Poranek (wiersz)

Doris

Nastał świt
Jak życiowo nie przegapić poranka,
Lecz czekać aż w mgnieniu oka
Z ciemności powiew dnia zapłonie
Unosząc aromat życia aż po zmierzch
::w
Z utulonego snu podnieść głowę
I oczy rozszerzyć.
Zapalić dotrzymując towarzystwa kropieniu,
Które siły oddaje roślinom żyjącym
Na potyczkę z prażącym Słońcem

Lecz oto się pojawia
Pani błysku najjaśniejszego
Wychyla się z gracją
Nieśmiało jednak trochę
Zerkając czy ktoś ją wita
Na dzień świata nowy
::w
I oto są ptaki śpiewające
Hymn powitalny na konarach drzew
Już robaki i polne myszki się panoszą
I my ludzie niezdarni zerkając w niebiosa
Machamy spracowanymi dłońmi
O pogodę prosząc

Niech nam wiatr i deszcze zwiewne dają moc człowieczą,
By zmysły nasze wszystkie nosić
A Ty nam Pani powitaj męża, Księżyc nasz dostojny
Niech do snu utuli w ciepłe zimne noce

1 wrzesień '99


wyśmienity 1 głos
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
429 wyświetleń
przysłano: 8 marca 2000

doris

36
47 tekstów
Czasem jestem sama dla siebie obcym czlowiekiem...wtedy budze sie ten zawsze jedyny raz o wschodzie i odkrywam, ze istnieje we mnie moje wlasne "ja", ktore pomimo wszystko pozostaje niezmienne, tzn. moje zasady i moralnosc pozostaja - a to juz wygrana.…

Inne teksty autora

Żyć bez duszy.

doris, opowiadanie

Jednostronna przyjaźń

doris, wiersz

***

doris, wiersz

***

doris, wiersz

[W popiole myśli...]

Doris, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło