Literatura

Poranna piosenka (wiersz klasyka)

Sylvia Plath

Miłość wprawiła cię w ruch jak gruby, złoty zegarek.
Położna klasnęła w podeszwy stóp i twój śmiały krzyk
Zajął swoje miesjce między żywiołami.
 
Nasze głosy wtórują mu wysławiając twoje przyjście. Nowy posąg
W muzeum pełnym przeciągów twoja nagość
Rzuca cień na nasze bezpieczeństwo. Stoimy dookoła puści jak ściany.
 
Jestem twą matka nie bardziej
Niż chmura, co skrapla się na lustrze, odbijając swe powolne
Przemijanie w objęciach wiatru.
 
Przez całą noc ćma twego oddechu
Trzepotała wśród płaskich różyczek pościeli. Obudziłam się, by słuchać:
W moim uchu szumi odległe morze.
 
Krzyk i potykając się wstaję z łóżka, krowio-ciężka i roślinna
W mej wiktoriańskiej koszuli.
Twoja mordka otwiera się, czysta jak u kota. Kwadrat okna
 
Bieleje i połyka swoje nudne gwiazdy. I teraz próbujesz
Garści swoich nut.
Czyste samogłoski lecą jak balony.
 
 
 
Przekład Maria Korusewicz.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Sylvia Plath

Inne teksty autora

List miłosny
Sylvia Plath
18 kwietnia
Sylvia Plath
Ariel*
Sylvia Plath
Balony
Sylvia Plath
Bezdzietna kobieta
Sylvia Plath
Chcę, chcę
Sylvia Plath
Cięcie
Sylvia Plath
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca