Babciu, co teraz będzie? (opowiadanie)

Mr Fixit

Cieszył się jak kilkuletnie dziecko, któremu udało się wyrwać łapkę swojemu pluszowemu misiowi...
Stał na końcu tramwaju odwrócony tyłem do reszty pasażerów. Patrzył na świat przez brudną szybę. Był banalny: uciekał przed bezdusznością i złem, jakie ludzie stworzyli dla swych dzieci. Pośród tego wszystkiego chciał być kimś innym dla samego siebie, kimś lepszym niż ci zwykli zjadacze chleba. Bezduszne automaty tańczące tak, jak zagra im aktualny kurs dolara, czy hossa na giełdzie. Na pewno było wielu takich jak on, lecz oni nie uciekali i zostawali tu godząc się na wszystko. Może banalna była sama idea cichego wymykania się, bo przecież dokąd? Owszem, czasem się narkotyzował, lecz daleki był od wszelkich uzależnień. Niekiedy potrzebował po prostu brutalniej zapomnieć o tym wszystkim...

Teraz pędził tramwajem, jakby to było conajmniej ferrari. "Byle dalej" -tłukło mu się po głowie. Budynki przemykały po obu stronach, a on cieszył się widząc, jaki szmat drogi jest już za nim. Z lewej strony wyłonił się na chwilę mercedes, lecz tramwaj sunął tak szybko, że wyprzedził nawet sportowy wóz. Był dumny z motorniczego. Cieszył się jak kilkuletnie dziecko, któremu udało się wyrwać łapkę swojemu pluszowemu misiowi...

-Babciu, co teraz będzie? -zapytał szeptem.

Stali nad grobem jego starszego o pięć lat brata. Przedawkował i pomoc przyszła za późno. Jeszcze przedwczoraj pomagał bratu w zadaniach z chemii, a dziś leżał sześć stóp pod ziemią obojętny na obojętność, przed która tak chciał się obronić.

"Będę lepszy niż wy wszyscy" -mawiał. Nikt go nie rozumiał, lecz nie było odważnego, żeby mu to powiedzieć. Szanowali go. Skończył studia z wyróżnieniem, był opiekuńczym bratem i kochającym wnuczkiem. Nigdy nie przeklinał, zawsze pomagał w domu, raczej spokojny, bardzo zamknięty w sobie. Nie zwierzał się ze swoich wątpliwości nawet jego Anecie, młodej studentce prawa, z którą związał się i z którą żył od dłuższego czasu. Czasem coś bąkał o bezsilności, ale mówił swym nierozumianym językiem i nikt nie wiedział o co mu chodziło.

-Co teraz będzie?

-Nic. A co chciałbyś, żeby było?

-Jak to "nic"? Przecież on był moim bratem, kochałem go! Mam tak po prostu przejść nad tym do porządku dziennego? Iść jutro na uczelnię? Nie myśleć o nim? Jak możesz tak mówić? Czy tobie był obojętny?

-Nie, nie był, ale...

-Nie rozumiem cię! -chłopak krzyknął przez łzy. -Dla mnie skończył się świat, a ty mówisz, że teraz nic niezwykłego się nie wydarzy? On umarł, nie pojmujesz?

Teraz płakali oboje. Przytulili się do siebie i starali nawzajem uspokoić. Stracili ukochaną osobę. Spojrzeli ostatni raz na grób i udali się do samochodu.

-Masz racje -powiedział, gdy dotarli do domu. -Masz rację, muszę o nim zapomnieć.

-Nie rozmawiajmy o nim. Pamiętasz, jak powiedziałeś, że wraz ze śmiercią Jacka skończył się twój świat? Jak uważasz, jest w piekle, czy w niebie?

-Oczywiście, że w niebie! Czy wyrządził komukolwiek coś złego?

-A teraz pomyśl: jeśli nie ma nieba?

-Nie rozumiem...

-Jeśli nie ma nieba? Ani piekła? To co wtedy? Gdzie pójdzie jego dusza?

-Nadal nie rozumiem... Przecież musi być po śmierci "coś". Dobre lub złe, ale zawsze jest.

-Otóż jeśli nie ma nieba i piekła, nagrody i kary, dobrego i złego, to została jedyna ostoja: nasz świat.

-Ale Jacek z niego odszedł!

-Odszedł z twojego, ale przecież ty i twój świat istnieją nadal.

Widzisz, każdy z nas żyje tylko w swoim świecie. Wyobraź sobie sześć miliardów takich planet, jak twoja, sześć miliardów układów słonecznych. W każdym z nich żyje dokładnie jeden człowiek. To jest jego własny świat, który rozpoczyna się wraz z dniem narodzin jego właściciela i w razem z nim gaśnie. To sprawa danej osoby, jak jej świat będzie wyglądał. Zauważ, że chociaż żyjemy zupełnie gdzie indziej, mamy możliwość rozmawiania ze sobą, lecz w moim świecie jesteś tylko aktorem grającym po to, żeby nikt nawet nie przypuszczał, jak jest naprawdę. Nie przenikamy się wzajemnie, nasze światy nie zachodzą na siebie, a stanowią jedynie iluzje świata jednego i wspólnego. Ty żyjesz uczelnia, swymi znajomymi, codziennymi zajęciami i tak naprawdę nic innego się w twoim świecie się nie wykształciło. Na twej kuli ziemskiej nie ma nawet Afryki, bo nigdy tam nie pojedziesz. Uczysz się o niej w szkole, oglądasz ją w telewizji i czytasz w gazetach, a to wszystko po to, by złudzenie świata wspólnego było jak najbardziej wiarygodne.

W każdym świecie inaczej też płynie czas i jest całkowicie niezależny od czasu gdzie indziej. To, że u ciebie jest teraz październik, nie oznacza, że u mnie nie może być akurat marzec. W świecie mojej nauczycielki od matematyki mogę mieć dopiero jedenaście lat. Chopin żyje do dziś, ale w swoim świecie, rozumiesz?

Otacza cię wiele kosmosów, a każdy z nich rządzi się prawami swego władcy. Jeżeli wierzą w Boga - jest Bóg, jeżeli w Buddę - jest Budda. Bez względu zaś na to w co wierzą, po śmierci są karani lub nagradzani. Wracają po prostu do swoich światów, co jest kara i nagrodą zarazem. Myślisz, że deja vu to tylko śmieszne uczucie? Czasami przypominasz sobie coś, co szczególnie zapamiętałeś podczas wcześniejszego pobytu w swym świecie. To właśnie jest właściwy dowód na istnienie tej złożoności światów.

-Wobec tego Jacek wróci? -chłopak z błyszczącymi oczyma wpatrywał sie w babcię.

-Tak, ale tylko do świata, w którym on żył. Ty już go nie spotkasz, chociaż on spotka ciebie.

-A czy ty boisz się śmierci babciu?

-Czego mam się bać? Przecież wiemy, ż dzieciństwo to najwspanialszy okres w życiu każdego człowieka.

Stał na końcu tramwaju odwrócony tyłem do reszty pasażerów. Patrzył na świat przez brudną szybę...

W pewnej chwili jego rozpędzony pojazd zaczął zwalniać. Był zupełnie sam. Wszyscy wysiedli wcześniej. Zaniepokojony spojrzał w bok. Tramwaj wjeżdżał właśnie na petlę...

"To nie może być prawda!" Jechał łukiem. Coraz wolniej i wolniej. W końcu tory nie mogły prowadzić wiecznie do przodu...

"To wszystko ma iść na marne?"

Wtedy motorniczy ruszył z pełna prędkością w kierunku, z którego wcześniej przyjechał. Gnał tak szybko, że wszelki pojazdy zostawały w tyle.

Ogarnęła go panika. Zaczął tłuc w szyby i drzwi. Lecz te nie ustąpiły. W końcu usiadł zrezygnowany na krzesełku i ukrył twarz w dłoniach. To był dla niego koniec świata...

Płakał jak kilkuletnie dziecko, które przez przypadek urwało łapkę swojemu pluszowemu misiowi...


niczego sobie 19 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Maciej Dydo Fidomax
Maciej Dydo Fidomax 18 lipca 2002, 14:45
ech fixit pisze coraz lepsze teksty... a to jak inne to mnie zadziwia.. i nawet jeśli filozofia babci to powtórzenie czegoś zasłyszanego.. to kiedy autor pisze o tym "misiu" to widać, że to ważny dla niego miś.. i o to chodzi :)

fixit.. pisz pisz pisz :)) bo naprawdę każdy twój tekst jest lepszy od poprzedniego :)
plagga 18 lipca 2002, 18:35
po przeczytaniu zaledwie 3 tekstów stwierdzam, że ten jest najlepszy... co mi się w nim szczególnie podoba: powrót do tramwaju i misia i zdanie szczególnie odbijające się w umyśle (przynajmniej moim) - "obojętny na obojętność, przed która tak chciał się obronić"
Mr Fixit 18 lipca 2002, 22:50
"...i nawet jeśli filozofia babci to powtórzenie czegoś zasłyszanego..."
fido, mylisz się.
lukasb 21 lipca 2002, 17:12
Ja również mam wrażenie, że filozofia babci jest pewną kompilacją, nie sądzę jednak, aby to w czymś przeszkadzało.

Dziękuję Autorowi, bo pomógł mi skrystalizować pewne przemyślenia. I jeszcze tylko jedno pytanie, być może prowokujące: czy babcine założenie, nazywanie innych "aktorami" - czy to nie egocentryzm? Nie krytykowałbym tego, jeśli tak, dlatego, że wszyscy jesteśmy egocentryczni, mniej lub bardziej. Ciekaw jestem tylko, czy właśnie to Autor miał na myśli?
Mr Fixit 21 lipca 2002, 18:06
jeszcze raz powtarzam, do obu panów :-) to nie jest niczyja kalka. lukas: nie, nie uważam tego za egocentryzm
:) 21 lipca 2002, 23:40
"...i nawet jeśli filozofia babci to powtórzenie czegoś zasłyszanego..."

to jest to filozofia naprawde dobra. podoba mi sie.
reszta napisana znow troche naiwnie, troche nastolatkowo...
ale coraz lepiej, coraz bardziej mi sie podoba, za filozofie 'wartosciowy' :))
netah 10 sierpnia 2002, 09:16
>>reszta napisana znow troche naiwnie, troche nastolatkowo...<<

z tego uczyniłbym główny zarzut pod adresem tego tekstu, który jest jakby zbyt krótki by przeknać mnie do tej filozofii, nie skłania mnie też ku jakimkolwiek przemyśleniom- może gdybym był wnuczkiem...

... ale motyw misia pierwszorzędny

podsumowując: dobrze skomponowana, ciekawa historia w słabym wykonaniu=> niczego sobie
568 wyświetleń
przysłano: 18 lipca 2002

Mr Fixit

39
6 tekstów 12 komentarzy
nie mnie się oceniać

Inne teksty autora

Dzień powszedni

Mr Fixit, opowiadanie

Potrzeba

Mr Fixit, opowiadanie

Plaża

Mr Fixit, opowiadanie

Botanik

Mr Fixit, opowiadanie

Zabiłaś!

Mr Fixit, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło