#155 (wiersz klasyka)

Berryman John

Nie mogę go sobie wybić, wybić z głowy.
Jemu mieszało się w głowie od lat
w komisariatach i w Bellevue.
Podjechał pod mój dom w Providence
ho ho o 8 rano w taksówce z Cambridge
i kazał jej czekać.

Chodził po pokoju i nie chciał śniadania
a nawet kawy, ba, nawet drinka.
Przemierzał pokój, powiedziałem Siadaj,
bo to mnie drażni, na chwilę usiadł,
potem znowu chodził. Gdzieś po godzinie ja wypiłem drinka.
On wrócił do Cambridge,

do dziś nie wiemy dlaczego przyjechał, ani po co.
Niejasna była jego misja. Misja prawdziwa,
ale niejasna.
Pamiętam tę iskrzącą przenikliwość kiedy był młody,
polot, żarliwość, talent, cały żywy młody
z nadwyżką miłości.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
905 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2010

Berryman John

Inne teksty autora

Podróżnik

Berryman John, wiersz klasyka

#154

Berryman John, wiersz klasyka

#156

Berryman John, wiersz klasyka

#28

Berryman John, wiersz klasyka

#283

Berryman John, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło