Gdyby Bóg raczył...

emrod

Gdyby Bóg raczył rzec mi z swego tronu

"Synu, twa prósba będzie wysłuchana

Powiedz, jakiego oczekujesz zgonu?"

Tymi bym słowy błagał niebios Pana


Niech będzie jesień spokojna i cicha

Niech słońce świeci nad liśćmi zżółkłymi

I tęskne ptaszę ukryte za nimi

Niech rzewną piosnką do chwil wiosny wzdycha


I jak przyroda w jesieni uśpiona

Niepostrzeżenie przechodzi konanie

Tak niechaj do mnie śmierć, niepostrzeżona

Zwolna się zbliża, aż przy boku stanie


I niech ja wtedy z spokojną rozkoszą

Witam się z moją ostatnią godziną

Niech tworzę pieśni, co w serc głębię płyną

I z dolin ziemi do nieba się wznoszą


A gdy mych pieśni milknąć będą głosy

Niechaj się spoją z ustami mojemi

Usta najdroższej mojej jasnowłosej

Najpiękniejszej z istot ziemi


Gdyby Bóg takich nie słuchał pacierzy

O! to niech wiosna panuje naturze

Wiosna bojowa i niech kwitną róże

Róże krwi ciepłej na sercach żołnierzy


Niech trąba boju, słowik walki krwawej

Zagrzewa dzielność i zwycięstwo wita

Niech i ja także dążę na plac sławy

I niech mi w sercu kwiat śmierci wykwita


A kiedy padnę pod ciosami wroga

Niech mnie namaści w drogę do stóp Pańskich

Twój pocałunek, o Wolności droga!

Najświętsza z istot niebiańskich

emrod
emrod
Wiersz · 6 maja 2023