Przyciskam twoje wspomnienie jak prawdziwe ciało Czy to co moje ręce mogłyby wziąć z twej piękności Czy to co moje ręce mogłyby wziąć pewnego dnia Będzie bardziej rzeczywiste Któż może zawładnąć magią wiosny I czy to co można by wtedy zdobyć nie jest mniej jeszcze rzeczywiste I bardziej ulotne niż wspomnienie A przecież dusza bierze w posiadanie duszę nawet z daleka Bardziej głęboko i bardziej wyłącznie Niż ciało może uścisnąć ciało Moje wspomnienie ukazuje mi ciebie jak obraz Stworzenia Ukazywał się Bogu siódmego dnia Magdaleno moje piękne dzieło Które nagle stworzyłem Twoje drugie narodziny Nicea Arcs Tulon Marsylia Prunay Wez Thuizy Courmelois Beaumont-sur-Vesle
Mourmelon Cuperly Laval St-Jean-sur-Tourbe Le Mesnil Hurlus Perthes Hurlus Oran Algier Podziwiam moje dzieło Jesteśmy jedno dla drugiego jak bardzo odległe gwiazdy Które przesyłają sobie światło Pamiętasz Moje serce Chodziło od drzwi do drzwi jak żebrak A ty dałaś mi jałmużnę która wzbogaciła mnie na zawsze Kiedy wreszcie oczyszczę moje czarne sztylpy Na wielką kawalkadę Ku tobie Czekasz mnie z biednymi pierścionkami na palcach Pierścionkami z aluminium bladego jak nieobecność I czułego jak wspomnienie To metal naszej miłości podobny do brzasku O listy drogie listy Czekasz na wieści ode mnie A ja z największą nadzieją Wypatruję na wielkiej równinie gdzie jak pragnienie otwierają się okopy
Białe okopy blade Zbliżającego się żołnierza z pocztą Kłęby much wznoszą się jego śladem To nieprzyjaciel chciałby go zatrzymać w drodze I kiedy cię czytam Wyruszamy w nie kończącą się podróż Jesteśmy sami Śpiewam dla ciebie swobodnie i wesoło I słyszę w odpowiedzi twój czysty głos Pora już by rozbrzmiała wreszcie ta harmonia Nad krwawym oceanem tych nieszczęsnych lat Każdy dzień jest okrutny i słońce jest raną Z której na próżno upływa krew wszechświata Pora już Magdaleno by podnieść kotwicę