Koncert (wiersz klasyka)

Władysław Broniewski

Dyrygent, wściekły i spocony,
machał pałeczką, groził, krzyczał -
ale już gardło filharmonii
ryknęło akord na ulicę.

Wyskoczył z sali, tłumiąc przestrach,
po schodach na dół zleciał pędem
i krzyknął miastu: "Grać, orkiestra!
Ja tutaj jestem dyrygentem!"

I nagle - ulic flety czarne
zapiały w niebo głośnym hymnem,
zapiszczał cienko komin-klarnet
i zawtórował fagot rynny,

miedziane trąby wież i dachów
skoczyły w usta chmur bezzębnych,
a w domów walce, kryte blachą,
waliły pięści gwiazd jak w bębny.

A kiedy nadszedł świtu finał,
to widać było: coraz szybciej
tramwaju smyczek w takt zacinał
po strunach szyn, wygiętych w skrzypce.

Dyrygent rzucić chciał batutę
i skończyć już za długi koncert,
ale o bruk przeciągłą nutą
zabrzęczał złoty cymbał - słońce!

Wtedy, nie wiedząc sam, co czyni,
porwał ołówek i w zachwycie
na telegrafu pięciolinii
układał nowe kompozycje.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
1 466 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2010

Władysław Broniewski

Inne teksty autora

Poezja

Władysław Broniewski, wiersz klasyka

Na odjezdne

Władysław Broniewski, wiersz klasyka

Ballady i romanse

Władysław Broniewski, wiersz klasyka

*** (I zamyślić się nad Szopenem...)

Władysław Broniewski, wiersz klasyka

Przypływ

Władysław Broniewski, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło