Literatura

Rachunek kamieni (wiersz klasyka)

Roman Brandstaetter

Przebudzony kamień jast bardzo zdziwiony.
Z przebudzenia wynika, że nie jest kamieniem.
Więc czym jest? Z jakiej materii zdziałany?
Niewielkie jest moje poznanie, niewielkie,
Moja wiedza jest skąpa, a to, co rozumiem,
Jest owocobraniem mojej słabej wiary.
Trud mój dopiero teraz się zaczyna,
Boże, który jesteś dla mnie większym ciężarem
NIż ja dla Ciebie.
A chociaż upadam pod Twoim brzemieniem,
Trawam pod nim,
Bo pragnę zasiąść
Na drugim brzego człowieka.
Na drugim brzegu brata,
Na drugim brzegu myśli,
Na drugim brzegu serca,
Przy stole pojednania,
Gdzie wszystko ma swój sens i ład,
Gdzie nie ma żadnych sprzeczności i złudzeń,
Gdzie duch nie walczy z oporem materii,
Gdzie ostry topór nie godzi w pień drzewa,
Gdzie krew nie płynie od ukłucia nożem,
Gdzie woda nie jest przeciwna ogniowi,
Gdzie nie istnieje szukanie i lęk.

Dlatego wierzę, chociaż owa wiara,
Która dla innych jest ojczyzną ciszy,
Dla mnie jest jeszcze jedną
Burzą.
Dlatego wciąż od nowa szukam Cie i szukam,
Jakby Cie za mało było w tym wszystkim,
W czym Cię nieustannie widzę i czuję.

Jesteś umęczony mną, Boże,
Ale ja również jestem umęczony Tobą.
Zerwane sieci w falach Genezareth,
Gorzkie modlitwy, piwnice, ciemności
I medytacje nad tajemną sprawą,
Dlaczego ginie sprawiadliwy mąż,
A zły zasiada w radzie człowieczeństwa,
Dlaczego mędrzec pada pod toporem,
A tłuste sadło żre włochaty szczur,
Dlaczego kłamie czarna zakonnica,
A Maria Curie była ateistką.
Kołowrót męki, niepokój sumienia
I karuzela grzechów, i upadek,
I to pytanie, od którego bolą
Wargi:
Powiedz, czy tę rzeczywistość
Może ocalić poezja?

A potem znowu wszystko od początku:
Zawiłłe drogi, zasadzki i sidła,
Zerwane sieci w falach Genezareth
I wizja kwitnącego figowca,
Który jescze wieczorem
Był uschniętym kikutem.

Boże nauki, serc i intuicji,
Pragnę odnaleźć nici, które łączą
Serce ze sercem, zjawisko ze zjawiskiem,
Pragnę odnaleźć kiełki wszystkich zdarzeń,
Ich sen i jawę, spoczynek i trud,
I te klęczące w naiwnej pokorze
Pyłki i ziarnka,
I te przeciwko Tobie zbuntowane
Góry gigantów,
Abym mógł wreszcie zrozumieć i pojąć,
Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu,
Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu,
Jak żyć, by nie złamać
Twego imienia -
Ja, celnik, który kiedyś
Bedę Cię błagał o kromkę wieczności
JAk o kromkę chleba.

wyśmienity 41 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
yyy... 27 maja 2002, 20:43
Roman..... powiedz mi złotko.. kto kurwa teraz czyta wiersze??
nat
nat 1 stycznia 2007, 20:04
Piękne..nic dodac nic ująć ( Ja, celnik który kiedyś będę Cie błagał o kromkę wieczności...)
Natala *.*
Natala *.* 18 pazdziernika 2013, 19:36
Ten wiersz jest piękny *.* Zresztą wszystkie wiersze Romana Brandstaettera są piękne i cudne, warte pochwalenie *.*
"Celnik"
"Celnik" 5 stycznia 2017, 05:04
"... pragnę zasiąść
Na drugim brzegu człowieka..."
Czy MY tego nie rozumiemy?
A do "pana yyy" odpowiedź: Bez "ku..." ludzie CZYTAJĄ wiersze.
I dla Pańskiej informacji - Roman Brandstaetter umarł w 1987.
Miałem wielki zaszczyt poznać Mistrza osobiście.
"Celnik"
"Celnik" 16 stycznia 2017, 23:10
Dwukrotnie prosiłem o reakcję Administracji na obsceniczny post (yyy..." z 27 maja 2000.
Odpowiedzi brak.
"Celnik"
"Celnik" 30 stycznia 2017, 22:48
Redakcja zastrzega sobie prawo do odmówienia prezentacji i usunięcia prac, które nie prezentują niezbędnych walorów artystycznych. Zastrzegamy sobie także prawo do odmówienia publikacji lub trwałego usunięcia prac, komentarzy lub konta użytkownika bez podania przyczyny.
Skopiowane z Regulaminu.
przysłano: 18 pazdziernika 2000

Roman Brandstaetter

Inne teksty autora

Psalm o wcielonym złu
Roman Brandstaetter

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca