A na starym mieście spokój,
ludzie walczą z przeznaczeniem:
Oddam psa! wynajmę pokój!
Auto – sprzedam lub zamienię!
Walka trwa, są równe szanse,
wszyscy wciąż mają nadzieję,
zachwyceni śmierci tańcem
walczą ludzie z przeznaczeniem.
A na starym mieście spokój,
ludzie pieką psy z kapustą,
kiedy skończą będą w szoku,
będą mieć społeczność tłustą.
Wszędzie pachnie płynnym złotem,
złoto płynie niczym rzeka,
ciepły pies z gorącym kotem
są gryzione przez człowieka.
A na starym mieście nuda,
pies spogląda osłu w oczy,
ruszyć już mu się nie uda,
bo się w posąg przeistoczył.
Między nimi stoi kopiec,
patrzy z góry na mrowisko,
z zewnątrz ksiądz a w środku chłopiec,
który kiedyś zmienił wszystko.
A na starym mieście nuda,
wieczór idzie wolnym krokiem,
nie potrzebne żadne cuda,
aby wieczór stał się zmrokiem.
Wtedy nagle znika spokój,
spod ziemi wyłażą zmory,
stare miasto tuż po zmroku
jest niczym organizm chory.
W nocy wszystko się odmienia,
psy znów mają cztery łapy,
płacze krwią zbroczona ziemia,
a kamery to atrapy.
Obraz ranka mam już w głowie,
ranka który w przyszłym roku,
wtedy znowu sobie powiem:
„A na starym mieście spokój”.