Literatura

Do kanikuły (wiersz klasyka)

Jan Andrzej Morsztyn

Zła kanikuło, psie niebieski wściekły,
Przed którym wszytkie chłody nam uciekły,
Opadły z liści jak w listopad gaje,
Ziemia się zeschła dziurawi i kraje,
Zioła dżdża pragną, Cererzyne dary
Zawiędłe zwykłej nie donoszą miary,
Proszę cię, jeśli uprosić się godzi,
Niechaj twój ogień mej paniej nie szkodzi.
Strzeż tego, żeby jako płci pieszczonej,
Śniegowi równej i mleku rodzonej,
Piegi nie pstrzyły i przykra, dlaboga,
Nie opaliła w południe śreżoga.
Mnie raczej głowę spal na proch i szpiki,
Już zwykłe ogniom dla białej podwiki;
Popal i zboża, ziemię, gaje, zioła,
Pobierz nam chłody, co ich staje zgoła,
I wód na napój zostaw nam o małe,
Tylko niech moja będzie pani w cale.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Jan Andrzej Morsztyn

Inne teksty autora

Na klacz hiszpańską
Jan Andrzej Morsztyn
Zapał
Jan Andrzej Morsztyn
Wiejski żywot
Jan Andrzej Morsztyn
Vaneggiar d´una innamorata
Jan Andrzej Morsztyn
Serenada
Jan Andrzej Morsztyn
Sen
Jan Andrzej Morsztyn
Rzeki
Jan Andrzej Morsztyn
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca