Witamy w Czytelni – przestrzeni dla twórców i pasjonatów literatury!

Czytelnia to miejsce, gdzie poezja i proza spotykają się z sercami odbiorców, a słowa zyskują nowe życie. To tutaj każdy może opublikować swoje wiersze, opowiadania czy fragmenty powieści, dzieląc się swoimi emocjami, przemyśleniami i artystycznymi wizjami. Niezależnie od tego, czy jesteś doświadczonym pisarzem, czy dopiero stawiasz swoje pierwsze kroki w literackim świecie, Czytelnia jest otwarta na Twoją twórczość.

Zapraszamy do odkrywania różnorodnych tekstów, komentowania i inspirowania się dziełami innych autorów. Wywrota od lat łączy ludzi, których łączy pasja do słowa pisanego – dołącz do naszej literackiej społeczności i pozwól, by Twoje słowa zainspirowały innych!

Czytelnia - najnowsze teksty

Obowiązki ochroniarza

Szymon Pękalski

Pamięci Franka Willsa.


Było już zupełnie cicho.

Tylko sprzątaczki szperające po korytarzach

mogły sugerować oznaki życia.

Zięby zamilkły ze strachu przed polityką.

Rodzice spali, myśląc o wakacjach w Turynie,

gdzie dzieci będą pożerać pizzę neapolitańską.


Nie wiemy, czy ktoś spostrzegł tam włamywaczy.

Nie wiemy, czy w ogóle rozpoznawano Kubańczyków.

Pięciu mężczyzn. Hiszpańskie słówka szeleściły im

jak latynoskie zjawy pogryzione przez osy.


„¡El presidente es el salvador de las naciones!

Fidel Castro debería ser ahogado en el Atlántico.

Przesuwali pieniądze opuszkami i szli w stronę gmachu.

Dorżnięto aloes stojący w oknie,

a roztocza spadały ze ścian w uszach ochroniarza.


Ochroniarz. Jego nazwisko nie jest tu istotne,

choć zapewne nie mógł się on nadziwić

smokingiem wypchanym wytrychami.

O pierwszej w nocy mało kto się tak wystraja.

Rękawiczek chirurgicznych używa się prędzej w szpitalach,

a nie eskapadach po partyjnym biurze.


Spostrzegł on kawałek taśmy przyklejony do drzwi.

To nie było normalne. Odkleił i wrócił drzemać.

Za ścianą hotelu nie spali tylko nieliczni.

Zapewne niejedna mamuśka przewracała się w łóżku,

fantazjując o zaroście Ringo Starra.

Prezydent chrapał przy żonie w Białym Domu,

wiceprezydent tak samo, sekretarz stanu tak samo.


Ale po chwili spostrzegł taśmę po raz drugi!

Za drzwiami zamontowano już mikroskopijne

mikrofony uwieczniające oddech papieru.


Ochroniarz nie myślał o sobie jak o postaci historycznej.

To nie on zmiażdżył Hannibala pod Zamą,

nie on wyzwolił Orlean jako siedemnastolatek.

A jednak to, co zrobił, uczyniło go postacią historyczną —

cichą, zakurzoną, nieoczekującą atencji.

Zadzwonił skonsternowany na policję

głosem, który załamał mu się ze stresu.

Usłyszał jeszcze za ścianą

pytanie, co zrobić z Barbrą Streisand,

jakby nie mieli poważniejszych wrogów.


Jazgot syren dopadł go wraz z kolegami.

Pot perlił im się na powiekach i podbródkach.

Skonfiskowano im wachlarze dolarów

i zmuszono do pozowania z więziennymi tabliczkami.

A jednak ktoś, kto przebudziłby się następnego dnia,

nie wiedziałby, że coś w ogóle się wydarzyło.

Trawa jak zawsze stała na swoim miejscu.

Pogodynki recytowały znudzone w radiu,

że ulewa nawiedzi Arkansas i Oregon.

Należało myśleć raczej o lipcowym świętowaniu

i pijackich rajdach przez Route 66,

a nie o kubańskich słoniach w składzie porcelany.

Pióro i młot wciąż spadały w tej samej sekundzie;

bo Historia nie jest wyłącznie panteonem cesarzy

zmęczonych, osowiałych, rozwścieczonych schnięciem farby.


— 18 VI 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 18 czerwca 2026
anonim

PRZEMIANA

Marek Jastrząb

Często zachodziłem do Karola, bo chciałem zobaczyć pokój, który jeszcze parę dni temu zajmował. Do Karola, gdyż nawet później nie myślałem inaczej o swoim pokoju. Mieścił się na pierwszym piętrze, po przeciwnej stronie korytarza, o krok za łącznikiem zespalającym oba skrzydła Domu, koło windy, tuż za rogiem.

Skręcało się w stronę dyżurki, przechodziło obok brudownika i trafiało do ustronia wysadzanego fotelami, skąd widać było, jak ubrani po domowemu pensjonariusze, rozparci, paląc papierosy i siedząc przy ławach, rozmawiają, rżną w karty, a personel stoi popatrując na nich ze znudzonym zaciekawieniem; szczególnie wówczas, gdy trwały szachowe zawody pomiędzy rywalizującymi oddziałami.

*

W pokoju znajdował się sekretarzyk z deską imitującą biurko. Była też bieliźniarka na podręczne łachy, ortopedyczne łóżko z pilotem, a na jednej ze ścian wisiały dwie reprodukcje znanych obrazów. Pierwsza – z kwiatami, druga, to czysta abstrakcja. Ściany pomalowano na kremowo, sufit zalatywał bielą, okno było z widokiem na pobliski las. A właściwie na przestrzeń osłoniętą czymś w rodzaju firanki.


Regały po przyjacielu, onegdaj zapełnione, a teraz – bez książek, oczekujące na moje, uśpione w nierozpakowanych kartonach, wyglądały obco. Niekiedy myślałem, że już nie potrafię się od nich uwolnić, oderwać od ich obecności, zwłaszcza gdy na własnej skórze przekonałem się, że zastąpienie starych – nowymi, niczego nie zmieni, bo czynność ta jest niedorzeczna: czy ślęczałem przy biurku w dawnym domu, czy byłem tutaj, nie miało znaczenia i o niczym nie decydowało. Niczego też nie przesądzało, bo albo tam, udając eksperta od spraw beznadziejnych, albo tu, krocząc po terenie ze stertą papierów, już nie byłem potrzebny i tylko wmawiałem sobie, że mam jeszcze coś do powiedzenia.

*

Miał potrzaskany krzyż i – z tej przyczyny – bezwładne nogi z odleżynami. Odznaczał się miłym usposobieniem i na twarzy gościł mu niepewny uśmiech, toteż odwiedzały go istne procesje dziewcząt z personelu. Spieszyły mu z pomocą, podczas gdy on, z nogami szczelnie przykrytymi kocem, wydawał rozkazy, instrukcje, pouczenia i wskazówki. Czynił to jednak w sposób tak naturalny, szczery i sympatyczny, a zawsze z dobrotliwym spojrzeniem, jak gdyby chciał je przeprosić za kłopot, że jest ciężki i nie może wstać.


Lecz były to tylko pozory. Zachowanie pod publiczkę. Zanim umieszczono go tutaj, zajmował trzypokojowe mieszkanie po rodzicach. Jeden przeznaczył na lekarstwa, strzykawki i plastry. Gromadził tam stosy paczek z pampersami. Drugi wynajmował studentkom w zamian za seksualne usługi, a w trzecim mieszkał w czymś, co na upartego nazwać można pokojem.

Nie cierpiał przymusu, robienia czegoś z obowiązku. Gdy jeszcze chodził, lubił wzbudzać zainteresowanie, być w centrum uwagi, kraśnieć od pochwał i spodziewać się hołdów. I to mu zostało, nasiliło się nawet po wypadku, niefortunnym skoku do wody.


Naraz nie mógł więcej, niż jego kumple. Kamraci od imprez i hecnych zgryw, dziewczyny od serca i legowiska, przychodzili z początku, lecz nie siedzieli zbyt długo, gdyż z każdą chwilą stawał się coraz bardziej nieprzyjemny, a jego uporczywa złośliwość przybierała coraz większe rozmiary.


Dawny zapał do życia pozwalający mu brnąć przez codzienność, osłabł i nagle wszystko zaczęło straciło sens i zaczęło przysparzać zmartwień. Odwiedzający mówili, że dysponuje pryzmatami zgorzkniałego paralityka i nie mają z nim o czym podyskutować; patrzy na nich poprzez nadpęknięty kręgosłup i nagina proste wywody o świecie do nielogicznego poziomu.


Bronił się. Pozował na typa, którego świat nie rozumie, nie docenia, spycha na margines. Ale świat, jak powiadali, nie jest winny temu, że nie umarł. Uważają, że jest płytki , bo zapatrzony wyłącznie we własne nieszczęścia.


Poznałem go w szpitalu, a kiedy go odwiedziłem w domu, od samego rana wydzwaniał do różnych instytucji prosząc o pomoc, bo on taki biedny i ciężko chory. Przy czym robił do mnie porozumiewawcze oko i zasłaniając ręką mikrofon, śmiał się twierdząc, że ma niezły ubaw.


Dzięki swoim działaniom dwa razy w roku jeździł do sanatorium. Co tydzień przychodziła do niego pielęgniarka i jeśli pojawiła się młoda, próbował ją namówić na seks. Aż urwała mu się idylla i po ośrodkach opiekuńczych poszła fama, że jest zboczeńcem. I funkcyjni ludzie d/s społecznej troski zadecydowali, że nie może mieszkać sam i wymaga nieustannego nadzoru.


Jednak kiedy tu trafił, zaszła w nim gruntowna zmiana: zaniechał poprzednich praktyk i złagodniał tak radykalnie, że ktoś, kto go nie znał wcześniej, mógł sądzić, że był takim od narodzin: subtelnym, wiecznie uśmiechniętym, całkowitym przeciwieństwem naciągacza i że od zawsze lubił czytać, dbać o porządek, rozmawiać na uduchowione tematy, filozofować w otoczeniu książek popstrzonych uwagami.

Marek Jastrząb
Marek Jastrząb
Opowiadanie · 18 czerwca 2026
anonim

[intro] ona miała duże oczy ogromne I

Andrzej Feret

[intro]

ona miała duże oczy ogromne

i usta super – czerwone

kładła czarną pomadę

i szminkę róż – wiśnia cudownie

a nogę miała – że aż nóżka tańczyła

stópki lekkie w pantoflach

na wysokim obcasie

i łydkę równą dla oka

i te biodra – czasem … chodziła

również w szlafroku ale o tym nie teraz…


[Verse 2]

jeszcze przed chwilą

twój głos śpiewał

bo przy tobie przy murku jest ballada

a dalej ławeczka …

lecą nutki

fontanna kroplami opowiada

niezmiennie ty łzami

zrasza gada


[Verse 3]

murkiem rosną białe

kwiaty cięte

sam je zbierałeś

o wspomnienie

zahaczam dzisiaj

ja stokrotka

cichutkim głosem

mym marzeniem


[Chorus]

jesteś ciągle

jesteś

kiedy wspominam

nieustannie

płomyk mej świecy

już się waha

kiedy nasiąknie

świętym płaszczem który okryje


[Bridge]

me wspomnienia

i wszystko zgaśnie

znów dla ciebie


[Chorus]

jesteś ciągle

jesteś

kiedy wspominam

nieustannie

płomyk mej świecy

już się waha

kiedy nasiąknie

świętym płaszczem który okryje


[Outro]

murkiem rosną białe

kwiaty cięte


--------------------------------------

Muzyka & Grafika: Suno AI Music

Słowa: Andrzej Feret


fb: https://www.facebook.com/reel/1488697149650535

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 18 czerwca 2026

Słodkie wotum nieufności

Arian


Niedługo przypada okrągła rocznica powstania zwanego poznańskim czerwcem 1956.


Jak dzisiaj oceniamy włodarzy miasta?


Kompromitacja na całej linii. Kasta zdemoralizowanych baronów her Tuska. Patologiczna deweloperka w stylu H.G.W. z Warszawy. Sprzedaż deweloperom osiedli zamieszkałych przez setki rodzin pod budownictwo komercyjne. Samowola rady miasta, upadek magistratu - korupcja, nepotyzm, kolesiostwo, gnicie urzędów. Pasmo afer w trakcie rządów sprawowanych przez ludzi PO/SLD od dwóch dekad.


Polska lewica: PO-SLD, kurwa, prawdziwa lewizna.


Poznań okupuje 34 radnych, partyjnych działaczy bez kompetencji do zarządzania czymkolwiek. Skala niegospodarności na mieniu komunalnym jest porażająca.


Nowy Jork skutecznie prowadzi zaledwie 51 radnych w 8 milionowej aglomeracji.

To daje wyobrażenie, jak bardzo patologiczny, przerośnięty, niewydolny, jest tutejszy samorząd.


Na uroczyste obchody siedemdziesiątej rocznicy czerwca 56 wylać na zbity pysk całą radę miasta wraz z tym pachołkiem niemieckim w gabinecie prezydenta Poznania. Najwyższy czas.


https://www.youtube.com/shorts/f5cezA0XE_E

Arian
Arian
Opowiadanie · 18 czerwca 2026
anonim

Na przekór modzie

Moni Chaber

[934]


pogardę też trzeba umieć nosić

jak czystą pachnącą koszulę


pogardę która często wkładana

potrafi się wszczepić pod skórę


pogardę która jak biała szata

będzie się odbijać w obliczach ludzi


pogardę która mokra od potu

każdy serca słuszny zapał ostudzi...



Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 18 czerwca 2026
anonim

Zwykły człowiek trochę gorszy

Moni Chaber

[769]


po chodniku chodzi zgarbiony

tuląc mury z cegły

w krzyżu ciężar ma srogi...


świat jedną śmiercią zbawiony

dla podobnych mu jest uległy -

pierwszy schodzi z drogi...


gdy go nie widzisz, nie myślisz - jest

czasem słyszysz głuchą nocą

jak w swej norze klepie biedę...


obyś kiedyś miał ten gest

znajdując go pod swoją mocą

raz spojrzeć jak na... siebie...


Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 17 czerwca 2026
anonim

Specyficznie i seriami bez końca

Grzegorz Bazylak

Londyńczyk Peter Bryan nie był z tych którym padało

coś na mózg ale lubił zjeść sporządzane z niego przekąski

z cebulką i pieprzem dlatego postanowił do niego dotrzeć

ze stalową łopatą która zamiast wkładać co trzeba do

ogolonej głowy znajomego sąsiada zaczęła najpierw

ją okładać a potem bez końca z niej wybierać półpłynną

różowosiną zawartość o infernalnym smaku przysmażonych

cerebrozydów sfingomielin i zdezintegrowanej woli życia


Szkot Thomas Neil Cream nie był z tych którym wypadało

coś z krzywych ust ale lubił wypić whisky prosto z butelki

i podwoić w ten sposób swoją zdwojoną intencjonalność

zanim wybrał się do Whitechapel z jagodami wawrzynka

w bukiecie hiacyntów dlatego któregoś dnia postanowił

tam dotrzeć z rana aby zobaczyć seks którego już ani on

ani nikt inny nie mógł dotknąć bo większość znanych mu

żon została właśnie zgładzona przez zdradzonych mężów

pomimo regularnie zalecanych im wcześniej bezwonnych

kuracji i codziennych ablucji pobudzających meridiany                             


Londyńczyk Gordon Frederick Cummins nie był z tych

którym spadało coś z głowy ale lubił aby włosy skrywały

się dokładnie w gumowej masce gazowej typu Respirator

Mark V albo Civilian Duty Respirator C.6 gdy szedł wzdłuż

ściany sklepu z zabawkami i zatrzymał się w pustym

miejscu gdzie stała urocza Cydaliza z długą parasolką                                 

którą w seksualnej fantazji powalił na arabeskowe

kolana ale wtedy ona zamiast spytać co dla niego jest ważne

aby jego życie stało się barwniejsze niż ostatnia wieczerza

zerwała mu z twarzy szybko i brutalnie tę hurtowo

produkowaną w zakładach Manners Ltd pod Mansfield

w hrabstwie Nottinghamshire filtracyjną maskę

o numerze seryjnym pięćset dwadzieścia pięć tysięcy

dziewięćset osiemdziesiąt siedem (525987)

Grzegorz Bazylak
Grzegorz Bazylak
Wiersz · 17 czerwca 2026
anonim

Z ostatniej chwili...

Moni Chaber

[109]


Wczoraj, około północy,

w pokoju hotelowym,

zmarła kobieta.


Leżała pośród zimnej pościeli,

ubrana była w kwiaty,

trzymała w ręku telefon.


Zginęła śmiercią topielczą

we własnym kąciku oka.


Prawdopodobnie wylały

wezbrane gruczoły łzowe...

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 16 czerwca 2026
anonim

Jak cię widzą - Tak cię piszą

falkon

Nie jest z pokolenia zet ani igrek

raczej baby boomers o imieniu męskim

pamięta czas przed transformacją

jego konik to etykieta i forma.


Szczególne uroki decydują o całości

twarz jak twarz podobna do każdego

głos melodyjny niekiedy pikantny

oczodoły rozświetlone od wewnątrz.


Panuje u niego umiarkowana admiracja

wrażliwy od nadmiaru pochlebstw

lubi wystawiać głowę za horyzont

model liryczny może zmyślony.


Czasem wpada w indolencję

jak każdy człowiek

odrzuca wówczas Schopenhauera

wierzy w wytłumaczalność wszystkiego.


Typowa jednostka egzystencji

nie cierpi dulszczyzny i ciemnoty

samotnie tkwi w absurdzie i nicości

poza sobą nic innego nie ma.

falkon
falkon
Wiersz · 16 czerwca 2026
anonim

Mafie afrykańskie stanowią zagrożenie nie tylko dla Włoch i Europy zachodniej ale również i dla Polski

Krzysztof Kowalski

  Zagrożenie ze strony nigeryjskich i marokańskich grup przestępczych rośnie również w Polsce. Polskie służby, w tym Centralne Biuro Śledcze Policji, regularnie rozbijają komórki organizujące tzw. oszustwa nigeryjskie. Przestępcy działający nad Wisłą posługują się sfałszowanymi dokumentami tożsamości, zakładają konta bankowe na podstawione osoby i wyłudzają od polskich obywateli miliony złotych, które następnie są transferowane za granicę. W Nigerii mieszka prawie dwieście pięćdziesiąt milionów ludzi, a w całej Afryce ponad półtora miliarda. W Brukseli działają zorganizowane grupy przestępcze o korzeniach afrykańskich, które specjalizują się w handlu narkotykami,cyberpzrestępczości oraz przemycie i handlu ludźmi. Głównym i najbardziej wpływowym afrykańskim ugrupowaniem przestępczym w Belgii jest siatka grup przestępczych tworzona przez osoby pochodzenia marokańskiego i nigeryjskiego, to najpotężniejsze i najbrutalniejsze struktury powiązane z kontynentem afrykańskim. Choć tworzą ją głównie obywatele Belgii i Holandii marokańskiego pochodzenia, ich siła opiera się na bezpośrednich kontaktach w Afryce Północnej oraz z kartelami w Ameryce Południowej. Klany Nigeryjskie działają w strukturach przypominających bractwa kultowe, specjalizują się one w handlu ludźmi, zmuszaniu afrykańskich kobiet do prostytucji,oszustwach finansowych cyberpzrestępczości oraz napadach. Kontrolują szlaki przemytu afrykańskich kobiet do Europy głownie do Włoch, które są zmuszane do prostytucji. Obsługują globalne kanały przerzutu kokainy i heroiny z Ameryki południowej i Azji do Europy. Wykorzystują krypto waluty piorąc brudne pieniądze, przy pomocy słupów, sieci podstawionych kont bankowych, oraz prowadzą legalne biznesy w całej Europie. Włochy poza Belgią stały się europejskim centrum operacyjnym mafii nigeryjskiej i marokańskiej, przejmują one kontrolę nad handlem narkotykami, prostytucją i handlem ludźmi w tych krajach. To grupy przestępcze, które zagrażają całej Europie, grupy, które próbują dostać się również do Polski, którym pomóc chcą w tym teraz politycy zarządzający Unią Europejską.

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 16 czerwca 2026
anonim