To barwa mowy niegdyś przesycała (wiersz klasyka)

Dylan Thomas

 

To barwa mowy niegdyś przesycała
Mój stół po brzydszej stronie wzgórza
Z poletkiem zatopionym, gdzie szkoła nieduża
Przycupnęła, gdzie rosła dziewcząt grządka czarno-biała;
Muszę zniszczyć te grzeczne morskie ślizgawki mowy,
Niech wdzięczni topielcy przynoszą śmierć, gdy się przed świtem wynurzą.
Kiedy z chłopcami, gwiżdżąc, puszczałem się w pościg
Przez spichlerz parku, by wieczorem kamienować
Zziębłych kukułczych kochanków w brudzie liściastej pościeli,
Wtedy cień ich drzew był słowem wielu cieni
I latarnia pioruna dla biednych w ciemności;
Dziś mowa moim zniszczeniem się stała
I jak kłębek odmotać każdy kamień muszę.

 

 

z tomu „The Map of Love”, 1939”

tłum. Stanisław Barańczak


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
2 488 wyświetleń
przysłano: 12 pazdziernika 2015 (historia)

Dylan Thomas

Inne teksty autora

Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Dialog modlitwy

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Szczególnie kiedy wiatr październikowy

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Nagrobek mi powiedział, kiedy zmarła

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Dłoń, która podpisała papier

Dylan Thomas, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło