Literatura

Dawne godziny w Tatrach (wiersz klasyka)

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

I

Zielona ranna ubocz - zwał granitów w oku!

Stopa zda się nie tyka pod obuwiem trawy,

w wądole huczy potok srebrnobłękitnawy,

ostatnia blada gwiazda gasie na widoku.

 

Dusza nie mieszka w piersiach - ona tam w obłoku,

na szczyty już wybiegła pełna młodej sławy,

zawisa nad rpzepaści - śmignęła nad stawy -

legła tam - sama jedna. Lecz w szalonym kroku

 

dążę za nią - już jestem - także sam1 O szczęście!

Sam, sam jeden wśród głazów, złomów, kotlin, dołów,

sam wśród jezior milczących, przy strumieni chrzęście,

 

w wzniosłym nad świat pustkowiu... Czys zatan na połów

wyszedł!? Widze go - idzie - sieć olbrzymia niesie,

zarzuca ją, zagarnia me szczęście!... O kresie!...

 

II

Nigdy, nigdy, o nigdy więcej ja szczęśliwy

nie byłem... Moja siła wszystko pokonała!

Duszę czułem sokoła, a trud mego ciała

był śmiałym trudem strzały puszczonej z cięciwy.

 

Zwyciężyłem otchłanie, bezdenie i urwiska,

z szyderstwem spoglądałem na niebezpieczństwa,

a dookoła siebie miałem czarnoksięstwa

piękności bez wyrazu, cudu bez nazwiska.

 

Świat gór piętrzył się wkoło... Kiedyżem był więcej

szczęśliwy? Głupie, liche kobiece godziny!

Głupie, marne momenty wawrzynowych wieńcy!

 

Kto nie czuł tak na szczycie, jak ja: kto wraz ze mną,

jak ja, nie patrzył w niebo ponad powiej ziemną:

ten nigdy podłej z siebie nie odtrącił gliny!

 

III.

Ach! Trzeba mieć momenty w życiu odwcielenia,

trzeba mieć niepamięci chwile absolutne,

życie jest nazbyt gorzkie, tragiczne i smutne

i nazbyt nędzne... Wszystko to sa sny i wmówienia,

 

ale ty wiesz, człowieku, w prawdzie swojej duszy,

że co jest życiem ziemi, nie jest życiem ducha -

głupie ucho, co tylko mowy ludzkiej słucha,

głupi język, co tylko słowa z siebie prószy.

 

Praca twoja, człowieku, jest to praca wołu,

wzgardy godne kroczenie u studni w kieracie -

czy widzisz cel i skutek? Wżarty w pył mozołu,

 

straciłeś z oczu słońce, gnijesz przy warsztacie -

co za los! - nie być nigdy z orłami pospołu!

co za los! - nie być nigdy przy bogów objacie!...

 

IV

Nie miłość ze mnie mówi ani żal nad tobą -

znam litość, nie znam uczuć wspólnych - jestem wolny,

nie żyję życiem zboża albo trawy polnej,

jestem sam, choć tęsknoty trawiony chorobą.

 

Ale ta moja tęskność, o , nie zaiste

pragnieniem czegoś z ziemi. Od samego rana,

od kiedy myśl mi dana i jej pamięć dana,

błądzę - wieczny wędrowiec przez pustki wieczyste.

 

Pustą jest moja dusza i szuka przedmiotu

miłości, zachwycenia, poświęcenia siebie -

nie znalazła, ni znajdzie, bo mojego lotu

 

widnokręgiem jest wielkie, niezmierne podniebie -

szukam próżno, a pamięć moja chwile goni,

gdym się łudził pięknością, aby tęsknić po niej.

 

 

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Inne teksty autora

Lubię, kiedy kobieta...
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
tomik Nie wierzę w nic
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
Podczas wiatru z Tatr
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
Marsz zbójecki ze Skalnego Podhala
Kazimierz Przerwa- Tetmajer
Ja, kiedy usta
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
A kiedy będziesz moją żoną
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Dziś
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca