Schodziłem z wzgórza wzdłuż muru przy bramie, Gdziem dla widoku oparł się przez chwilę, By odwróciwszy się zobaczyć ciebie — Szłaś z dołu. Lecz w spotkaniu dnia tego jedynie Siady drobnych i dużych stóp w piasku się rysują Znak, że nas było mniej niżeli dwoje, A jeszcze nie byliśmy jak jedno. Aż ruchem Parasolki niepewność odcięłaś bez reszty. Przez cały czas rozmowy uśmiech twój się błąkał Ku czemuś, co przed sobą widziałaś na piasku, (O, nie ubliżał mi nic ten obyczaj!) Przeszedłem potem mimo tego, co minęłaś, Nim spotkaliśmy się, byś i ty przeszła mimo.