Kawiarnia (wiersz klasyka)

Herbert Zbigniew


Nagle dostrzega się, że w szklance nie ma nic, że podnosi się do
ust przepaść. Marmurowe stoliki odpływają jak kra. Tylko lustra
wdzięczą się w lustrach, tylko one wierzą w nieskończoność.
Oto pora, gdy należy, nie czekając na morderczy skok pająka,
odejść. Nocą można przyjść znowu, aby przez zapuszczoną kratę
obserwować upiorny szlachtuz sprzętów. Bestialsko pomordowane
krzesła i stoliki leżą na grzbietach z nogami wyciągniętymi
w wapienne niebo.





Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
925 wyświetleń
przysłano: 4 czerwca 2009

Herbert Zbigniew

Inne teksty autora

Kołatka

Herbert Zbigniew, wiersz klasyka

Pan od przyrody

Herbert Zbigniew, wiersz klasyka

Pudełko zwane wyobraźnią

Herbert Zbigniew, wiersz klasyka

Przesłanie Pana Cogito

Herbert Zbigniew, wiersz klasyka

Dziadek

Herbert Zbigniew, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło