Literatura

Wieczny wędrowiec (wiersz klasyka)

Vicente Aleixandre

 

 

Szliśmy powoli, nie dochodząc nigdy,
Wyruszyliśmy o świcie, dawno, o tak, bardzo dawno temu.
Przemierzyliśmy drogi, stepy, ścieżki i równiny.
Ze srebrnymi skroniami chłostanymi biczem wiatru. Z włosami
zmierzwionymi kurzem, kolcami i gałęziami, czasem w kwiatach.
Nocą, uśpieni przy kojącym ogniu, słyszeliśmy ryk dzikich zwierząt.
A gdy poranek skraplał się nad nami, dochodził nas krzyk ptactwa.
Widzieliśmy jak grube węże kreślą swe pytania wijące się w pyle drogi.
I przeciągłą, odległą odpowiedź stada słoni.
Rosłe bawoły, bizony, głupawe hipopotamy, opancerzone kajmany, kruche kolibry.
Potężne wodospady gotowe ludzkie ciało porwać, niby liść.
I ożywczy powiew niewysłowionej bryzy.
I nóż tnący puszczę, i biel kłów, potężny potok bestii i ofiar rwący
łożyskiem płomieni.
Dotarliśmy do ludzkiej siedziby. Czarni i biali, smutek.
Mężczyźni, kobiety.
Dzieci niby pióra: Ciemne piórko - jęk jakiś, cień i zarys trzciny.
I płócien wielki, krągły na niebie i nad lepiankami.
I czarownik. I jego próchniejące zęby.
I tam-tamy w ciemnościach. I płomień, i śpiewy.
Ale czyja to skarga?
To nie las się skarży. To tylko cienie, ludzie.
To rozległa istota stworzona, naga, zapomniana.
Ogromne dziecko mroku, na którego widok zadrżałem.
A potem dalej w drogę. Wymarsz, inne stepy. Nowe niebo i nowe pogody.

Człeku wieczystej drogi, który to wszystko masz pod powiekami.
Człowieku, co o świtaniu, dawno, dawno nieskończenie, kiedyś wyruszyłeś.
Wysunąłeś do przodu najpierw jedną stopę, bosą.
Czy jeszcze pamiętasz?
A teraz, na chwilę znieruchomiały, jakbyś to wspominał.
Czas w drogę...

tłum. Hanna Igalson-Tygielska


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Mithril
Mithril 28 czerwca 2013, 07:39
"johny lello postanawia zostać bohaterem


rzecz dzieje się w przyszłości kiedy
w miejsce rządu powstaje nowy
a tajna policja za pomocą hipnozy
staje się niewidoczna gołym okiem

on znajduje w sardonicznej sytuacji
daleki hotel żużel lubię dźwięki stóp i kół
zachód słońca pomiędzy ludźmi

zakłada swój stylowy płaszcz nagle
karabin prototermodynamiczny wszystkich na podłogę
zwiewnie na przeciw kobieta o twarzy słoń

tutaj jakby taśma urywa się i widz nie widzi
do końca
że johny lello to pluszowy miś z kokardką"


>playing.angel<

..........................................a mi powyższa autorka zakorespondowała
kobieta ze złą buzią
kobieta ze złą buzią 28 czerwca 2013, 10:58
Twoja korespondencja niestety słabo koresponduje z moim trupem misia ukrytym w szafie:

"Lico przepaści jest czarne od zakochanych;
Słońce nad nimi to worek ślimaków;
Pierwsze rzeki wiosny kryją się w ich włosach.
Goliat zanurza rękę w zatrutej studni
I pochyla głowę i czuje w mózgu moje kroki.
Dzieci goniące motyle odwracają się i go widzą
Z ręką w studni i moim ciałem wyrastającym mu z głowy,
I ogarnia je strach. Rzucają siatki i wchodzą w mur jak dym."
....... [David Gascoyne "Salvador Dali" (fragment)]



a przy okazji grzebania w zapomnianych znalazłam inne tłumaczenie tego wiersza, chyba Koriena, a ponieważ maniaczę, to wkleję, bo lubię:



NIEUSTANNY WĘDROWIEC - Vicente Aleixandre

Szliśmy powoli, nie ustając nigdy.
Wyruszyliśmy tyle lat temu, o świcie, tak wiele lat temu.
Szliśmy przez drogi, stepy, ścieżki i równiny.
Siwe skronie chłostane szerokim wiatrem. Włosy okryte pyłem w cierniach, gałęziach, czasem kwiatach.
Słyszeliśmy ryk dzikich zwierząt, nocą, gdy sen zmorzył nas wokół kojącego ognia.
A o brzasku ociekającym kroplami słuchaliśmy krzyku ptaków.
I widzieliśmy potężne węże, co rysowały znaki zapytania, przeciągając się w pyle. I szeroką, odległą odpowiedź stada słoni.
Przysadziste bawoły i bizony, głupie hipopotamy, twardoskóre kajmany, wątłe kolibry.
I olbrzymie wodospady, gdzie ludzkie ciało osuwa się jak liść.
I oddech niezwykłej bryzy.
I nóż w puszczy i białe kły, wielki potop dzikich zwierząt i ich ofiar uciekających z płonących zarośli.
I dotarliśmy do osady. Czarni i biali, pełni smutku. Mężczyźni i kobiety.
Dzieci jak pióra. Ciemny puch, płacz, być może cień, pasmo sitowia.
I szeroki okrągły półcień na niebie, nad szałasami. I czarownik. I jego spróchniałe zęby.
I tam-tamy w ciemnościach. I płomień i śpiew.
O, kto się skarży?
To nie puszcza się skarży. To tylko cienie, ludzie.
Jest rozległa strefa stworzenia, zapomniana i naga.
Jest ogromne dziecko ciemności, które ujrzałem i zadrżałem z leku.
I znów wędrówka. Wyjście i step. Inne niebo, inne klimaty.

Człowieku wędrujący, który w twych oczach to nosisz.
Człowieku, który tyle lat temu o świcie wyszedłeś. zatraca się to w nieskończoności.
Wysunąłeś do przodu stopę, stopę pierwszą i nagą.
Przypominasz sobie?
I teraz w chwili zadumy, wydaje się, że pamiętasz o tym.
Idziemy dalej...





.
Mithril
Mithril 29 czerwca 2013, 14:00
no cóż :-)
przysłano: 27 czerwca 2013 (historia)

Vicente Aleixandre


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca