Gdy się przebudziłem (wiersz klasyka)

Dylan Thomas

 

Gdy się przebudziłem, miasto przemówiło.
Ptaki, zegary i skłócone dzwony
Ogłuszyły zgiełkliwy tłum pod moim bokiem,
Pełzających rozpustników rozpalonych,
Marnotrawców prosto z pieca snu,
Morze, mój sąsiad, rozproszyło w sobie
Żaby, szatanów, przygodne kobiety,
Kiedy człowiek za oknem, ogrodniczym nożem
Ścinający poranek,
Od stóp do głów we własnej krwi
Unurzany, sobowtór Czasu,
O ciepłych żyłach i brodzie jak z książki,
Ostatniego już węża odcinał, jak gdyby
Różdżka to była albo delikatna gałąź
z zadraśniętym językiem w zawiniątku z liścia.

Codziennie rano ja, który jestem
Bogiem w pościeli, i dobrym, i złym,
Po przechadzce na powierzchni wody
Tworzę przez śmierć trzebioną, dyszącą urywanie,
Wielką jak mamut i wróblo maleńką
Ziemię dla wszystkich.
Gdzie ptaki szybują jak liście, a łodzie jak kaczki suną,
Słyszałem, budząc się dziś rano,
Poprzez miejski zgiełk i tumult,
Jak w pionowe powietrze wznoszący się głos,
choć nie głos kogoś z moich proroczych potomków,
Krzyczał, ze moje morskie miasto pada w gruzy.
Nie ma Czasu, szeptały zegary, nie ma Boga, huczały dzwony,
Zaciągnąłem na wyspy białe prześcieradło
a na moich powiekach monety śpiewały jak muszle.

 



z tomu „Deaths and Entrances”, 1946

w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka

 

www.youtube.com/watch?v=f8J1VPEoxsM


3 812 wyświetleń
przysłano: 27 stycznia 2014 (historia)

Dylan Thomas

Inne teksty autora

Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Dialog modlitwy

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Szczególnie kiedy wiatr październikowy

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Nagrobek mi powiedział, kiedy zmarła

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Dłoń, która podpisała papier

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło