Literatura

Śmierć i spółka (wiersz klasyka)

Sylvia Plath

Śmierć i spółka
Dwaj, naturalnie, że jest ich dwóch
To mi się wydaje oczywiste -
Jeden z nich nie patrzy nigdy w górę, jego oczy zakryte
Wyłupiaste jak u Blake'a,

Znamiona jego są znakiem handlowym -
Blizna od sparzenia wodą,
Naga
Śniedź kondora.
Jestem dla niego świeżym mięsem. Jego dziób

Klekocze: Nie jestem jeszcze jego.
Mówi mi jak bardzo źle wychodzę na zdjęciu.
Mówi mi jak miło
Wyglądają niemowlęta w swoich szpitalnych
Lodówkach, ze skromną

Falbanką wokół szyi,
Potem z jońskimi fałdami
Ich całunów,
Na koniec dwie małe nóżki
Nie uśmiecha się, nie pali papierosa.

Za to ten drugi właśnie to robi
Jego włosy są długie i nienaganne.
Bastard
Masturbujący odblask,
Chce być kochany.
Nawet nie drgnął.
Mróz maluje kwiat,
Rosa tworzy gwiazdy,

Umarły dzwon,
Umarły dzwon

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Sylvia Plath

Inne teksty autora

Przekraczając wodę
Sylvia Plath
Lustro
Sylvia Plath
Mad Girl's Love Song
Sylvia Plath
Maki w lipcu
Sylvia Plath
Maki w październiku
Sylvia Plath
Metafory
Sylvia Plath
Mirror
Sylvia Plath
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca