Literatura

List z detoksu (wiersz)

Jerzy Edmund Alchemik

Jestem plamą
na podłodze atramentowy dramat
wsiąkania
płaskosłowie zapętla tropy na boki
goniąc odciski twoich stóp
i mojej jednej jedynej

dziwny ślad

a przecież przekroczyłem inne wymiary
pamiętasz kochanie tę przestrzeń?
wypełniałem w głąb
do cudownego bólu rodzących się słońc

niespiesznie w pośpiechu

dzień pierwszy
potrzaskały filiżanki
z dobrej porcelany bądź inny nieodporny na wysokie c
szklany złom

łóżko zbyt wąskie
kochanie na deskach
tartak z pobliskiego Godętowa
chyba zaczął plajtować
wióry zamiatane pod dywan

dzień drugi odjazd
i następny
(...)
zejście
detoksykacje

jak ci tam gdzieś?
staczam się tracę
zasięg
nie zatrułem chyba
dałem całą objętość wydobytą z cienia
czy też cierpisz na czas i odległość
nie żałowałem słodkiego w cierpkim

będzie bolało już zawsze
ćmiący ząb niemal

cierpliwości
nie odbiorą nam zazdrośnicy
my sami
nawet czas
we współuzależnieniu

 


słaby 1 głos
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Jerzy Edmund Alchemik
Jerzy Edmund Alchemik 29 czerwca 2020, 21:28
Ktoś ocenił ten mój wiersz jako słaby.
Zgadzam się z nim, tylko że określiłbym go jako nie wystarczający.
Nie potrafiłem oddać prawdziwych emocji, które przeżywałem ja, a nie żaden peel.

Emocji kochania się bez nogi, którą dopiero co straciłem pod kolejką, pędząc do mojej ukochanej poetki.
Może, nie dopiero co, bo od wypadku, w którym umarłem na chwilę, a potem długi czas spędziłem w śpiączce, minął długi czas, którego nie zarejestrowałem.
Wiersz opisuje prawdę kochania się na deskach pośród bólu, który sprawiał mi niegojący się kikut lewego podudzia. Ale było warto.
Dlaczego jednak te wspaniałe emocje zostały niedocenione? Czyżbym napisał tak kiepski wiersz? Może nie zostało zrozumiane rozstanie? Leczenie się z uzależnienia osłabionego mężczyzny.
Bywa, że opisana prawda jest przyjmowana za kiepską fantastykę.
Długi John Silver Alchemik
przysłano: 27 czerwca 2020 (historia)

Inne teksty autora

Deszczotwór
Jerzy Edmund Alchemik
Sonet od umarłych...
Jerzy Edmund Alchemik
A przecież rękopisy nie płoną
Jerzy Edmund Alchemik
Piąta pora roku
Jerzy Edmund Alchemik
Mgielne tramwaje
Jerzy Edmund Alchemik
Gdzieś tam w borze jest polana
Jerzy Edmund Alchemik
Polatuchy
Jerzy Edmund Alchemik
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca