Literatura

Podróże - Lwów (wiersz)

Janusz Gierucki

                                                                                Pani Stefanii i cioci Filomenie

 

We Lwowie wytrzeźwiałem.

Lecz powstał problem Kseni, bo jakoś się nie spodobała

Pani Stefanii, mojej lwowskiej gospodyni.

Przyznaję, że chętnie poddałem się presji tej sceny

i szybko odwiozłem Ksenię na Winniki do jej rodziny.

Nie będę opisywał tragedii rozstania ale przyznam ,że nie czułem się winny..

Przeciwnie, nawet radośnie uwolniony od nadmiaru egzaltacji i słów bez pokrycia.

Czasem pozbycie się kobiety sprawia taką ulgę

jak haust powietrza po wodnej topieli.

 

Z zadupia Winnik Czarną Wołgą uszedłem.

A już po kwadransie na lwowskim prospekcie

pod pomnikiem, три бляді recytowały mi Szewczenkę!

Jakże łatwo zapamiętać słowa gdy ma się jednego Poetę!

Więc stawiałem im wódkę dla zachęty one zaś solennie

raczyły mnie życiorysami - w prozie. Lecz proza życia niestety..

bardziej bywa powikłana niż słowa poety.

 

Zniknąłem po angielsku udając, że idę po kolejną flaszkę

bo poczułem, że los już mnie wzywa abym spotkał Daniła

szewca (nazwałem go Dratewką), mojego lwowskiego „giuda”.

Bo w każdej knajpie na świecie zawsze ktoś się do nas uśmiechnie

i przysiądzie, choć niekoniecznie od razu spełnia to nasze intencje.

 

Zatem co do meritum programu wieczora mieliśmy odmienne koncepcje.

On pragnął bachanalii, wszystkiego co kobiece.. Ja odwrotnie

chciałem ciepła tej wrześniowej nocy, resentymentalnie wędrując po mieście .

Księżyc zdecydowanie sprzyjał, świecąc pełnią po historią szlifowanych lwowskich brukach.

Pomyślałem zatem, że jednak się uda . Przecież jakoś można połączyć dwa odmienne plany!

Wskazałem zatem cel - dworzec kolejowy, gdzie jak obiecuje szum medialny

przeważnie stacjonują nadzwyczajnie wolnych obyczajów damy.

 

Nie był przekonany lecz od czego retoryka? Na początek drogi, zaraz za Operą

prosto na Wysoki Zamek, gdzie onegdaj w przykrótkich porciętach

Stasio Lem pomykał nim gwiazd i sepulek  jął się tykać.

Szewc Dratewka coś tam tam czytał ale teraz potrzebował piwa.

A we Lwowie co krok, w każdym domu na parterze, całonocny wyszynk bywa.

Napoiłem szybko szewca (sobie także nie żałując), aż radośnie się zakiwał na ulicy Chmielnickiego..

Więc trafiła się okazja aby mu to wyznać szczerze, że ten też za kołnierz nie wylewał

zwłaszcza gdy w rozterkach serca bywał. A los płatał mu szykany, zwłaszcza wobec pewnej damy

co mu dała i zabrała w poniewierce - swoje ciało i swe serce..

 

Oczywiście, to była Helena. A świat poprzez to imię już się nieraz sponiewierał..

Szczerze mówiąc Bohdana także w końcu wzięła cholera, gdyż Helena rozdawała

(gdy Bohdana nie widziała) innym - serce swe i swoje ciało .

I skończyła, choć nie chciała - tracąc ciało!

 

Tak mówiłem w przerwie piwa do Dratewki – ty uważaj druhu mój serdeczny

gdyż nad łóżkiem każdej (zwłaszcza już zamężnej) damy - Damoklesa miecz jest uwiązany

który tylko sprytnie czeka na ich chuci życzliwego człeka..

 

Szewc mnie słuchał otwartymi oczami ale nic nie skonfundowany się zarzekał

że da sobie radę zawsze z dziewczynami - byle te mu wyszły na spotkanie..

Zatem chcąc go uświadomić w sednie rzeczy poprowadziłem go przez ulicę Mazepy.

Ten też dumnie mówił, że zawsze sobie z każdą wybranką poradzi.

Lecz nie myślał o ich mężach.. i na koniec niejeden kolec w słabość mu się wraził

gdy goły na koniu (przez męża kochanki uwiązany) poprzez ostre chaszcze musiał pomykać..

(ponoć później przez czas długi żadnej damy nie miał czym dotykać

i płakał z tego srodze, stąd na płaczka poszło określenie - mazepa).

Jakże śmiał się z tego Jan Chryzostom Pasek ( a smucili Byron i Słowacki)

(Mazepa z Janem Kazimierzem w dobrej komitywie w spółkę

na przemian zgodnie brali niejedna młódkę - lecz z francy skutkiem)

 

To zrobiło na moim szewcu Dratewce pewne wrażenie lecz ani myślał dbać o przyrodzenie.

Przyspieszyć chciał wędrówkę ku dam raju, bezwzględnie przeze mnie obiecanych.

Więc drogę skracając - Warszawską przecięliśmy Szewczenki

i na koniec w bruk prospektu dworca weszliśmy ku szczęściu Dratewki.

 

Lecz ta radość nie trwała długo, bo o czwartej nad ranem

nie zastaliśmy już na dworcu żadnej, chętnej na seks damy.

Na nic zdały się moje słowa pocieszenia, że tu piękno arkad i rzeźby

i słuszne attyki koją serce wędrowca, że rozkoszą secesji tu w pełni winien się cieszyć

bo podobną - tylko nieco dworzec we Wrocławiu i w Paryżu niesie..

Lecz żaden argument stylu tej formy nie miał dla szewca takiego znaczenia

jak bezwzględnie pożądana bryła ciała kobiecego..

Nagle zaczął mi słabnąć w oczach i o powrót błagać

gdyż rad był już samotnie wypłakać trudy daremnej wędrówki.

Nad utraconą wizją rozkoszy topiąc łzy w szklance wódki..

Bałem się, że trzeba go będzie nosić!

Lecz utraciłem go szczęśliwie już po trzech ulicach (omijając Bandery).

Zasłabł na Listopadowego Czynu.

Błagał już tylko o prostą ławeczkę i ostatnie piwo..

Spełniłem to życzenie i ułożywszy do snu przy piaskownicy w parku

pod opiekę katedry św. Jury, pożegnałem grzecznie..

Rzucając ostatnie spojrzenie. Szewc buty miał zdarte - ostatecznie..

 

A mnie w domu czekała dobra Pani Stefania.

I żadnych wymówek na zbyt późną porę i łóżko świeżo pościelone ..

Kiedy się obudziłem, jedyny dostałem do łóżka kawę i śniadanie

co wzbudziło zrozumiałą zawiść mych wyspanych kompanów.

Pożegnaliśmy Panią Stefanię i ruszyliśmy w drogę .

 

Pod hotelem Merkury robiąc mały przystanek

gdzie nomen omen – nagle i niespodziewanie

Ksenia, rozpościerając ramiona radośnie wyszła mi na spotkanie..

 

 

 

 

 


dobry 2 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Margo 19 lipca 2017, 22:13
Ach ..te Twoje przygody, zakrapiane zgodnie ze zwyczajem .....zawsze ciekawe i w pewnej sprawie ...Pozdro :)
Janusz Gierucki
Janusz Gierucki 19 lipca 2017, 22:59
Dzięki Margo za wysiłek czytelniczy-) Teraz pora do Chin. Jedziesz?
Margo 20 lipca 2017, 09:10
chętnie pojechałabym, lecz jestem zależna od pewnych ograniczeń ......
Bogusław Uściński 10 sierpnia 2017, 00:21
Ale smaczki tu znalazłem:
Bo w każdej knajpie na świecie zawsze ktoś się do nas uśmiechnie
gdyż nad łóżkiem każdej (zwłaszcza już zamężnej) damy - Damoklesa miecz jest uwiązany
omijając Bandery
Świetna opowiastka....
przysłano: 19 lipca 2017 (historia)

Inne teksty autora

więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca