Literatura

Goryczki (wiersz klasyka)

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

 

Goryczki - szafirowe kwiaty w dolinie -

wasz uśmiech świeci w oczy - zatapiam w nim oczy -

wasz uśmiech czarnoksięski - gdy niebem się toczy

zwał chmur jesiennych, wszystko w mroku ciężkim

                                         ginie.

Walą się na świat skały, przygniecione chmurą,

wielkie kopice śnieżne, gdzie wiatr z szumem leci -

wasz uśmiech czarnoksięski na zieleni świeci,

zanim mrok ją zasępi, śnieg zasypie.

                              Którą

spoglądam naokoło stroną, wszędy ciemno -

i oczy moje lecą do tych kwiatków w dole

szafirowych, co z jasną pogodą na czole,

z trwałą jasnością świecą -

                            zginą przecie!...

                                         Ze mną.

Kieliszek ich przeczysty, śniegi brudne, słotne,

zaćmi je mrok kurniawy, śladu z nich nie będzie -

świecą przecie tak jasne listeczków krawędzie

rzeźbą jakby kryształem i wonie swe lotne

 

wysyłają ku niebu...Czemuż by nie w niebo?

Może w ten blask ostatni w mgławicach błękitu - -

nic woni nie zatrzyma - może do zenitu

lecieć, lecieć i lecieć.....

                         Wewnętrzną potrzebą

myśli mojej przykuty do tych kwiatków stoję -

zdumiony jestem - - wiem to, że one rość muszą,

że są bytem - - lecz one błyszczą taką duszą,

któa wali, jak młotem, w tajemnic podwoje!

 

Razem z blaskiem tych kwiatów podźwigam te młoty

i biję w brąz wrzeciądzów, aż z nich echo ryczy - -

co się dzieje z tym blaskiem wśród śniegów, wśród

                                               dziczy,

jaki cel ma ta jasność?!...

                                  Ale promień złoty

z tych kwiatów na me oczy jakoby upada,

promień podobny temu, co z montrancji błyska.

Nie patrz tam, kędy chmur się kłębią rojowiska,

patrz na nas - szafirowy, każdy z nas upada!

 

Nie ma takiego śniegu, który mógłby naszą

dumną, cudowną barwę spłukać albo zmienić;

może nas zdusić w ziemi, może nas wyplenić,

lecz żadne moce blasków naszych nie przygaszą!

 

Będziemy tam pod śniegiem, zmięte, zawalone,

do ostatka żywota świeciły tak samo - -

nasz cel jest, aby żadną nie zmazać się plamą - -

zginiem - - rosłyśmy sobie - - światłu poświęcone.


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Inne teksty autora

Lubię, kiedy kobieta...
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
tomik Nie wierzę w nic
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
Podczas wiatru z Tatr
Kazimierz Przerwa - Tetmajer
Marsz zbójecki ze Skalnego Podhala
Kazimierz Przerwa- Tetmajer
Ja, kiedy usta
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
A kiedy będziesz moją żoną
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Mów do mnie jeszcze
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca