Julia (opowiadanie)

Inge Friedmann

Ach, jakaż ona biedna! Jak bardzo powinnam jej współczuć! Ona przecież ma prawdziwe problemy. A przecież swoje emocje wyolbrzymiała. Była wciąż smutna, załamana, w depresji. A nawet jeśli się uśmiechała, broniła się: ja tylko gram. Wiem, do cholery! Bez przerwy grasz!
Julia siedziała dość sztywno, ale próbowała udawać wyluzowaną. Piła najzwyklejszą herbatę; nie dlatego, że była tania, tylko dlatego, że nie miała odwagi spróbować czegoś nowego. Mogła zamówić gorącą czekoladę, ale bała się, że będzie za słodka. Mogła zamówić kawę, ale bała się, że dostanie w malutkiej filiżance. Mogła zamówić lampkę wina, ale bała się, że będzie pijana. Piła więc tę swoją herbatę, niesłodzoną, bo nie chciała przytyć, ale i tak miała grubą dupę! A nawet jeśli nie miała, to dla mnie była gruba – nienawidziłam jej z całego serca! Piła tę herbatę małymi łyczkami, nie zachłannie, nie, dobre wychowanie wyłaziło jej uszami, nosem, pociła się nim pod pachami. Odłożyła na chwilę trzymaną w palcach łyżkę.

- Wiesz, spotkałam się ostatnio z Michałem.

„Mam to w dupie” – pomyślałam.

- Tak? To cudownie. – powiedziałam.

- Podobało mu się, jak byłam ubrana.

„A może rozebrana?” – pomyślałam.

- Nic dziwnego. – powiedziałam.

- Podobało mu się zestawienie kolorów.

- Mhmm... – mruknęłam.

- Słyszałam, że byłaś w piątek na niezłej imprezie.

Rzeczywiście, pomyślałam, świetna impreza. Paczka ciastek i tępy wzrok w telewizor. Tylko pozazdrościć.

- Podobno byłaś strasznie naćpana. Nie powinnaś tyle tego brać. – zrobiła zmartwioną minę, taką, jaką podpatrzyła u brazylijskich aktorek z tasiemcowych seriali.

„Zajmij się swoją dupą” – pomyślałam.

- Nie ćpam. – powiedziałam.

- Przecież wiem... – wzięła mnie za rękę i spojrzała mi w oczy. – Są ważniejsze rzeczy na świecie, uwierz mi. Na przykład...

- Seks oralny. – wtrąciłam.

Oburzyła się. Zabrała rękę i usiadła prosto. Wzięła głęboki wdech.

- Czy tobie tylko jedno w głowie?

„Nie” – pomyślałam.

- Tak. – powiedziałam.

Dziewczyna wyglądała na załamaną. Ani trochę mnie to nie zasmuciło, wręcz przeciwnie, odczuwałam perwersyjną przyjemność patrząc, jak psuję jej humor do reszty. Byłam w podłym nastroju, więc ona też mogłaby być.

Zresztą, wcale się nie dziwię, że byłam taka wściekła! Próbowała reżyserować każdą chwilę. Każda musiała być sentymentalna i ckliwa. Mówiła wyświechtanymi frazesami. Dzwoniła do mnie i nic nie mówiła, chlipiała tylko do słuchawki, a potem rzucała ją z trzaskiem, chcąc pokazać, jak bardzo jest nieszczęśliwa. Nauczyła się tego z telewizji. Swoje życie miała nudne i drętwe, to interesowała się moim i siostry jakiejś tam z serialu o klinice... A o moim pojęcie miała tylko z tych legendarnych opowieści, które zresztą sama wymyślała.

Ach, jakaż ona biedna! Jak bardzo powinnam jej współczuć! Ona przecież ma prawdziwe problemy. A przecież swoje emocje wyolbrzymiała. Była wciąż smutna, załamana, w depresji. A nawet jeśli się uśmiechała, broniła się: ja tylko gram. Wiem, do cholery! Bez przerwy grasz! Tak chciałam jej krzyknąć w twarz, ale brakowało mi odwagi.

- Wracając do Michała... – usiłowała zmienić temat na bardziej neutralny.- Powiedziałam mu, że stanik też mam pod kolor. – Zachichotała sztucznie – Faceci na samą wzmiankę o bieliźnie reagują baaardzo dziwnie. – uśmiechnęła się i zrobiła minę w stylu: chyba wiesz, o czym mówię.

- Dziwnie? Normalnie. Staje im. – powiedziałam.

Przestała się uśmiechać. Westchnęła bardzo głęboko i bardzo głośno.

- Przestań, proszę cię. To niesmaczne. – powiedziała.

Tak bardzo miałam dość jej delikatności, poprawności, powściągliwości i pruderyjności, jej wstydu, subtelności i wrażliwości. Mimoza! A wszystko na pozór. Pieprzę ją i inne mimozy! Gdzie są baby, które mają swoje życie w swoich rękach? Bez problemów egzystencjalnych, bez przesadnej kruchości i bez przesadnych dobrych manier? Czy zostały już tylko słodkie laleczki? Święcie oburzone, kiedy mówię „dupa”?

- Co jest niesmaczne? – zapytałam.

- Ty.

- Taka już jestem. Przykro mi. Muszę lecieć. Jestem umówiona.

- Z kim?

„Z samotnością” – pomyślałam.

- W interesach. – powiedziałam – Muszę załatwić parę pilnych spraw.

- Kiedy się zobaczymy?

„Nigdy” – chciałam powiedzieć, ale wydusiłam tylko – Nie wiem. Może w przyszłym tygodniu.

- Uważaj na siebie. I błagam, nie bierz tego tyle. – znów grała zmartwioną najlepszą przyjaciółkę.

- Spoko, postaram się to ograniczyć i przypalę sobie najwyżej raz dziennie – ironizowałam, ale ona chyba nie zrozumiała. Zostawiłam pieniądze na blacie, ubrałam płaszcz i wyszłam.

Telefon wyrwał mnie z błogiej drzemki. Śniły mi się wilki i łąka, i starszy pan w okularach retro, i niema babcia.

- Halo. Rezydencja prezesa Rady Ministrów – zachrypiałam do słuchawki.

- Wypuścimy się na miasto? Mam dość gnicia w domu. – Zośka najwidoczniej też się nudziła. Ja też miałam dość gnicia w domu, wypuściłyśmy się więc na miasto, zwiedziłyśmy kilka knajp, zaliczyłyśmy parę filiżanek kawy i spotkałyśmy paru znajomych.

- No to buzi, słoneczko. – powiedziała na pożegnanie.

„Kocham cię, mała” – pomyślałam.

- Kocham cię, mała – powiedziałam.


dobry 31 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
julles 8 maja 2003, 08:35
Dobre. Cierpkie, ale dobre.
aaa 8 maja 2003, 15:04
co nieco bym pozmienial
koala1@hoga.pl
Lilly Laforet 9 maja 2003, 20:39
Czuje sie bardzo zaskoczona...
Inge Friedmann 10 maja 2003, 18:23
Lilly: czym jestes tak bardzo zaskoczona?
Lilly Laforet 11 maja 2003, 23:10
spodziewałam się czegoś mniej gorzkiego, bo to dość ciężko przełknąć, ale podoba mi sie :)
marilyn666 12 maja 2003, 20:35
początek nie zły, ale potem troche nudno, no i to zakończenie nie pasuje zupełnie
:) 20 maja 2003, 00:55
................bardzo dobry.................
spam spamsky 23 maja 2003, 22:03
a dla mnie super, wyśmienity...
roozia 2 czerwca 2003, 23:58
bardzo dużo uproszczeń, skrajności, a cierpkość nie ma większego sensu. gdyby ją wyrzucić, text byłby mało interesujący
Inge Friedmann 7 czerwca 2003, 20:04
roozia:
Mysle ze ilosc uproszczen jest odpowiednia, bo to nie sa uproszczenia ot, tak sobie, tylko zeby zarysowac postac narratorki, ktora nie jestem ja. Skrajnosci i cierpkosc - to samo, to jest kwestia JEJ widzenia.
Zreszta, lubie przejaskrawienia, a w narracji pierwszoosobowej mam do tego pelne prawo, bo to nie jest MOJE spojrzenie, tylko JEJ. Bohaterki.
marta
marta 1 grudnia 2006, 16:46
tak czasami niestety myslimy...
659 wyświetleń
przysłano: 6 maja 2003

Inge Friedmann

35
5 tekstów 8 komentarzy

Inne teksty autora

Łojezu

Inge Friedmann, opowiadanie

Pięćdziesiąt stopni

Inge Friedmann, opowiadanie

Tyle ptactwa

Inge Friedmann, opowiadanie

Marzec

Inge Friedmann, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło