Literatura

Czuwanie (wiersz)

hopeless

Być może ostatni raz masz szansę
odkryć twarz, wypowiedzieć te słowa.

 

Malutka pomarańcza wykradziona z choinki
smakowała tak słodko.

 

Przypomnij sobie imiona dziadków, dom na Podlasiu,
tam pierwszy raz ujrzałaś słońce. Prawdziwy
boski blask. Modlitwa otwierała drogę na obiad,
kolacja przy świecach była furtką do nieba.

 

Świat urzekał i gościnnie zapraszał. 

 

Przed tobą wszystko – mawiał dziadek,
bądź cierpliwa, a dotkniesz gwiazd – szeptała babcia.

 

Liczymy krople spadające z dachu, czekamy na świt. 
Jeszcze dziś nie odejdziesz, i nie zostanę sam.
Nie słuchaj radia, cudzej modlitwy o wybaczenie, za brud,
czystość to pierworodny grzech, narodziny wiary.

 

Po nas nie zostanie tu chyba nic, no może tylko
rozdeptana droga.

 

Byłaś aniołem... świat powinien płakać, a kurwa, wciąż się śmieje...

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
marzena
marzena 3 grudnia 2020, 08:25
/Nie słuchaj radia, cudzej modlitwy o wybaczenie, za brud,
czystość to pierworodny grzech, narodziny wiary.
Po nas nie zostanie tu chyba nic, no może tylko
rozdeptana droga./

Za dużo jest tych myśli. Bez tych wersów jest lżej.

/Prawdziwy boski blask./ to też niepotrzebne.
przysłano: 1 grudnia 2020 (historia)

Inne teksty autora

czasami
hopeless
Wędrowiec
hopeless
dialogi 1
hopeless
Bajka
hopeless
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca