20 lat Wywroty

mam na imię jurek i jestem chodzikiem (lirium z ustnikiem) /"Chmurnoryjność w synonimie hipnozy"-32./ (wiersz)

Arkadiusz R. Skowron

 

                                                                                    * świętej pamięci

jurkowi k.

.(pacjentowi 

oddziału odwykowego

w p.)

 

1.

nie jest łatwo opowiedzieć wiersz gdy

już zna się zakończenie a ja mówię

małymi literami i nie mogę pisać bo mi

ręce drżą za bardzo chodzę sobie

od domu do domu od człeka do człeka

tu wypiję tam zjem chodzę sobie od śmietnika

do sklepu tu coś znajdę tu coś pokwestuję tu coś

 

wypiję ale zawsze z polską akcyzą moja mamusia

świeć jej panie boże mówiła że o ojczyznę każdy

musi dbać bo jak my nie zadbamy to kto za nas

to zrobi kiedyś pracowałem nawet w kinie objazdowym

bo lubię sztukę i fajnie się pracowało ale tydzień

to zdecydowanie za dużo jeśli ciągle ogląda się

ten sam film no to sobie chodzę palę ale tylko dlatego

 

że kocham poezję a w popielniczkach jest dużo

niedogaszonych wierszy wystarczy poszukać

pociągnąć poeta-chodzik-mężczyzna zawsze powinien

mieć przy sobie coś co pomoże rozpalić ogień resztki śliny

pozostałe na ustniku pozwalają przyjąć na siebie

cudzą treść najpierw jest nieco kwaśno-gorzko ale można 

przełknąć nie ja nie zapisuję wierszy ja je wydmuchuję

 

2.

ja je opowiadam chodzę tak sobie tu coś powiem

tu wyśpiewam tu zatańczę wiersze z popielniczek

pod urzędami są niecierpliwe długie z ustnikiem

najczęściej nadgryzionym z tego powstają najlepsze

protest-songi ślady zębów gdy się dostroić same sugerują

ostry wydźwięk i akordy zmieniają się w dynamicznym tempie

 

sobie chodzę bo ja jestem chodzikiem i zawsze mam pełne

ręce i kieszenie natchnienia i inspiracji bo nic

nie powinno się marnować najsmutniej mi jest gdy

wiersze lądują w kałuży takich nie biorę bo przecież

w poezji nie powinno być wodolejstwa po południu

 

zwłaszcza w maju dobrze jest zajść za liceum

w centrum miasta poeta przecież powinien czasem

zaczerpnąć młodości a ślina młodej dziewczyny to

czysty jeszcze wydmuch nieba pod kościołem

 

niełatwo wyszukać wiersz ale gdy już się znajdzie

to aż lżej na sercu i duszy bo nawet krótki wdech

uspokaja nie że modlitwa bo ja jestem chodzik

i mam za dużo do znalezienia żeby się modlić

ale tak wtedy czuję że pan bóg na mnie spływa bo on

 

ponoć lubi chodzików a ja lubię zimę bo można się

uśmiechnąć do człowieka i wtedy i zje się i napije ale

jak dają papierosy to nie biorę bo choć samą poezją 

nie można żyć i podobno to świństwo to ja kocham wiersze

 

z ustnikiem za nimi szperam one mają swój smak

i są takie bardziej ludzkie bo w ustniku zostają

najskrytsze cząstki człowieka i nastroju i pocałunku

bardzo smaczne są wiersze spod dobrych hoteli

ale tam trzeba uważać

 

3.

bo nie wszyscy lubią poezję przecież i wyganiają

ale gdy się dobrze przyczaić to czuć potem

w ustach wielki świat salonów ale

teraz rzadko chodzę

po wykwintne wiersze odkąd

zmarła moja helenka już nie ma

dla kogo

 

przynosić wielkiego świata ona lubiła

śpiewać i grać ze mną w szachy znalazła je kiedyś

na osiedlowym śmietniku i przyniosła

na moje urodziny oj aleśmy

bitew przeprowadzili bo szachy

i poezja to taka trochę walka i

najlepszy sposób na uniknięcie

kłótni wtedy jeszcze miałem

 

akordeon po dziadku

i po bitwie ja grałem a ona śpiewała

i ludzie nam nawet płacili

za uliczne koncerty nawet niektórzy

klaskali ale gdy zabrakło helenki zostawiłem

akordeon pod kościołem bo mi już wtedy

ręce drżały za mocno a pewnie

komuś się przydał tylko szachy

 

4.

zostawiłem sobie i gram

za siebie i helenkę i właściwie

 

już kończę bo wiersze nie powinny być

za długie a ja chyba już zrobiłem

 

poemat a mam jeszcze

do skończenia

partię szachów

z helenką 

 

gdy z nią gram

to mi ręce drżą

 

jakby mniej


0
fatalny
0
słaby
0
przeciętny
0
niczego sobie
0
wartościowy
0
bardzo dobry
4
wyśmienity
wyśmienity 4 głosy
2 osoby ma ten tekst w ulubionych
Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 10 listopada 2010, 12:36
No, to mi się podoba. Gęsto tu i bardzo ciekawie. Udana stylizacja. A historia... przejmująca.
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 11 listopada 2010, 10:26
:świeć jej panie boże mówiła że o ojczyznę każdy
musi dbać bo jak my nie zadbamy to kto za nas
to zrobi " - w sam raz na 11 listopada ;)

"mężczyzna zawsze powinien
mieć przy sobie coś co pomoże rozpalić ogień" - a to muszę sobie zapisać
"najsmutniej mi jest gdy
wiersze lądują w kałuży takich nie biorę bo przecież
w poezji nie powinno być" - te słowa powinny gdzieś się na wywrocie pojawić jako hasło motywujące do pozbywania się przegadania. mimo że wiersz jest taki długi i jak sam podmiot powiada, ze to już prawie poemat, to uniknąłeś gadulstwa. brawo. nie lubię wierszy traktujących o istocie poezji czy o procesie twórczym, a tu jednak wybrnąłeś na tyle dobrze, że się zachwyciłam. wyprowadziłeś poezję na ulicę, pozwalając jej zaciągnąć się wszystkimi spalinami komunikacji miejskiej. poruszające.
GeorgitaSant
GeorgitaSant 20 listopada 2010, 08:50
nie wiem co powiedzieć, więc chyba najlepiej nie mówić nic.. dawno się tak nie wzruszyłam..
rss
837 wyświetleń
przysłano: 10 listopada 2010 (historia)
ARS TO od tyłu sra

ARS TO od tyłu sra

16 lat Czeladź
161 tekstów 1371 komentarzy 52 posty
...zwierszoklecony bard chmurnoryjny... Grał na ulicy przez parę lat, ostentacyjnie informując: "Gram tylko swoje utwory, bo nie uznaje kradzieży cudzej twórczości". Pracował, nie pracował i ... pracuje. Pił dużo, nie pije. Pali jak smok. Kocha jak …

Inne teksty autora


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło