Anastazja (wiersz klasyka)

Teresa Radziewicz

Tłum sąsiadów odśpiewuje spisywane w kancjonałach zwrotki;
słowa, natrętna ćma, nie dają się złapać. Zapach jedliny
sprowadza je z powrotem na podniebienie jak światło.

Kiedy w miasteczku ktoś umiera, na pogrzeb przychodzą
wszyscy. Główne drogi prowadzą do kościoła, w melodii orszaku
jest bezpieczny rytm zachodzenia. Nic się nie dzieje,

to tylko kobieta: praca, wnuki, dzieci. Mąż, coraz bardziej
zaglądający do środka. Ciało, które zaszyto cierpieniem
można jedynie nieść, modlić się nad nim, schować w ziemi
na cmentarzu ostrym od wiatru i wilgoci. Później wracać,

rozmawiać o egzotycznym imieniu. Dobra śmierć
zawsze gromadzi tych, którzy kochają.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
984 wyświetlenia
przysłano: 5 marca 2010

Teresa Radziewicz

Inne teksty autora

Dolina Biebrzy

Teresa Radziewicz, wiersz klasyka

Matki

Teresa Radziewicz, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło