*** (Moje młode lata z hulaszczą złą sławą...)

Sergiusz Jesienin

 

 

Moje młode lata z hulaszczą złą sławą,
Sam was nakarmiłem tą zatrutą strawą.

Nie wiem, czy mój koniec jest bliski czy daleki,
Modre kiedyś oczy już wyblakły na wieki.

Mrok i zgroza, żal i podłość. Gdzieżeś ty, radości?
Czy to pole, czy szynkownia? Nie widać w ciemności.

Sięgam wprzód i po omacku wyczuwam palcami:
Gnamy... konie... sanie ...śnieg... przez las przejeżdżamy.

"Pędź, furmanie, na całego! Nie jesteś mięczakiem!
I nie szkoda wytrząść duszę na bezdrożu takim".

A woźnica wkółko ględzi: "Źle się, panie, dzieje,
Kiedy konie podczas sanny zgrzeją się w zawieję".

"Tyś, woźnico, widzę, tchórz! Niedobrze się składa!"
Łapię bat i nuże nim bić po końskich zadach.

Tnę, a konie, jak zadymka, śnieg roznoszą w locie.
Nagle wstrząs... i prosto z sani ląduję w sumiocie.

Wstaję, patrzę się: ki diabeł zamiast trojki w głuszy...
Na szpitalnej pryczy leżę w bandażach po uszy.

Zamiast koni cwałujących wyboistą dróżką,
Mokrą szmatą zamaszyście tłukę twarde łóżko.

Na zegara twarzy w wąsy się skręciły strzałki,
Pochyliły się nade mną senne pielęgniarki.

Pochyliły się i szepczą: "W pogoni za sławą
Ty sam siebie nakarmiłeś tą zatrutą strawą.

My nie wiemy, czy twój koniec bliski, czy daleki
Twoje modre oczy w knajpach wymokły na wieki".

 

przekład Z. Dmitroca


Inne teksty autora

Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin
Sergiusz Jesienin