Wariacje na temat Williama Carlosa Williamsa (wiersz klasyka)

Kenneth Koch


1

Zrąbałem siekierą domek, który budowałaś za swoje oszczędności,
żeby w nim zamieszkać od przyszłego lata.
Przykro mi, ale było rano, nie miałem się czym zająć,
a te drewniane belki wyglądały tak zachęcająco.

2

Śmieliśmy się razem z grządki malw,
a potem spryskałem je ługiem.
Wybacz. Nie wiedziałem po prostu co robię.

3

Dałem komuś pieniądze, które uskładałaś i za które miałaś żyć 
przez następne dziesięć lat.
Człowiek, który o nie prosił, miał na sobie wyświechtane ubranie,
a mocny marcowy wiatr na progu domu był tak soczysty i zimny.

4

Wczoraj wieczorem poszliśmy na potańcówkę i złamałem ci nogę.
Wybacz. Byłem niezdarny
i chciałem cię mieć przy sobie tu na oddziale, gdzie jestem ordynatorem.

 



tłum. Stanisław Barańczak

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
502 wyświetlenia
przysłano: 9 maja 2017 (historia)

Kenneth Koch

Inne teksty autora

Do ciebie

Kenneth Koch, wiersz klasyka

Przez chwilkę żywy

Kenneth Koch, wiersz klasyka

Jeden pociąg może zasłonić drugi

Kenneth Koch, wiersz klasyka

Prostota nieznanej przeszłości

Kenneth Koch, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło