mówisz – już nadchodzi, biegnie do ciebie z otwartymi ramionami.
niesie na rękach krwawe żniwo i nie zamierza przerwać mimo deszczu
witamin, leków, spokoju, troski i czułości.
idź odpocznij, zajmę się twoim życiem
– niesie na rękach krwawe żniwo i nie zamierza przerwać mimo deszczu.
kupię ci parasolkę albo oddam swoją. niech już cię krew nie zalewa.
idź odpocznij, zajmę się twoim życiem
– w końcu jestem lekarzem, powinienem cię uleczyć.
kupię ci parasolkę albo oddam swoją. niech już cię krew nie zalewa.
wchłonę to jak tampon, niech nie tworzą się skrzepy
– w końcu jestem lekarzem, powinienem cię uleczyć,
tylko jak mam się zabrać, skoro siebie nie potrafię.
| 0 |
0 |
0 |
1 |
2 |
4![]() |
0 |
zapomniałem dodać jęzora na końcu :D
To było na minus, a teraz pozytywy. Zaskoczyłeś mnie wielce takim, a nie innym ujęciem tematu. Myślałem, że absolutnie polegniesz, bo temat męski jest raczej w średnim stopniu. Myślałem, że obrócisz wszystko w żart, a tu proszę- całkiem dojrzały tekst. Tak jak Estel oddała świetnie,z tego, co dziewoje prawią, kobiecy stan, tak Ty oddałeś kapitalnie sytuację z drugiej strony. Na mnie zazwyczaj nie robią większego wrażenia takie chwyty semantyczne, ale tym razem należy Ci się ogromna pochwała.
Zaloguj się Nie masz konta? Zarejestruj się