Melancholia

Leopold Staff

Melancholia

Nagie, odarte z zwiędłych liści drzewa

Sterczą ku niebu milczącą rozpaczą.

W dali nurt stawu głucho się przelewa,

Szuwary jakąś skargą łzawą płaczą

I ciemny lęku dreszcz przebiega łozą,

A szare niebo głuchą wieje grozą.

 

Wichry w konarach jak kruki łopocą,

Jak widmo czarne, co nad światem leci…

Trwoga mię chwyta posępna przed nocą:

Ojca dziś z chaty wypędzą złe dzieci,

Duszę omami chłopcu dziwożona

I piękne, dobre dziewczę cicho skona.

 

Grobowe duszę mą spowiły ciemnie

I coś w niej krzykiem pożegnania jękło!

Coś kojącego ucieka ode mnie

I coś, co wiąże mię z światłością, pękło.

Zda się, że mara mego szczęścia blada

Za widnokręgiem gdzieś szarym przepada.

 

Bezdeń się jakaś niema wyotchłania

I duszy mojej swe głębie otwiera,

Pełne rozpaczy tłumionego łkania.

I beznadziejnym smutkiem pierś ma wzbiera,

Jak kiedy Bóg mój o świetlistej twarzy

Konał pod gruzem zwalonych ołtarzy…

 

Z otchłani blade wyłonią się mary

I nieme, wirem szalonym się toczą.

W oczach im obłęd siadł bezmyślny, szary,

W spazmach przerażeń chwytają się, tłoczą

I znów bezsilnie senne głowy kłonią

Gnane, pędzone ponad ciemną tonią.

 

Spiekłe wychudłą pierś im krwawią rany,

Znużone ręce zwisają bezwładnie.

I leci orszak omdleniem pijany,

Zawrotnym kołem szału mnie opadnie

I nocą mroków oczy me zamąca,

I w wir swój chwyta, w czarną otchłań stracą.

 

Mar rozpasana porywa mię rzesza

I zalewają mię szarych wód męty…

Chaos obłędu myśli moje miesza…

Czarny ocean pochłania mię wzdęty…

Strop szary wali się w toń mórz bezdenną!

…Świat skrzepnął w pustkę rozpaczy kamienną…

Inne teksty autora

Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff
Leopold Staff