Literatura

I nawet nikt nie wyszedł (wiersz klasyka)

Achmatowa Anna

...I nawet nikt nie wyszedł
Z latarnią mi naprzeciw.
I weszłam w domu ciszę,
Gdy blady księżyc świecił.

Pod zielonym kloszem,
Z uśmiechem wymuszonym
Rzekł mi: "Kopciuszku, proszę,
Czemu masz głos zmieniony?"

W kominie gaśnie płomień,
Świerszcz ćwierka smętne trele.
Ktoś na pamiątkę po mnie
Wziął biały pantofelek.

I trzy goździki podał,
W bok odwracając oczy.
O, miłe mi dowody,
Gdzież schowam was tej nocy?

A sercu trudno wierzyć:
Nie minie czasu wiele -
On wszystkim zacznie mierzyć
Mój biały pantofelek.

tłum. Wanda Grodzieńska


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
wielbicielka Achmatowej
wielbicielka Achmatowej 2 czerwca 2017, 11:12
Piękny, smutny wiersz o samotności w umieraniu, o samotności człowieka na tym świecie... O ulotności chwil, zdarzeń, o bezgranicznym cierpieniu duszy. Delikatny, subtelny w wymowie, ulotny, kruchy a poruszający człowieka do głębi...
Enigmatyczna
Enigmatyczna 2 czerwca 2017, 11:17
Refleksyjny, nastrojowy, piękny
przysłano: 5 marca 2010

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca