Literatura

Idą święta (wiersz)

hopeless

Nie ma już bezdechu, modlitwy, szeptu
bajecznie kolorowych baśni, wymyślonych światów,
czerwonej róży ani orła na śniegu.
Nie ma tamtej dziewczyny,
nie ma chłopca. 
Kartka po kartce wyrywam chwasty,

wszystko już było?

 

Zbliżała nas odległość, ogromna
tęsknota za jeszcze,
namiętne pozy, dźwięki migawki,
zadrapania.
 
Muzyka i taniec, ocieranie bioder,
wybudzona wilgoć zlepiała palce,
światło przybijało cię poniżej podłogi,
drapałaś,
a przecież strzelali na wiwat.

Pamiętasz obraz – konferansjer spada ze sceny,
a jego otwarte oczy są puste.


Rwę scenariusze, 
odpalam ostatnią racę. Wychodzę.

Poruszone krzesło podpiera ścianę,
nieobecni stapiają się z tłumem, ktoś krzyczy,
apetyt gaśnie.
A przecież...

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
marzena 11 grudnia 2020, 11:45
Naprawdę myślałam, że będzie o świętach a my wciąż piszemy na jeden i ten sam temat :-) ja też.
Jeśli ktoś nas czyta to się powiesi. Może ja pierwsza :-))
A potrafisz pisać bajecznie, potarfisz...
hopeless
hopeless 11 grudnia 2020, 15:57
Milutka z Ciebie dziewczyna...
A kto mnie czyta nie jest aż tak ważne – czasami muszę się napić, innym razem coś napisać... coraz trudniej rozgarniać rzeczywistość bez znieczulenia.
przysłano: 11 grudnia 2020 (historia)

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca