samemu szuka na nie odpowiedzi...

A jeżeli faktycznie odjeżdża? Jeżeli po ostatnim zaciągnięciu się papierosem wstanie, zarzuci instrument na plecy i pójdzie na dworzec, aby wsiąść do któregoś z pociągów? Muszę z nim porozmawiać, podziękować. Wiesz dobrze, jak to jest. O przyjaciół trzeba dbać, a mam wrażenie że jego znam od dzieciństwa.

Ale...czy ty też to widziałaś, czy mam już omamy? Czy on zszedł z barierki, rozdeptał obcasem niedopałek, wypuścił z płuc ostatni kłąb dymu, spojrzał na nas zbliżających się, a na jego twarzy pojawił się...uśmiech? Szczery, szeroki uśmiech? Potwierdzasz...

Zaraz potem gestem silnego człowieka zarzucił sobie na plecy pudło z akordeonem, poszedł w dół ulicy i zniknął nam z oczu w półmroku.

Uśmiechasz się do mnie, odgarniając z czoła kosmyk włosów. Czy mówiłem ci już że masz piękne oczy, i że uwielbiam twój uśmiech? Nie? Nie szkodzi. Ty i tak to wiesz, tyle już jesteś ze mną że nie potrzebuję otwierać ust. Ty zawsze wiesz o czym chcę mówić. Chcę zwrócić twoją uwagę na włóczęgę – ty już go obserwujesz. Proszę o potwierdzenie tego co widziałem – starczy obrócić lekko głowę i już wiem, że nie śniłem. Nie muszę przypominać pięknych chwil spędzonych wspólnie w mijanym parku, bo twój delikatny uśmiech zdradza sięganie do wspomnień.

Zapaliłem papierosa, niebieskawy dym zaczął się powoli unosić i wypełnił po chwili wnętrze samochodu, aby zaraz uciec szeroko otwartym oknem. Wiesz dlaczego palę? Oczywiście, jakże mogę o to pytać.

Kolejne dawki nikotyny przywołały najdawniejsze nawet wspomnienia: przerażającą ciszę panującą na pierwszym spotkaniu, pierwsze letnie ognisko z koszmarnymi myślami i pustkę, której się obawiałem po twoim odejściu. Nieoczekiwanie jednak rzeczona pustka stała się moją radością, uczuciem spełnienia, a twoja obecność trwa od tego czasu ze zdwojoną siłą.

Jeszcze jedno skrzyżowanie, dwa zjazdy i już będziemy w przytulnym zakątku, w najpiękniejszym miejscu tego miasta, przed niskim budynkiem otoczonym ogrodem. Jesteś w domu. Siedzisz tam zapewne, jak co wieczór, na łóżku, i słuchając muzyki czytasz książkę. Płomyki palących się świec rzucają twój cień na jasnoszarą ścianę, a zawieszony w oknie witraż delikatnie stuka w szybę.

Przez uchylone okno wpadają do środka odgłosy rozwijających się liści, a im późniejszą godzinę wybija zegar, tym realniejsza jesteś u mojego boku.


dobry 15 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Maciej Dydo Fidomax
Maciej Dydo Fidomax 17 kwietnia 2002, 16:42
ładna, kojącą powolona jazda przez to co się przeżyło i ile z tego się zapamiętało.. niekiedy zbyt długie zdania wybijały mnie osobiście z rytmu (dosłownie dwa czy trzy), ale jest dobrze. Mi osobiście w tym tekście brakuję czegoś... unoszącego jeszcze wyżej.. wyżej gwiazd... :))
* m o d l i s h k a 17 kwietnia 2002, 21:54
bardzo mi sie podoba! wydrukowalam sobie ten text i jutro pokaze go znajomym w szkole:) chyba nic mi za to nie zrobicie? :))
hannah 26 maja 2002, 19:30
dotarlam tu moze pozno,ale tym milsza czekala mnie niespodzianka.Tekst jest po prostu piekny,lapie od pierwszych slow i nie puszcza.A klimat...ile razy czytales "Oczy niebieskiego psa"?opowiadanie jest wspaniale.Gratuluje i prosze o wiecej!!!
masaker
masaker 12 lipca 2004, 14:03
W istocie, przeżycia to nic, dopiero pamięć je uwzniośla. O ile jest co pamiętać. Dopiero wtedy można zastanawiać się, czy warto to opisać. W powyższym przypadku nie warto.
kociak
kociak 14 lutego 2007, 17:31
do dupy to jest nigdy czegos takiego gorszego niewidziałam to muj nr gg: 9098858 jak chcesz to zadzwoń
473 wyświetlenia
przysłano: 18 lutego 2007 (historia)

JRG

20
1 tekst 3 komentarze


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło