Czerwony złoty (wiersz klasyka)

Ignacy Krasicki

 

 

Z pośrodka ziemi niegdyś wydobyty,
Różne na siebie bierałem postaci,
Teraz pod stemplem menniczym ukryty,
Włóczęga na wzór moich innych braci,
Niech też przemówię, a w przykładzie rzadki,
Opowiem moje rozliczne przypadki.
 
Murzyn mnie zdobył, gdym był jeszcze proszkiem,
Na lemiesz prostak do pługa ukował.
Byłem naczyniem, zrobili mnie bożkiem,
Ten, co mną orał, czcił potem, szanował.
Zwyczajne ślepej Fortuny igrzysko,
Raz zbyt wysoko byłem, drugi nisko.
 
Choć byłem bożkiem, przecież żem był złoty,
Przyszło do tego, iż z ołtarza spadłem.
Trzeba pójść było na nowe obroty:
Znowum się spotkał z młotem i kowadłem,
A przyciśniony stemplowym mosiądzem,
Lemiesz, bóg, kubek — zostałem pieniądzem.
 
Idealnego towarów szacunku
Zrazu bywałem cechą sprawiedliwą,
Wspierałem nędznych, w przystojnym szafunku
Rozdany szczodrze ręką dobrotliwą.
Z latym się popsuł, a z powszechną szkodą
Stałem się niecnot i zdrady nadgrodą.
 
Dopierom poznał dzielność przedtem skrytą,
Skorom się w rękach bezbożnych obaczył:
Zacząłem rządzić rzecząpospolitą,
Jam prawa znosił, stanowił, tłumaczył.
Skorom gdzie błysnął, zaraz jak najrychléj
Zagadłem mędrców, a mówce ucichli.
 
Tam, gdziem był wieków przykładem odparty,
Gdzie Likurg wszystkie przystępy zagrodził,
Przecież z Lizandrem wkradłem się do Sparty,
Lud z jarzma prostej cnoty oswobodził
Ów, co przemysłem tyle dokazywał,
Mną Filip zamków najlepiej dobywał.
 
Gdzie niegdy owe nieprzedajne dusze
Stateczną zawżdy tłumili mnie wzgardą,
Jam przeinaczył rzymskie animusze,
Jam zgnębił cnotę ubóstwem zbyt hardą;
Tych, co Porsenna, Pyrrus nie zbogacił,
Numid Jugurta pieniędzmi zapłacił.
 
W dalszym przeciągu pod różnymi cechy
Rządziłem światem i z cnotą wojował,
Jej świętą odzież jam wkładał na grzechy,
Jam sprawiedliwość niezbytą kupował,
Waleczny zelant, statysta uprzejmy,
Dla stołków, świczek rwałem wolne sejmy,
 
Byłem nieprawych korzyści zapłatą
Jaśnie wielmożnych, jaśnie oświeconych,
Byłem bezczelnych złodziejów intratą,
Byłem orężem w ręku u szalonych.
Wpadłem dziś gorzej niż w pazury wilcze,
Jestem tam, gdzie to... lepiej, że zamilczę.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
1 338 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2010

Ignacy Krasicki

Inne teksty autora

Lew pokorny

Ignacy Krasicki, wiersz klasyka

Dewotka

Ignacy Krasicki, wiersz klasyka

Lew i zwierzęta

Ignacy Krasicki, wiersz klasyka

Bryła lodu i kryształ

Ignacy Krasicki, wiersz klasyka

Diament i kryształ

Ignacy Krasicki, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło