Literatura

Do Apollina (wiersz klasyka)

Zbigniew Herbert

 
1
Cały szedł w szumie szat kamiennych
laurowy rzucał cień i blask
 
oddychał lekko jak posągi
a szedł jak kwiat
 
we własną zasłuchany pieśń
lirę podnosił na wysokość milczenia
 
zatopiony w sobie
źrenicami białymi jak strumień
 
kamienny
od sandałów
do wstążki we włosach
 
zmyślałem twoje palce
wierzyłem twoim oczom
 
Bez strun instrument
ręce bez dłoni
 
oddaj mi
młody okrzyk
 
wyciągnięte ręce
i głową moją
w ogromnym pióropuszu zachwytu
 
oddaj moją nadzieję
milcząca biała głowo
 
cisza –
pęknięta szyja
 
cisza –
złamany śpiew
 
2
Pierwszego dna młodości
nie dotknę cierpliwy nurek
 
wyławiam teraz tylko
słone strzaskane torsy
 
Apollo śni się po nocach
z twarzą poległego Persa
 
mylne są wróżby poezji
wszystko było inaczej
 
inny był pożar poematu
inny był pożar miasta
Bohaterowie nie wrócili z wyprawy
Nie było bohaterów
ocaleli niegodni
 
szukam posągu
zatopionego w młodości
 
pozostał tylko pusty cokół –
ślad dłoni szukającej kształtu
 


przysłano: 5 marca 2010

Zbigniew Herbert

Inne teksty autora

Przesłuchanie anioła
Zbigniew Herbert
Węzeł
Zbigniew Herbert
Przesłanie Pana Cogito
Zbigniew Herbert
Przedmioty
Zbigniew Herbert
Apollo i Marsjasz
Zbigniew Herbert
Piekło
Zbigniew Herbert
Kura
Zbigniew Herbert
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca