Literatura

Historia prawie romantyczna (wiersz klasyka)

Parlicki Mariusz

Pamiętam było popołudnie,

plaża kipiała ludzi tłumem.

Wpatrzony w morze na leżaku

siedziałem zwolna żując gumę.

 

Nagle tuż obok przeszła ona,

trzymała w ręku coli puszkę.

Patrzyłem, gdy się przechylała

i drżałem, kiedy piła duszkiem.

 

Po brodzie ściekła jej kropelka

coli i wpadła w piach, jak jantar,

wzrastała we mnie żądza wielka,

czułem się, jak mityczny Tantal.

 

Na kocu siadła nieopodal,

wiatr czule gładził ją po włosach

i drażnił ją nie pozwalając,

by zapaliła papierosa.

 

Zerwałem się, podbiegłem do niej,

chciałem powiedzieć jej tak wiele,

lecz ona zamiast moich wyznań...

chciała sto złoty za numerek.


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Jasiek juhas
Jasiek juhas 29 lipca 2018, 20:27
Poeto, zamiast leżeć na plaży
i o żądzy wielkiej tylko marzyć
odżałuj żeż te trochę gotówki
i zapłać za numer dwie stówki.
Drugi raz taki numer może się nie zdarzyć.
przysłano: 5 marca 2010

Parlicki Mariusz

Inne teksty autora

Lunatyk
Parlicki Mariusz
Monolog z synkiem
Parlicki Mariusz
Mowa ojczysta
Parlicki Mariusz
Na młodych dziadków
Parlicki Mariusz
Nasi znajomi z zaświatów
Parlicki Mariusz
Nie w porę
Parlicki Mariusz
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca